Zadanie to było niełatwe także i z tego powodu, że główny bohater nie żyje. Grzegorz Ciechowski nie mógł zdać osobiści relacji, wyjaśnić wątpliwości i wejść w niuanse. Nie jest tajemnicą, że wiele osób z jego bliższego i dalszego otoczenia pozostaje ze sobą jeśli nie skłócona, to żywi wzajemnie do siebie mniej lub bardziej uzasadnione pretensje. W tych warunkach zgromadzić materiał, opisać a nawet uczynić z niego dobrze czytającą się biografię – to jest sztuka.

Leszek Gnoiński nie jest autorem nieznanym – na rynku dziennikarstwa muzycznego działa od lat, był m.in., naczelnym Muzy i Cgm.pl. To on napisał też biografie m.in. Marka Piekarczyka, Kultu czy Acid Drinkers. I to on, jako współautor "Encyklopedii Polskiego Rocka" mógł najlepiej oddać i fakty i ducha.

Autor prowadzi nas poprzez czasy odległe, kiedy to popularność zdobywała formacja Res Publica. Zaraz potem poznajemy kulisy – wejście do zespołu Grzegorza Ciechowskiego  i faktyczne przejęcie przez niego pierwszych skrzypiec pokazane jest na tle pulsującej i momentami wybuchającej polskiej sceny rockowej. Są tu i zespoły dziś znane, jak Brygada Kryzys, jak i w zasadzie zapomniane, jak Fragmenty Nietoperza (grał tam niejaki Kobra). 

Wiemy dokładnie czym pachniało granie na scenie, wiemy jak ubierali się muzycy oraz jak wyglądały plakaty zachęcające do przyjścia na koncert, bo w książce aż roi się od zdjęć i ilustracji. Momentami można mieć wrażenie, że to już nie zwykła biografia, a republikańska biblia, na której niemal ośmiuset stronach zebrany są wszystkie prawdy tej religii. Ale  spokojnie – książkę "Republika. Nieustanne tango" czyta się również ze względu na wartka narracją oraz dziesiątki ciekawostek. Gnoiński dba bowiem, by w szczególności młody czytelnik poczuł ducha epoki, w której by mieć papierosy, trzeba było iść na strzelnicę, a klub jachtowy zaczynał działalność od tego, że jego członkowie budowali jacht, a kończył, gdy państwo mu zbudowaną już łódź odebrało. Takie rzeczy, które dla wielu są już tylko stanem umysłu – tu wyczuwamy z każdej strony.

Oczywiście nie byłoby Republiki bez Grzegorza Ciechowskiego. I to jest w książce oddane – osobowość, umysł kompozytorski, geniusz twórczy jest tu pokazany. Ale Republika to zespół, grupa ludzi, którzy podobnie jak i sam Ciechowski mieli swe ambicje, uczucia, popełniali błędy, by potem przez długi czas nie wiedzieć jak je naprawić. I za pokazanie tego żywego organizmu Gnoińskiemu niech będą dzięki. Wielu dziennikarzy jest w stanie napisać książkę o znanym zespole. Niewielu, pokazać wszystko, co i dlaczego sprawiało, że zespół stał się wielki i jak ta wielkość o mały włos go nie zniszczyła.

Lektura obowiązkowa.