Dziennik Gazeta Prawana logo

Największy paranoik w historii muzyki

15 października 2010, 18:18
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Posłuchaj jego nowej płyty, żeby się przekonać, że to nie tylko wykonawca prostego popu. Robbie Williams mógłby być ambitniejszym muzykiem, gdyby chciał. Ale woli dobrą zabawę.

„Oto on, największy paranoik w show biznesie” – tak aktor Rupert Everett zapowiedział Robbiego Williamsa przed koncertem w Royal Albert Hall w 2001 roku. Trudno o lepsze określenie Williamsa, który albumem „In and Out of Consciousness: The Greatest Hits 1990 – 2010” podsumowuje 20 lat swojej kariery. Przeboje, które zabrał na płycie, przypominają, że to jeden z najważniejszych wokalistów popowych ostatnich lat, ale też że to ktoś, kto muzycznie nie zawsze dokonywał słusznych wyborów.

Let Me Entertain You

Do 2001 r. był tylko jednym z wielu ładnych solidnie rozrabiających brytyjskich artystów. Z grupą Take That na początku lat 90. osiągnął wielki sukces – aż osiem singli zespołu dotarło na szczyt brytyjskiej listy przebojów. W 1995 znużyły go piszczące na widowni nastolatki oraz walka o pierwsze miejsce w zespole. Odszedł z boysbandu, żeby rozpocząć solową karierę. Zaczął ją najłatwiej, jak można – nagrywając cover przeboju sprzed lat – „Freedom” George’a Michaela.
Pierwszy solowy album Robbiego „Life Thru a Lens” był przełomem. Przeboje „Let Me Entertain You” i „Angels” pokazały, że potrafi nie tylko śpiewać chórki w ckliwych balladkach Take That, ale też śpiewać i pisać prawdziwe popowe przeboje. Tylko w Wielkiej Brytanii płyta sprzedała się w ponaddwuipółmilionowym nakładzie. Później pojawiły się jeszcze dwa przebojowe albumy „I’ve Been Expecting You” (ponad 3 mln płyt w Wielkiej Brytanii) oraz „Swing When You’re Winning”. Po tych dwóch, kiedy był już gwiazdą popu, postanowił pokazać, że gra w gwiazdorstwo na własnych zasadach.

I Did It My Way

W 2001 roku dał ważny w jego karierze koncert w Royal Albert Hall w Londynie. Oprócz własnych numerów wraz z orkiestrą wykonał standardy sprzed lat, których słuchał w młodości. Wśród nich „My Way”, znaną przede wszystkim z wykonania Franka Sinatry. Śpiewając ten utwór, złamał wizerunek gwiazdki z nieistniejącego boysbandu. Zachwycił możliwościami wokalnymi, ale – co ważniejsze – luzem, z jakim radzi sobie z klasykiem.

Nie mógł wybrać lepszej piosenki do opisania własnej kariery. Słowa „My Way” mówią o gwiazdorze, który bez kompleksów robi to, co chce: „Żyłem pełnią życia/Podróżowałem każdą drogą/Ale co najważniejsze/Robiłem to po swojemu”. Śpiewa to z ulgą, bo właśnie pokazał, że poza błazenadą, z która jest kojarzony, na scenie ma do sprzedania znakomity głos. 



In And Out Of Consciousness

Niedawno zaskoczył po raz kolejny. Po 57 milionach sprzedanych albumów i zdobyciu 16 statuetek Brit Awards ogłosił, że powraca do Take That. Jego ponowne spotkanie z kolegą z zespołu Garym Barlowem, z którym na „In And Out Of Consciousness – The Greatest Hits 1990 – 2010” nagrał singiel „Shame” pokazuje, że Robbie wraca do Take That przede wszystkim, żeby dobrze się bawić.

W jednym z utworów bawi się w parodię „Tajemnicy Brokeback Mountain”. Śpiewa: „Czy to jest dźwięk słodkiego poddania się?”. Wielu powie, że tak – wracając do boysbandu, rezygnuje z ambitniejszych planów. Ale na pewno się nie poddaje, po prostu szuka w muzyce zabawy.

„In And Out Of Consciousness – The Greatest Hits 1990 – 2010” pokazuje to dobitnie. Zestaw 39 piosenek balansuje między kiczem znanym z Take That a Robbiem w Royal Albert Hall. Obok boysbandowej ballady „Lazy Days” jest swingujące „I Will Talk and Hollywood Will Listen” i prawdziwy wyciskacz łez – „Mornig Sun”.

You Know Me

Dyskotekowe, syntezatorowe eksperymenty z płyty „Rudebox” w postaci „She’s Madonna” to jest coś, w czym Williams jest najlepszy. Prosta melodia, zabawa wokalem oraz ironia, czego przykładami są „You Know Me” i duet z Nicole Kidman „Somethin’ Stupid”. Z jednej strony czuje się na tej składance przeładowanie, z drugiej – właśnie dzięki tak szerokiemu wymiarowi, można się dowiedzieć jak różnorodna jest droga zawodowa Williamsa – od wysokiego muzycznego kunsztu do banalności, wszystko z przymrużeniem oka.


Robbie Williams | In And Out Of Consciousness – The Greatest Hits 1990 – 2010 |
Ocena 4

Wojciech Przylipiak



Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Własne
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj