A że słońce nap***, że gorąco i poty. A że p*** i z zimna klekoczą im kości. Że Taco był spoko, za to teraz ch***. Że ta książka to syf, a Smarzowski się kończy. Kartezjusz p*** – teraz gdzie oko poślesz mam problem, więc jestem. A ja k*** mam dosyć. Gadać mi się nie chce.

Nie to nie wycinek z płyty młodego rapera. Tak śpiewa na nowej płycie Nosowska.

Hey jest zawieszony, pani Katarzyna zaś muzycznie realizuje się w konwencji elektroniki. Nagrywa płytę z jedenastoma melodiami - w sposób ultranowoczesny, wychodzący poza utarte w polskich radiowych kręgach schematy. Elektroniki w Polsce nie brakuje – konwencji duet w stylistyce electropop mamy wręcz przesyt. Czkawką odbija się nam każdy kolejny pomysł na twardy beat i luźny refren. "Basta" jest rzeczą z zupełnie innej bajki.

Obserwacji socjologicznych, piekło rozedrgań emocjonalnych w mniej lub bardziej skomplikowanych ogniskach rodzinnych mieliśmy już wcześniej w tekstach Nosowskiej dużo. Nigdy jednak natężenie buntu przeciwko chlaniu, przemocy, ale i nowoczesnej, facebookowej dulszczyźnie nie było wyrażone tak mocno, tak dosadnie – językiem zbliżonym do awantur na społecznościowych forach. Boli i boleć ma – śpiewa w "Laniu” Nosowska, zdając sobie zapewne sprawę, że jej przekaz w kraju, w którym nowoczesność smartfonów i ekranów 4K miesza się z jeszcze większą liczbą "k.." wymawianych przy niedzielnym, wypijanym, bo tak trzeba, ale i też na kaca, rosole, będzie szokował. Zarówno tych, którzy metylowego psa na smyczy nie mają, jak i żyjących w getcie dobrych obyczajów i rozmowach.

"Basta" nie jest mentalną kontynuacją książki, która stała się jednym z tegorocznych hitów sprzedaży. Oczywiście – wszystko, co tu mamy jest światem przemyśleń wokalistki. Zbuntowanej, w przekazie punkowej, bardziej brudnej niż łona kobiet złych. I właśnie dlatego, mimo że niemal każda piosenka ma w sobie nieprawdopodobny przekaz przebojowy, ciężko podejrzewać, że będziemy mieli do czynienia z przebojami granymi przez całą Polskę. Wrodzony lęk przed kontrowersją powstrzyma przed powszechną prezentacją "Mówiła mi matka", "Kto ci to zrobił" czy "Dosyć" będą musiały żyć drugim obiegiem, wchodząc przez uszy do serwisów streamingowych, grane w tramwaju i metrze z telefonów komórkowych. Masowe media w tym czasie przypomną pewnie, że dobre stopnie za chamstwo masz.

"Basta" sama w sobie jest muzycznie spójną historią, a słownie bardziej całością niż "A ja żem jej powiedziała". Wyrwane z niej kartki z opowieściami, jak "Ja pas" czy "Nagasaki" smakują bardziej, gdy osadzone są w kontekście całości. Ten pulsuje, jest nieprawdopodobnie rytmiczny, z mocnym i zapamiętywalnym przesterowanym basem. Płyta na pewno znajdzie tysiące odbiorców. Śmiem jednak podejrzewać, że nie będą to tylko miłośnicy elektroniki, bywalcy klubów z rytmem i beatem. Ci raczej krążek ominą – bo tu przekaz robi więcej. Dlatego też nie zdziwię się, gdy więcej tu będzie fanów poetyki tekstów z czasów Hey niż ludzi osadzonych w edemowej bezrefleksji.

Ciężko dziś wieszczyć, jak długo będzie żyła "Basta". Część solowych nagrań Nosowskiej sprzed dwudziestu lat, na ów czas szokująco nowoczesnych, pamiętana jest tylko przez najbardziej zagorzałych zwolenników. Na dziś będzie to jeden z przebojów roku. I dobra pocztówka tego, co w 2018 roku. Tu brudne burki z podwórka gwałcą nie tylko chihuahuy. Tu toczy się wojna o to, by zmusić ludzi do myślenia. Fitness, fatness, instastory – wszystko to znaczy nic, gdy zetkniemy się z tym, co mówi do nas Nosowska.

Nosowska "Basta" Kayax 8/10