Kiedy miałem 17 lat miałem poczucie niesprawiedliwości świata, wobec którego się buntowałem. Zresztą chyba jak każdy nastolatek. W moim przypadku przejawiało się ono goleniem głowy na łyso, chodzeniem w dresach i skórze, a potem dla odmiany nie strzyżeniem się przez pół roku. Wtedy zdecydowanie chodziłem swoimi drogami, nie miałem wielu przyjaciół w szkole, dużo czasu spędzałem sam słuchając muzyki, której nikt inny w moim liceum nie słuchał, no i myślałem: co zrobić, żeby ktoś poważnie zaczął traktować moje zwrotki. Chociaż może dobrze, że akurat wtedy nikt ich nie traktował poważnie” – o swoim pierwszym buncie mówi mi W.E.N.A., znany również jako WuDoE raper, który właśnie wydał nowy album „Niepamięć”. Zaprezentuje go premierowo dziś (czwartek) na żywo w Warszawie, w klubie Jasna 1.

Premierę płyty poprzedził niespodziewanym ruchem: wyczyścił swoje media społecznościowe, wszystko, co wrzucał od kilku lat. Niektórzy odebrali to jako czysto komercyjny chwyt, ale ci, którzy przesłuchali choć kilku numerów z „Niepamięci”, wiedzą, że to bardzo przemyślany ruch, za którym stoi coś więcej. A czy to jednocześnie ruch komercyjny? A co nim dzisiaj nie jest.
W.E.N.A. mówi o tym tak: „wyczyszczenie mediów społecznościowych miało na celu zwrócenie uwagi na to, w jak dużym stopniu zastępują one naszą pamięć. Zniknięcie z internetu powoduje zapomnienie przez odbiorców. Idąc za tym założeniem usunąłem wszystko, co gromadziłem na swoich kontach od kilku lat”.

Jednocześnie W.E.N.A. zaczął publikować swoje zdjęcia sprzed lat, podkreślając, że czasy jeszcze przed wydaniem pierwszej płyty ukształtowały jego charakter i osobowość.
Na „Niepamięci” raper wraca do lat, kiedy zaczynał swoją przygodę z muzyką. Jego opowieść wciąga już od pierwszego kawałka, „Intruz”.

Nie pytaj dlaczego nie szukam dla siebie stąd drogi odwrotu/
Nie gonię za podium, jedyne co chciałbym dogonić to spokój/
Dosyć ucieczek i dosyć powrotów/
Nie wiem czy dalej jestem tamtym kolesiem spod bloku,
bo kiedy mijam kolesi spod bloku nic mnie z nimi nie łączy (…) nie pasuję do tamtych miejsc/
popadam w depresję, kiedy wokół mnie traci sens to, co od lat było najważniejsze

Tekst z „Intruza” dobrze pokazuje w jakim miejscu jest teraz W.E.N.A., ale również jak zmienił się polski hip-hop na przestrzeni dwóch dekad, czyli z grubsza czasu, który muzyce poświęca raper. Jak sam przekonuje w drugim kawałku „!997” zaczynał, kiedy jeszcze rapu nie było w Mtv, a „w podstawówce pełnej dętych panienek myśleliśmy jak nadać pustce sens i znaczenie”. Przy okazji opisuje współczesny rynek i zmiany, jakie zaszły od tamtych czasów. Jak się domyślacie, nie ma o nich najlepszego zdania.

O tym, jak zmienił się „jego” gatunek, odbiorcy i wykonawcy, W.E.N.A. powiedział mi tak: „Dziś rap to jeden z wiodących gatunków komercyjnych na świecie i również w Polsce. Dawno utracił to, czym tak bardzo fascynował mnie jako nastolatka. Bunt, sprzeciw wobec pop kultury i tą prostą formę, która sama w sobie była nie do przyjęcia przez starsze pokolenia. Nie sądzę, że dziś można znaleźć i zdefiniować jego obecny przekaz. Teraz muzyka, która pokochałem jako dzieciak to bardzo często płytka i przyjemna rozrywka, w której pierwsze skrzypce gra wizerunek, a nie jakość czy wartość niesiona za pomocą słów. Być może wpływ na to mają media społecznościowe, gdzie najbardziej efektywne są charakterystyczne i krótkie w formie treści. Ja jednak stawiam na słuchacza nieco bardziej świadomego, który zastanowi się nad tym, co mówię, a nie będzie bezmyślnie powtarzał banalne teksty refrenów”.

Wydaje mi się, że w tej wypowiedzi, tak jak, na płycie „Niepamięć” W.E.N.A. dotyka sedna tego, z czym dzisiaj muszą mierzyć się nie tylko raperzy, ale w ogóle muzycy. Dotrzeć do szerokiej masy odbiorców ocierając się o banał, czy działać ambitniej skazując się na nisze. Chociaż „skazując” to może nie jest dobre słowo, bo przecież bardziej świadomy odbiorca chętnie zapłaci za album, koncert, wejdzie głębiej w płytę. Z tą niszą też bywa różnie, bo nie brakuje raperów, którzy nie mają problemów z wyprzedawaniem solidnych koncertowych sal. Muszą tylko znaleźć dla siebie miejsce, pomysł, tak jak zrobili to Taco czy O.S.T.R.. Wydaje mi się, że W.E.N.A. również należy do tego grona raperów, którzy pociągają za sobą fanów gatunku szukających czegoś więcej niż opowieści o nowych świecących butach i seksownych dziewczynach. Co prawda zdarza się, że W.E.N.A. wspomina drogie Nike i daje rady typu „wszystko w twoich rękach” – numer „W ruinach” – ale na szczęście na „Niepamięci” umieścił również takie perełki jak wspomnianego „Intruza” czy „Leniwe dni”, które pokazują muzyczny talent Holaka, a do tego mają genialne wstawki na saksofonie zagrane przez Bartka Tkacza.

Najbardziej z tej płyty cenię jednak nie te numery, w których W.E.N.A. pochyla się nad losem rapera, rapu, odbiorców. Wolę mocne, „życiowe”, teksty w stylu genialnego również muzycznie, „Nieba na sekundę”.

Powolnemu, lejącemu się bitowi towarzyszą słowa: „Wydaje mi się, że odwiedzę niebo na sekundę/ w czarnym krawacie, garniturze i drewnianej trumnie/ Nie chciałem umrzeć, ale tylko to naprawdę umiem/ Naprawdę lubię siebie, kiedy niczego nie mówię”.

Mocne zakończenie tej naprawdę płyty.

W.E.N.A. "Niepamięć" 2017; dystrybucja: My Music