- W Łodzi przed wami były dwie znane kapele na „C”, do której wam bliżej? – zapytałem niegdyś muzyków. - Do tej drugiej – uzyskałem odpowiedź, która była niezwykle prawdziwa. Bo mimo tytuły albumu wskazującego na zainteresowanie kopiowaniem, mamy do czynienia z grupą, która stawia na oryginalne brzmienie. Tak było już w przypadku wydanej dla S.P. Records płyty „Ostatni krzyk mody”, tak jest i teraz, kiedy markę Ted Nemeth przejęła wytwórnia Mystic.

W muzyce formacji słychać wpływy tego, co obecnie jest najgoręcej przyjmowane na Wyspach Brytyjskich. W tym kontekście życzyłbym formacji by zagrała jako support zespołu Nothing But Thieves, do którego zespołowi obecnie najbliżej. Ale jednocześnie brzmienie głosu i teksty Patryka Pietrzaka czynią z Ted Nemeth markę już niepodrabialną. Mam też niejasne wrażenie, że podczas komponowania materiału w głośnikach zespołu częściej można było usłyszeć polskie formacje (np. Muchy, Republika) niż wielkie zachodnie marki.

Na płycie dominuje niewymuszona prostota – riffy gitarowe korespondują z klawiszowymi konstrukcjami. Elektronika jest czymś co drugą płytę odróżnia, daje jej więcej przestrzeni, pozwala na spokojne powracanie do krążka wiele razy. Nagrania takie jak „Wspólny punkt” czy „Próbuję się do ciebie dodzwonić” pozostają na dłużej, mimo że potrafimy linię melodyczną powtórzyć już za pierwszym przesłuchaniem.

Przed Ted Nemeth teraz długa droga do tego, by przekonywać do siebie kraj. Grupa już grała z największymi, teraz sama testuje swe siły podczas własnej trasy. Warto spróbować. Moim zdaniem wyrasta nam zespól, który – jeśli utrzyma poziom – w okolicach trzeciej płyty powinien dołączyć do ekstraklasy. Jeśli zaś stanie się niespodzianka (np. któraś z dużych rozgłośni radiowych polubi jedno z nagrań z „Ctrl C”) może tak się stać prędzej niż ktokolwiek przypuszczał.

Dodajecie grupę do obserwowanych. Ja dodałem do ulubionych.

Ted Nemeth "Ctrl C": Mystic 2017; Ocena: 7/10