W czasach, w których cale pokolenie zachwyca się hip-hopem, a każde słowo rapera odczytywane jest tak, jakby niósł on prawdę objawioną, musiała pojawić się rozsądna przeciwwaga. Pisząc te słowa nie podejrzewam nawet muzyków Bastard Disco o zainteresowanie rodzimym hip-hopem. Ale w dyskusji zdominowanej przez bity i rymy ich muzyka daje nie tylko oddech, daje nadzieję, że inne gatunki muzyczne tez będą próbowały docierać do serc i rozumów.

Bastard Disco ma do tego pełne predyspozycje. Gra bez kalkulacji, nawiązując do tradycji garażowych, do punka, do grunge’u, do wszelkich gitarowych i krzyczących form, które w swej pierwotnej formie stawiały na przekaz, na emocjonalne zaangażowanie. Zespołów mających podobny pomysł na siebie było dużo – Bastard Disco odróżnia od nich to, że w swej bezczelności jest dodatkowo niezwykle przebojowy.

Otwierający płytę „Global Warming” narzuca nam myślenie o kompozycji poprzez otwierający riff. Podobnie jest w kilku innych kompozycjach – m.in. w „Canvas”. Jednak odniesień do stricte rockowych, chciałoby się rzec - czystych, form tu jest mało – więcej poszukiwań i spojrzeń w kierunku punka z wschodniego wybrzeża Ameryki, gitarowych poszukiwań nowych stylistyk z zachodniej strony. W „Medicine” jest miejsce i na nabijający rytm bas, jak i wspólne tworzenie nastroju przez połączenie gitary z perkusją.

W dotychczasowych doniesieniach o Bastard Disco łatwo znaleźć porównania do wielu odległych od siebie artystów: pojawia się i Sonic Youth i The Strokes. Mówi się o Henry Rollinsie i Mudhoney. Charakterystyczne to zagubienie dla opisywania zespołów szukających swego wizerunku i w niemal każdym utworze próbujących odnaleźć nową muzyczna ścieżkę, by móc nie oglądać się na nikogo.

Na albumie „Warsaw Wasted Youth” Bastard Disco zamieścili co najmniej kilka nagrań, które w pierwszej dekadzie lat dziewięćdziesiątych byłyby autentycznymi radiowymi przebojami. „Mourning” natychmiast zapamiętywane jest – pomaga w tym i otwierająca perkusja, i wyrazisty bas i odważne, bo harmonijne śpiewanie wokalisty. Podobnie jest w „Canvas” i wybrany na coś w rodzaju singla otwierający album „Global Warming”.

Wszystko to jednak mogło pozwalać na szybkie przejście o Bastard Disco, sytuując ich obok tych artystów na których będzie się zerkać, jeśli tylko coś nagrają. Zakończenie albumu na to nie pozwala i nakazuje i na głębszą refleksje i zachęca do powrotu do „Warsaw Wasted Youth”. „Toward The Void” pokazuje szerszą edukację muzyczną, spojrzenie na gitarową formę jako punkt wyjścia, chęć poeksperymentowania z psychodelią. I pozwala stawiać sobie przyjemne pytanie: ciekawe, co z nimi będzie dalej?

Więcej takich debiutów proszę.

BASTARD DISCO - "WARSAW WASTED YOUTH"; Antena Krzyku 2017