"All I Want for Christmas Is You", "Let It Snow", "Winter Wonderland" i inne kompozycje z płyty "Christmas Party" duetu She & Him pozwalają skutecznie odetchnąć od zarzynających piękno świąt, powtarzanych od lat wykonań gwiazdkowych piosenek.

Projekt powołali do życia 10 lat temu amerykański muzyk Matthew Ward, który nagrywał m.in. z Cat Power i Beth Orton oraz aktorka i piosenkarka Zooey Deschanel. Znają ją fani seriali "Jess i chłopaki" i "Kości" oraz kinowych filmów "Jestem na tak", "Most do Terabithii" czy "500 dni miłości". Swoje wspólne płyty wypełniali folkpopowymi kompozycjami własnymi i standardami. Pięć lat temu wydali pierwszy zestaw świątecznych piosenek na płycie "A Very She & Him Christmas".

Zooey w wywiadach podkreślała, że kocha dawne przeboje, stare filmy, modę vintage. Słychać to w jej osnutych mgiełką retro piosenkach, nie tylko świątecznych. Łatwo wyobrazić sobie, że idealnie wpisałyby się w rzeczywistość lat 50. czy 60., a samą Zooey śpiewającą je w spokojnej knajpce przy kominku. Delikatny głos aktorki, akustyczne gitary, klawisze i trąbka potrafią miło odkurzyć nawet tak zmaltretowany przez Mariah Carey przebój jak "All I Want for Christmas Is You". Kiedy She & Him grają pochodzący z lat 60. kawałek "Must Be Santa", nogi same rwą się do tańca. Przypominają tu, że rodowód tej piosenki sięga tzw. niemieckich "trinklieder", czyli łatwo wpadających w ucho, skocznych folkowych piosenek śpiewanych podczas biesiad suto zastawianych alkoholem. Bez problemu można też potańczyć przy choince, słuchając ich wykonania spopularyzowanego przez Chucka Berry’ego "Run Run Rudolph" czy "Marshmallow World" z lat 40. Z kolei "The Man with the Bag" She & Him grają w jazzowym stylu, a "Let It Snow" jak wzruszającą, lekko bujającą balladę. "Mele Kalikimaka", czyli "wesołych świąt" po hawajsku, ma już klimat country-folkowy, a "The Coldest Night of the Year" brzmi jak wykonanie z lat 50. Na "Christmas Party" Zooey wraz z partnerem korzystają z pomocy zaprzyjaźnionych muzyków, m.in. perkusisty Sonic Youth Steve’a Shelleya. Unikają przy tym współczesnych ulepszaczy w stylu auto-tune’a. Sama Zooey nie tylko śpiewa, ale też gra na ukulele. Wspólnie stworzyli album, który co prawda poza świętami niespecjalnie ma rację bytu, ale za to czas wizyty Mikołaja ubarwi przyjemnymi dźwiękami. Album ukazał się też na czerwonym winylu z dodatkową specjalną kartką świąteczną od zespołu.

Jeżeli jednak wśród czytelników znajdą się tacy, którzy podczas świąt preferują muzyczne tło oparte na piosenkach znad Wisły i w polskim wykonaniu, to warto zwrócić uwagę na świąteczną płytę Ani Rusowicz. To dużo bardziej energiczna propozycja od krążka She & Him. Zgodnie z tytułem albumu "RetroNarodzenie", mamy tutaj klimat sięgający kilku dekad wstecz. A dokładniej rodem z polskiego bigbitu, do którego zresztą Rusowicz odnosi się od początku solowej kariery. Przy tej płycie, jak mówi, "chciałam połączyć rock and rolla z sacrum" i dodaje: "stworzenie takiej płyty stało się dla mnie nie tylko prawdziwym wyzwaniem, ale także kultywowaniem pewnej tradycji lat 60., kiedy Filipinki, Czerwone Gitary czy wreszcie Skaldowie w sposób rockandrollowy kolędowali". W wielu miejscach udało się to w interesujący sposób. Na krążek Rusowicz zaprosiła m.in. Renatę Przemyk, Adama Nowaka z Raz Dwa Trzy, Czesława Mozila i Anię Brachaczek.

Obie płyty to dobra alternatywa dla ogranych standardów.