Dziennik Gazeta Prawana logo

Siła tradycji Christophera Hogwooda

13 października 2007, 13:53
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Na ten koncert Polacy czekali ponad 20 lat. Brytyjski mistrz interpretacji muzyki dawnej po latach wystąpił w Warszawie na Wielkanocnym Festiwalu z nowym, romantycznym programem.
Legendarny muzyk - jeden z największych propagatorów gry na instrumentach z epoki - ten, któremu zawdzięczamy m.in. pierwsze stylowe nagrania i wykonania kompletu dzieł Händla, Bacha czy Haydna - na pierwszy po ponad 20 latach występ w Polsce przygotował utwory Mendelssohna, Chopina i Schumanna. Wybór zaskakujący, choć jeśli zważyć na ogromne spektrum zainteresowań maestro, absolutnie zgodny z jego najnowszymi artystycznymi poszukiwaniami.

Założyciel słynnej Academy of Ancient Music od ponad 40 lat wykonuje bowiem ogromną pracę jako muzykolog i dyrygent. Zanim przystąpi do koncertu czy nagrania, rozpracowuje wersje źródłowe partytur i tworzy najwierniejsze czasom danego kompozytora wersje jego utworów. Jego podstawową intencją jest odkrycie muzycznej prawdy i zaprezentowanie jej publiczności.

Tak też się stało podczas XI Wielkanocnego Festiwalu Beethovenowskiego, w ramach którego odbył się występ Christophera Hogwooda z Kammerorchester Basel - szwajcarską orkiestrą, z którą pracuje i nagrywa od 1999 roku. Wpierw pod batutą mistrza zabrzmiała "Piękna Meluzyna", przedostatnia z uwertur Mendelssohna, dzieło, które przyczyniło się do powstania gatunku poematu symfonicznego.

Od wejścia pierwszego gwałtownego tematu wiadomo było, że Hogwood - choć ma do dyspozycji orkiestrę grającą na instrumentach współczesnych - potrafi nadać jej stylowy charakter. Przedstawił arcywyważoną interpretację, choć nie wolną od romantycznych uniesień i porywów.

W II Koncercie fortepianowym f-moll Chopina był porywającym akompaniatorem młodego pianisty Stefana Vladara. Pozwolił też austriackiemu pianiście na wierną partyturze, choć szalenie odstającą od tego, co można usłyszeć podczas Konkursów Chopinowskich, interpretację. Vladar zrezygnował bowiem całkowicie z epatowania wirtuozerią, a skupił się na Chopinowskiej frazie i melodii. Tak zbalansowany koncert zabrzmiał jak zupełnie nowy utwór.

Jednak prawdziwa maestria Hogwooda ujawniła się dopiero w I Symfonii B-dur "Wiosennej" Schumanna. Przyzwyczajeni do nagłych, orkiestrowych, "wiosennych" wybuchów i kontrastowo wyciszonych epizodów znów musieliśmy ulec wizji dyrygenta. A ta urzekła logiką formy i idealną równowagą wszystkich symfonicznych składników.

Hogwood, na przekór muzycznym modom i czasom, w których najczęściej liczy się hasło "szybciej i głośniej", zachwyca siłą spokoju. Słuchając go, wciąż ma się pewność każdej nuty i każdego dźwięku. Na niego i jego muzykę można liczyć. Już ponad 40 lat.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj