Pochodząca z Kalifornii wokalistka jako dziecko śpiewała w kościele i ten uduchowiony klimat momentami przebija przez "Venus". Joy nie pozbyła się też folkowego emploi rodem z The Civil Wars. Dochodzą do tego popowe elementy a la Kate Bush. Całość otoczona jest rozmarzoną nutą, która zapewne nie każdemu przypadnie do gustu.

Fani żywiołowych dźwięków mogą przy "Venus" szybko usnąć. To bardzo kobieca płyta, nieprzypadkowy tytuł, i to nie są krytyczne słowa. Joy Williams potrafi bowiem rozczulić bez zbędnego łzawego odchylenia. W osiągnięciu pożądanego romantycznego klimatu pomagają jej m.in. gitary, klawisze i skrzypki. Zwróćcie również uwagę na niebanalne teksty. Trudno jest takie pisać, mówiąc o miłości, a Williams się udało.

Joy Williams | Venus | Sony Music