Gdzieś pomiędzy czterdziestym a pięćdziesiątym rokiem życia mężczyźni ponoć ostatecznie dochodzą do tego, czego chcą w życiu. Wydawało się, że cele braci Gallgher zawsze były proste: ich ukochany klub Manchester City ma wygrywać wszystko, co się da, a oni mają żyć na odpowiednim poziomie dzięki byciu gwiazdami rocka. Sytuacja zmieniła się jednak o tyle, że sam sentyment do nazwy Oasis, czyli największej muzycznej marki na Wyspach Brytyjskich od czasów The Beatles przestał wystarczać. Trzeba było zacząć tworzyć coś nowego. Coś, co przekona nawet tych, których w czasach największych triumfów Oasis nie było jeszcze na świecie.

Trzeba przyznać, że bardzo dobrym prognostykiem dobrej zmiany był wydany w lutym 2015 roku pod szyldem nowej grupy Noel Gallgher’s High Flying Birds album „Chasing Yesterday”, na którym w sposób dla wielu zaskakujący rozwijał dotychczasowe osiągnięcia, sięgał po rozbudowane kompozycje, ocierał się o psychodelię, a nawet wręcz cytował Floydów. Do tego doszły całkiem udane koncerty, a Noel przestał być postrzegany tylko i wyłącznie jako potencjalny dostawca melodyjnych refrenów (u dużej części fanów i krytyków dostarczyciele przebojów, które nucimy po pierwszym przesłuchaniu są traktowani nie wiedzieć czemu jak zaraza).

Zapowiedź nowej płyty była potraktowana jako jedno z wydarzeń jesieni. Kiedy jednak „Who Built The Moon?” się ukazywało napięcie wyraźnie spadło. Nagrania, które nam zaprezentowano przed premierą przywodziły na myśl czasy, kiedy Oasis było na równi pochyłej – wspomniane refreny były podkręcone aż za mocno i przekroczyły niepisaną granicę, kiedy powtarzalność nut zamiast radować - męczy. „Fort Knox”, „Holy Mountain” czy „She Taught Me How To Fly” są tego najlepszymi przykładami. Czy nowe dzieło Wysoko Latających Ptaków należy zatem omijać szerokim łukiem? Też nie. Jest tu kilka kompozycji do których z radością chce się powracać. „It’s A Beautiful World”, „Be Careful Waht You Wish For” (już sam tytuł nakazuje mieć skojarzenia z Floydami), czy „Interlude (Wednesday Part 1)” sprawiają wrażenie, jakby napisał je inny muzyk. W sposób dojrzały Noel prowadzi nas za rękę po kompozycjach, w których dużo jest przestrzeni, smaczków dla zorientowanych, a dla tych początkujących z szacunkiem wykonanego niezwykłego rockowego rzemiosła, czego dowodem jest poruszające „End Credits”. Są nagrania o takim nagromadzeniu emocji, że słowa są w nich po prostu zbędne.

Ogniwem pośrednim pomiędzy czasami Oasis a High Flying Birds jest „The Man Who Built The Moon”, które wydaje się w kategorii przeboju nagraniem najlepszym. Reszta niestety każe się zastanawiać, czy wspomniana dojrzałość faceta przed pięćdziesiątką Noela już dotknęła.

To, co jest słabością na płycie „Who Built The Moon?” jest siłą Liama, bo już od pierwszego dźwięku wydanego 6 października albumu „As You Were” wiemy, że to płyta wokalisty Oasis nie tylko ze względu na jedyną taką barwę głosu. To jest po prostu płyta bezczelnie, wręcz w sposób wyrachowany przebojowa, taka przy której noga sama zbiera się do wybijania taktu, ręce do klaskania, a po jej wyłączeniu natychmiast śpiewamy pod nosem, to co usłyszeliśmy.

Liam uderza w nas bardzo celnie już dwoma pierwszymi ciosami, serwując po sobie „Wall Of Glass” oraz „Bold”. W tym drugim młodszy Gallagher wykłada co robić, by publiczność natychmiast zaczęła się bawić na koncercie, pokazując schematy, które nigdy (?) się nie znudzą fanom gitarowego grania.

Noel zaskakująco dużo razy mruga okiem do fanów Pink Floyd. Liam Gallagher zdaje się nam mówić na nowej płycie: nie szukajcie po całym świecie, skoro i tak wiadomo, że najlepszą formacją w historii było, jest i będzie The Beatles. Muzyk bije pokłon czwórce z Liverpool kilkukrotnie, z czego najmocniej daje się to usłyszeć w połączeniu „Paper Crown” z „What It’s Worth”. Przy okazji – zagrajcie sobie to ostatnie w połączeniu z „Wonderwall” albo „Don’t Look Back In Anger”.

Mając do wyboru – mieć już w sumie trzy płyty od braci Gallagher, z których dwie i pół jest naprawdę materiałem godnym uwagi, czy nawet patrząc na eksperymenty Beady Eye lub mieć coś w stylu ostatnich dokonań Oasis zawsze wybiorę to pierwsze rozwiązanie. Na to, że bracia razem – kochając się obrażając – wejdą na poziom z „(What’s the Story) Morning Glory", czy choćby „Be Here Now” wciąż nie jestem w stanie uwierzyć.

Liam Gallagher „As You Were”; Warner Music Polska 7/10
Noel Gallgher’s High Flying Birds „Who Built The Moon?” Universal Music Polska 5/10