Natalia długo walczyła o atencję mediów. Pamiętam, jak opowiadała, że wielkie rozgłośnie radiowe zwróciły na nią uwagę dopiero wtedy, kiedy licznik wyświetleń na Youtubie zaczął pokazywać liczbę wyświetleń w milionach. Dziś Nykiel-muzyk to jedna z najlepiej rozpoznawalnych gwiazd młodego pokolenia, a zaskakujący udział w reklamie wielkiej światowej marki tylko współczynnik kojarzenia nazwiska podniósł.

Jesienią 2017 roku Natalia stanęła przed „testem drugiej płyty”. Przyjęło się mówić, że artysta, który dobrze zadebiutował musi udowodnić swą jakość. Pokazać, że wciąż się nadaje, że jest w stanie dostarczać przeboje i ekscytować zarówno kupujących, jak i krytyków. I tu sytuacja jest ciekawa – Natalia zapowiadała zwrot, ale nie spodziewałem się, że będzie on tak silny.
Już pierwszym nagraniem „Fala” (świetne i delikatne muzyczne nawiązanie do hitu z lat 80tych „Fade to Grey” Natalia stara się mówić, że przede wszystkim z konsekwencją realizować będzie taktykę rozwoju muzycznego, wzbogacania produkcji i brzmień. W zasadzie tylko „Spokój” jest nagraniem, które mogłoby się znaleźć na poprzednim krążkiem. Ale już „Total Błękit” z refrenem, który natychmiast wchodzi do głowy to produkcja bardziej dojrzała – podobnie jak „Kokosanki”, które wydają się kandydatem do klubowego banggera i kompozycji, która będzie wracać do nas wielokrotnie mimo upływu czasu.

Są tu niejasności – Natalia Nykiel ucieka swej młodości, porusza się po krainach, które wskazywałyby, że jest znacznie starsza, niż jest w rzeczywistości (nagranie „Post”). To pewnie cena, którą się płaci za przyspieszone życie w trasie, za setki nowych znajomości i lekcji reguł show biznesowych. Trochę momentami tęsknimy za bezkompromisową chęcią zrobienia dobrej zabawy, która niemal w całości wypełniała płytę „Lupus Electro”. Drugą jest rozstrzelenie rytmów – aż chciałoby się siąść i na nowo ułożyć kolejność nagrań, by nie czuć się jak na roller-coasterze. Cóż – nie na darmo tytułowa postać jest boginią chaosu i zamętu.

Poznając Nykiel z radia możemy fałszywie podejrzewać, że fascynacjami muzycznymi spogląda w stronę Calvina Harrisa czy nawet Robina Schultza. Nic bardziej mylnego – zabawy brzmieniem (brawa dla producenta Michała Króla) to spoglądanie nawet w stronę co bardziej alternatywnych produkcji. To zapewne sprawi, że nie wszyscy zafascynowani pierwszym albumem będą chcieli do „Discordii” wracać.

Pomost pomiędzy odważnymi produkcjami, a krainą bezpiecznego radiowego grania jest konieczny, jeśli chce się w Polsce zaistnieć na dłużej. Ci, którzy starają się brawurowo wyważać drzwi, kończą na bocznych scenach. Natalia Nykiel połączyła niepołączalne i wydała album, który potrafi twórczo łączyć dwa światy. Materiału do pracy jest jeszcze sporo, ale w przypadku tak ambitnej osoby to dobrze rokuje na przyszłość.

Grając taką muzykę, jaka wypełnia „Discordię” Natalia Nykiel czy tego chce, czy nie, stała się prekursorką zmiany w świecie polskiej radiowej muzyki pop. Podnosi standardy, wymusza poznawanie i słuchanie więcej. A za to ogromne ukłony.

Natalia Nykiel „Discordia” 7/10; Universal