– Rock już umarł. Dzisiejsze kapele mają w większości w nosie zajmowanie się współczesnymi problemami. Zdarza mi się co prawda słuchać jeszcze rockowej muzyki, ale nie ma ona już wiele wspólnego z ruchem alternatywnym, undergroundem sprzed lat. Rock nie jest już synonimem walki z systemem, stał się jego częścią – powiedział w niedawnym wywiadzie dla magazynu "Numéro" Bobby Gillespie, lider zespołu Primal Scream. Jednocześnie przyznał, że od zawsze solidne miejsce wśród jego fascynacji zajmował pop. Słuchając najnowszej, już 11. płyty Primal Scream, rzeczywiście można odnieść wrażenie, że pop w zespole Gillespiego rozsiadł się na dobre. Bobby doprawia go jednak swoim wariactwem, skręcającym też w kierunku innych gatunków.

Primal Scream istnieją już ponad 30 lat. Mają za sobą punkrockową walkę z systemem, ikoniczną psychodeliczno-rockową płytę "Screamadelica", szalony narkotykowy okres twórczości, sławę rozpętaną wykorzystaniem ich muzyki w "Trainspotting", nagrodę Mercury Prize i kilka kontrowersyjnych wydarzeń w CV (chociażby koncert w Glastonbury w 2005 roku). Do dzisiaj niewiele pozostało z punkowo-rave'owej rebelii Primal Scream, ani z ich podburzających część publiki i innych wykonawców kontrowersyjnych działań.

Teraz, trzy lata po bardzo dobrej płycie "More Light", na której mocno porzucili psychodeliczne tony, wydali "Chaosmosis". To zróżnicowany album ze świeżym brzmieniem, którego dodali mu w dużej mierze ciekawi goście. Są tu indiepopowa wokalistka i aktorka Sky Ferreira, Brytyjka Rachel Zeffira z duetu Cat's Eyes oraz panie z poprockowej formacji Haim. Ten damski młody pierwiastek dał "Chaosmosis" dużo dobrego, i to w różnych klimatach.

Przy Rachel Zeffirze Gillespie wyciszył się w sposób, w który rzadko mamy okazję go usłyszeć. Ich wspólny numer "Private Wars" to folkowy odprężający moment, w którym obok ich delikatnych głosów rządzą akustyczne gitary i smyczki. Wspólny kawałek Sky i Bobby'ego to już energetyczna bomba w poprockowym klimacie. Momentami ich "Where the Light Gets In" przywołuje dokonania New Order, do którego zresztą na "Chaosmosis" można znaleźć jeszcze bardziej widoczne mruganie okiem. Posłuchajcie chociażby "100% Or Nothing" albo "Autumn In Paradise". "(Feeling Like A) Demon Again" to już z kolei niemal synthpopowa zabawa na miarę lat 80.

Dochodzi do tego jeszcze zaskakujące "I Can't Change" z bardzo prostą melodią, wysokim wokalem Bobby'ego i, wydaje się, bardzo osobistym tekstem o miłości: – All the pain that I caused / All the time that we lost / Drink and drugs, self-destruct / Slept with death, molded love. W dwóch piosenkach goszczą panie z Haim i zarówno "Trippin' On Your Love", jak i "100% Or Nothing" są mocnymi, energetycznymi punktami "Chaosmosis". Nawet te z pozoru brzmiące lekko i popowo numery mają tu w większości poważne teksty o zagubieniu relacji międzyludzkich i złych skutkach fundamentalizmu, kapitalizmu.

Primal Scream nie są już zespołem rockowym, jaki znaliśmy chociażby w latach 90. Dziś to pilnie obserwująca rzeczywistość machina korzystająca z dokonań ambitnych popowych artystów. Ich granie ma naleciałości muzyki sprzed lat, ale Primal Scream nie odcinają kuponów. Starają się dopasować do naszych czasów na swoich zasadach. Oby z tym materiałem przyjechali do Polski. Na żywo może zrobić większe wrażenie niż na krążku.

Primal Scream | Chaosmosis | First International/PIAS