Niezwykły to materiał, bo jako pierwsze dzieło muzyczne wybiega poza pamiętne 63 dni, pokazuje losy po, a nie tylko w trakcie. I ukazuje dobitnie, jak - proszę wybaczyć banał – nieodwracalnie odmienionych ludzi obserwujemy.

To chyba najbardziej zaskakujące dzieło w karierze Andrzeja Smolika, bo najmniej smolikowe ze wszystkich. Artysta niezwykły, bo posiadający totalny umysł zarówno kompozytorski, jak i producencki na bok odsunął swoje znaki wodne, zapomniał o tym, co sprawia, że od pierwszej sekundy rozpoznajemy jego brzmienie. Jednocześnie doskonale wydobył ekspresję zarówno od Natalii Grosiak jak i od Miuosha. To chyba było sztuką najtrudniejszą – nie przesadzić, nie pójść w łatwe, bo typowo polskie nadmierne oddziaływanie na emocje.

Kiedy pozornie spokojnie, bez wykrzykiwania i niepotrzebnego wchodzenia w wysokie tonacje Natalia Grosiak zaczyna śpiewać "Alunię" wbija się w pamięć, przykuwa uwagę i wyobraźnię mocniej, bardziej, wyraziściej. Miuosh z kolei swój styl upodobnia do estetyki wojskowych przemów, tempa wydawania rozkazów. W tle słychać bardzo dobrze, dokładnie wybijanie rytmu pałeczkami, gitara jęczy niczym syrena. Ale za żadne skarby nie zmusza, nie napastuje.

Mistrzowsko poprowadzona jest opowieść o Henryku Stefanie Kaweckim. Tam gdzie trzeba postawione są akcenty słowne, kiedy trzeba potęgowany jest nastrój. Światy muzyczne zbliżają się z maestrią do siebie w "Danisi". Zaraz po mocnym raperskim flow odzywają się smyczki zaaranżowane tak, jakby klasyczny minimalizm miał się za chwilę zderzyć z polskim rapem. Perspektywa nęcąca, a drzwi zostały już tu otwarte.

To bardzo dobra płyta. Znakomicie wyprodukowana, zagrana, zaśpiewana i wyrecytowana. I przełomowa. Bez dezawuowania poprzedników warto zaznaczyć, że w okresie gorącej polityczno-historycznej jatki, wchodzącej momentami w fazę chamskiej, nieprzystającej pamięci pyskówki, bardziej potrzebujemy delikatności niż krzyków "żądamy dostępu do włazów".

"O jaka była więź międzyludzka" – mówi na koniec albumu Danuta Szlajmer. Jeśli w tym monecie łza się w oku kręci, to znak, że jeszcze nie wszystko z tamtego ducha straciliśmy.