Jacek Skolimowski: Twoje ostatnie albumy były mocno krytyczne wobec władzy, na nowym unikasz tematów politycznych. Przestały cię już interesować?
O.S.T.R.:
Nagrałem dziewięć albumów i tylko dwa ostatnie były polityczne. Na razie wystarczająco dużo powiedziałem na ten temat. Dużo mogę gadać o polityce, ale to i tak niczego nie zmienia. Poza tym mam już od tego straszny mętlik w głowie i nawet nie wiem, od czego teraz zacząć. Ktoś coś zrąbał po 1989 roku i dopóki nie wymrą ci wszyscy ludzie, którzy siedzą od tego czasu w polityce, to nic się nie zmieni.

Reklama

Czy sytuacja społeczno-polityczna odbija się na zawodzie muzyka?
Z muzykami jest tak jak z emerytami, mamy od państwa jakąś tam ulgę podatkową i mamy siedzieć cicho. A tymczasem spójrz, jak funkcjonuje u nas ZAIKS. Za wypuszczenie utworu w radiu czy w telewizji artysta dostaje ze trzy grosze, natomiast w Anglii za minutę utworu koło godziny 14 dostaje się 45 funtów plus podatek! Są takie kraje jak Irlandia, gdzie nawet finansuje się czasem teledyski. Natomiast u nas politycy mają nas zupełnie w dupie. Komu mam się poskarżyć na to, że jestem regularnie okradany, bo na dziesięć tysięcy sprzedanych płyt przypada co najmniej milion ściągniętych z internetu?

Słuchając takich utworów jak „Rap droższy od pieniędzy”, można odnieść wrażenie, że teraz tę krytykę starasz się przekładać na stan naszej kultury?
Moim zdaniem polski show-biznes odzwierciedla dokładnie politykę. Nie liczą się umiejętności, ale silikonowe piersi, pokazywanie się w gazetach i skandale. Spójrz na te wszystkie programy "Jak oni śpiewają”, "Taniec z gwiazdami”, "Gwiazdy tańczą na lodzie”, "Gwiazdy w cyrku” (zresztą to chyba najlepiej im pasuje). Przecież w naszym kraju nie ma aż tylu gwiazd! Dlaczego w tym kraju nawet pogodynka może być gwiazdą? Kim są bracia Mroczkowie? Kim jest ta bezczelna laska, która świrowała z jednym bramkarzem? W show-biznesie są ludzie, którzy bardziej by się nadawali do agencji towarzyskich - lepiej sprzedają siebie niż swoją muzykę. A gdzie jest miejsce dla wielkich pisarzy, malarzy i muzyków? Przecież mamy taki potencjał, wspaniałą tradycję oper Moniuszki, utworów Wieniawskiego czy Chopina, najpopularniejszego polskiego kompozytora.

No właśnie, jesteś rzadkim przykładem artysty, który mimo krytyki wielu zjawisk w Polsce, nie postuluje ślepego naśladowania Zachodu?
Tak, bo ja nie rozumiem zupełnie, skąd się biorą w ogóle u nas te kompleksy. Spójrz na ostatni sukces animacji "Piotruś i wilk”, która dostała Oscara. Przecież 95 proc. tego filmu powstało w studiu Se-ma-for w Łodzi, tutaj przyjechali ci wszyscy znakomici animatorzy, a jedynie scenariusz został napisany w Anglii. Co ciekawe, to jest jedna z najlepszych wytwórni filmów animowanych na świecie. Tymczasem teraz to studio nie ma nawet dla siebie budynku, bo Łódź ma to wszystko w dupie.

W takich tekstach jak tytułowe "Ja tu tylko sprzątam” czy "Ty sobie możesz”, słychać, że mimo tych wszystkich problemów ty akurat uczciwie wypracowałeś swoją pozycję?
Wiesz, nigdy nie byłem u Wojewódzkiego, bo nie czuję potrzeby zadawania się z takimi ludźmi. On się skończył, a ja ciągle jestem. Nie muszą się pchać do mediów, zabiegać o rozgłos, mieszkam w Łodzi, trochę na uboczu i zajmuję się tylko muzyką. Spędzam w swoim studiu nawet do czternastu godzin dziennie. Kiedy taka Brodka chodzi po programach telewizyjnych, ja ten czas poświęcam na to, żeby polepszać swoje umiejętności. Moja mama zawsze mi powtarzała, że w muzyce tak jak w sporcie musisz się poświęcić jednej rzeczy i być najlepszym. Dlatego nie mam czasu jednocześnie na tworzenie i dbanie o marketing.

Za jakieś trzy tygodnie zostaniesz ojcem, myślisz, że dasz radę w ten sposób utrzymywać rodzinę z grania hip-hopu?
Można z tego całkiem nieźle żyć. Nagrałem już dziewięć płyt i wbrew pozorom większość z nich sprzedała się lepiej niż te wydawane przez te wszystkie gwiazdki, nawet przez tę od bramkarza. I wcale nie musiałem robić sobie operacji plastycznych, żeby lepiej wyglądać i z nikim sypiać, żeby pokazywali mnie w telewizji. Do tego gram rocznie około 90 normalnych koncertów za uczciwe stawki, nie występuję w jakichś centrach handlowych czy na eventach firmowych. Zajmuję się muzyką nie po to, żeby tylko zarobić, ale dlatego, że to kocham. Natomiast utrzymanie rodziny to przede wszystkim szczęśliwy dom, zapewnienie dziecku ciepła, a dopiero na końcu są pieniądze.

Coraz więcej nagrywasz z zagranicznymi artystami, na nowej płycie pojawiają się m.in. El Da Sensei, Rother J, Cadillac Dale. Czyżbyś powoli oddalał się od naszego rynku hiphopowego?
W Stanach pracujemy na naszą pozycję od blisko czterech lat, mamy tam menedżerów i wielu ludzi, którzy nam pomagają. Jestem producentem hiphopowym, r’n’b i regularnie współpracuję z wieloma różnymi artystami. Właściwie większość z nich dociera do nas sama, bo słyszała o naszych produkcjach i wytwórni, a nie dla tego, że my o to zabiegamy. Ostatnio gościł u mnie w Łodzi m.in. Grand Agent i nasza wspólna płyta ukaże się na rynkach całego świata. Tak więc spokojnie mógłbym sobie teraz dać radę za granicą.

Myślisz w takim razie o wyjeździe z Polski, chociażby po to, żeby twoje dziecko nie miało już tych samych problemów co ty?
Nie, dziecko nauczę mówić po polsku i po angielsku oraz wychowam w duchu europejskim. Będzie dużo podróżowało, jak każdy Europejczyk, nie będzie miało żadnych kompleksów. Ja natomiast nigdy stąd nie wyjadę, bo jestem Polakiem i kocham to miejsce.