– Ta płyta nazywa się "The Electric Warlock Acid Witch Satanic Orgy Celebration Dispenser", bo takie ma dokładnie brzmienie – tłumaczy tytuł swojego szóstego albumu Rob Zombie. Trudno o lepsze wyjaśnienie. Tak naprawdę zestaw tych słów pasuje do wszystkiego, czym zajmuje się Rob, zarówno w muzyce, jak i kinie.

Zanim urodzony w 1965 roku Robert Bartleh Cummings zajął się na poważnie muzyką, pracował przy programie telewizyjnym dla dzieci "Pee-wee's Playhouse" (występował w nim m.in. Laurence Fishburne) w drugiej połowie lat 80. oraz w magazynie erotycznym. Porzucił te radykalnie różne prace, kiedy w nowojorskiej szkole artystycznej poznał Sean Yseult, która szybko została jego dziewczyną. Założył z nią zespół White Zombie – nazwę zaczerpnął z filmu z Belą Lugosim z lat 30. Pierwsze dwie płyty kapeli, jeszcze w noiserockowym klimacie, nie przyniosły im wielkiego rozgłosu. Przy trzeciej, skręcającej w metalowe rejony "La Sexorcisto: Devil Music Volume One" (1992) pracowali już jednak z dużą wytwórnią, co przełożyło się na komercyjny sukces. Późniejsza o trzy lata "Astro-Creep: 2000" odniosła jeszcze większy sukces, ale okazała się ostatnim albumem White Zombie. Już w tym zespole ujawniły się zdolności Roba do wizualnego opowiadania o swoim przepełnionym motywami z horrorów świecie. Zombie pracował nad wyglądem płyt, kręcił też klipy. Po rozwiązaniu White Zombie skupił się na solowej karierze. Już jego pierwszy solowy album "Hellbilly Deluxe" (1998) w samych Stanach sprzedał się w trzech milionach egzemplarzy.

Poświęcił się też twórczości filmowej. W wywiadach często powtarzał, że tak naprawdę zawsze chciał być twórcą filmowym, nie licząc epizodu, kiedy chciał zostać hokeistą. Od lat zbiera plakaty z klasycznych horrorów oraz filmów braci Marx.

Przygodę z kinem zaczął w połowie lat 90., występując w epizodach ("Airheads" ze Steve'em Buscemim) albo użyczając swojej muzyki do filmów (m.in. "Ucieczka z L.A."). Swój pierwszy obraz "Dom tysiąca trupów" nakręcił w 2000 roku, jednak musiał on czekać na premierę trzy lata, wytwórnia wstrzymywała go, bo był zbyt brutalny. Potem zrealizował jeszcze m.in. sequel debiutu "Bękarty diabła", dwie części "Halloween" oraz "The Lords of Salem". Najnowszy, "31", w którym zagrał m.in. Malcolm McDowell, miał premierę w tym roku. To właśnie prace nad nim wydłużyły nagrywanie "The Electric Warlock Acid...", szóstego, solowego krążka Roba. Tak jak w jego filmach, rządzą na nim wszelkiej maści mroczne i przerażające rzeczy z nutą humoru i przebieranki. Muzyki Zombie uczył się w końcu od Kiss czy Alice Coopera.

W wywiadzie dla "Loudwire" mówił o "The Electric Warlock Acid...": – Wszystkie płyty, które kocham od lat, są na dzisiejsze warunki bardzo krótkie, nazywane są epickimi, ale trwają 30 minut, dzięki temu jednak słucham ich miliony razy, może to właśnie czyni je epickimi. Dlatego też na nowej 12 numerów zamknął w niewiele ponad 30 minut. Już same tytuły powodują gęsią skórkę: "The Hideous Exhibitions of a Dedicated Gore Whore" albo "Satanic Cyanide! The Killer Rocks On!". Tradycyjnie Zombie poraził wideoklipem, w "Well, Everybody's Fucking in a U.F.O." występują kosmonauci, kosmici i porwana przez nich w celach erotycznych kobieta. Zombie mówi, że to "najbardziej popieprzony potwór", jaki stworzył. Nie znaczy to jednak, że brakuje tu delikatnych dźwięków: słychać pianino i mandolinę. Rządzą jednak ostre gitary Johna 5 (grał m.in. z Marilynem Mansonem) i wkurzony wokal Zombiego.

W tekstach Rob odnosi się do przeróżnych popkulturowych opowieści związanych z SF czy jego ukochanymi klasycznymi komiksami Stana Lee. Marszowe rytmy są często przeplatane tekstami albo dźwiękami niczym z horrorów. Zombie dokłada do tego swoje mroczne szaleństwo, zmiany klimatu i tempa w numerach, no i humor. Zombie nie jest bowiem taki straszny, na jakiego wygląda. Od lat stroni od alkoholu i innych używek, mocno wspiera organizację PETA, opiekuje się kilkoma kotami w domu czy małym czarnym pieskiem o imieniu, jakże by inaczej, Dracula. Oby przyjechał z tym materiałem do Polski.

Rob Zombie | The Electric Warlock Acid Witch Satanic Orgy Celebration Dispenser | Universal Music/T-Boy Records