Zespołów grających w podobnym postpunkowym stylu co New Model Army było i jest sporo. Jednak formacja Justina Sullivana od ponad trzech dekad się z tego grona wyróżnia, bo pasji, energii, tekstów, a nawet wyglądu lidera nie da się ani skopiować, ani porównać do kogokolwiek innego. Najnowsza, trzynasta studyjna płyta New Model Army "Winter", podobnie jak ich wcześniejsze albumy, zabiera nas w wycieczkę po surowych muzycznych rejonach i jeszcze bardziej surowych opisach naszej rzeczywistości.

Od pierwszych koncertów w rodzinnym mieście zespołu, przemysłowym ośrodku Bradford, New Model Army byli kojarzeni z politycznymi deklaracjami. Sullivan w dokumencie "Between Dog and Wolf: The New Model Army Story" sprzed dwóch lat opowiadał, że wcale nie chcieli być polityczni, ale z drugiej strony w burzliwych na Wyspach latach 80., okresie rządów Margaret Thatcher, trudno było odejść od polityki. W tym samym filmie padają też znaczące słowa pokazujące, jak bardzo NMA działali na własnych zasadach i jak nie mizdrzyli się do nikogo. Jeden z rozmówców mówi: "Niektórzy ich lubili, bo uważali za lewicowych, niektórzy – bo myśleli, że pasują bardziej do prawej strony, a inni – bo byli po prostu przerażający". Justin i reszta członków NMA porażali na scenie swoim zaangażowaniem, grając surowego postpunka w rewolucyjnym stylu. Do tego doszły mocne teksty, w których Justin dawał upust swojej frustracji i wkurzeniu na otaczającą rzeczywistość. Na pierwszej płycie w tytułowym "Vengeance" z 1984 roku śpiewał "I believe in justice/ I believe in vengeance/ I believe in getting the bastard". Ten bezpośredni przekaz szybko przyniósł im na Wyspach sławę. Debiutancki album znalazł się na szczycie list przebojów, zrzucając z niej samych The Smiths. Potem nagrali kolejne znakomite albumy "The Ghost of Cain" czy "Thunder and Consolation". Jak jednak przekonuje sam Sullivan w wywiadach, na szczęście nie doczekali się jakiegoś wielkiego przeboju, bo wtedy prawdopodobnie musieliby zawiesić działalność, presja mogłaby być zbyt duża. A tak, od lat, jak mówi, "mogą robić to, co uważają za słuszne i mamy w tym pełną twórczą wolność". Z drugiej strony Justin zdaje sobie sprawę, że jak mówił w wywiadzie z "Kulturą" kilka lat temu: "Nie jesteśmy popowym zespołem, który chce na scenie uszczęśliwić siebie i innych. Nie jesteśmy armią zbawienia, śpiewamy przecież o ciemnej stronie życia". Ta postawa przyciągnęła do nich rzesze fanów. Wymyślili nawet specjalny, dziwaczny sposób tańca, ruchów rękoma, podczas koncertów NMA. Można to zobaczyć w filmie "Between Dog and Wolf: The New Model Army Story" albo we fragmentach koncertów na YouTube. Kapela ma także wielu fanów w Polsce. Zagrali u nas już wiele razy, pierwszy raz jeszcze w latach 80. Z nową znakomitą płytą "Winter" też przyjadą na koncerty. W październiku dadzą u nas aż sześć występów, m.in. w Warszawie i Gdyni.

To płyta mocna zarówno jeśli chodzi o brzmienie, jak i teksty. Justin nie mógł w nich pominąć tematów uchodźców czy wojennych zagrożeń. Raz towarzyszą im dźwięki zgrzytające, niemal psychodeliczne ("Devil"), innym razem bardzo melodyjne z dodatkiem smyczków ("Weak and Strong"), wreszcie rozbudowane konstrukcje, jak niemal siedmiominutowe "Beginning", rozwijające się z "dialogu" Justina z rzężącą gitarą, przez melancholię, po epicką końcówkę. Największe wrażenie robi jednak na "Winter" poruszający "Die Trying". W towarzystwie akustycznej gitary Sullivan śpiewa pieśń poświęconą tym, którzy opuścili swoje rodzinne strony z przejmującym refrenem: "Winter storms and the snow flying/ Razor wire and the gulls crying/ Cross the water or die trying". Jest w tej piosence to, czym od lat Justin przyciąga: niezgoda na pewne społeczne zachowania, szczerość i bunt.

New Model Army "Winter" Edel/Mystic