Dziennik Gazeta Prawana logo

Duet prawie niemożliwy

28 listopada 2008, 22:31
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Duet prawie niemożliwy
Inne
W sobotę w Filharmonii Łódzkiej im. Artura Rubinsteina po raz pierwszy w Polsce wystąpi zupełnie wyjątkowy duet Isobel Campbell & Mark Lanegan. Urocza szkocka dama i doświadczony rockowy weteran będą promowali swój drugi wspólny album "Sunday At Devil Dirt" idealnie utrzymany w stylistyce amerykańskiego folku - czytamy w piątkowym dodatku DZIENNIKA.


Myślę, że po prostu idealnie się dopełniamy. Mark może na pozór sprawie wrażenie kogoś takiego - przyznaję, że sama nawet obawiałam się pierwszego spotkania z nim. Tymczasem okazał się szczerą i ciepłą osobą, choć jednocześnie bardzo zamkniętą w sobie. Najważniejsze, że spodobał mu się pomysł na nasz duet i bez problemu znaleźlismy wspólny język. Mocno zaangażował się w pracę, choć dzielił nas przecież nie tylko ogromny dystans geograficzny, ale dorobek i doświadczenia życiowe.


To nie było wcale trudne. Przede wszystkim moje piosenki są bardzo uniwersalne. Opowiadają o sprawach, które nas wszystkich dotyczą - miłości, rozstaniach, śmierci. Kiedy je pisałam, nie myślałam jeszcze o Marku - potrzebowałam tylko niskiego głosu, który będzie kontrastował z moim. Kiedy poznałam go lepiej, posłuchałam jego piosenek z solowego albumu "Bubblegum" czy ostatnich nagrań Gutter Twins z Gregiem Dulli, poczułam, że łączy nas podobna wrażliwość oraz interesują podobne tematy. To dało mi komfort dalszej pracy, a rozmowa z nim, jego własne opowieści stały się inspiracją do działania.


To prawda, praca nad tymi dwoma albumami była dla prawdziwym utrapieniem. Pierwszy album powstał właściwie drogą pocztową - najpierw nagrywałam swoje pomysły i wysyłałam Markowi na drugi koniec świata, potem on coś do tego dopisywał i po kilku tygodniach odsyłał. Trochę to trwało, ale mam wrażenie, że ten dystans i czas nam sprzyjały. Nie znaliśmy się jeszcze tak dobrze, nie byliśmy na siebie aż tak otwarci, więc praca w domowych warunkach dawała nam poczucie bezpieczeństwa i intymności. Pamiętam, że kiedy odbyliśmy pierwszą trasę i spędziliśmy wreszcie trochę czasu razem, obawiałam się, czy Mark będzie miał ochotę w ogóle kontynuować tę współpracę. Na szczęście do nagrań "Sunday At Devil Dirt" doszło bez problemu, do tego odbyły się one w dużo korzystniejszych warunkach. Mam wrażenie, że udało nam się powiedzieć na nim wiele nowych rzeczy i dwa albumy mają ze sobą taki związek jak starszy brat i młodsza siostra.


Cóż nie da się ukryć, że bardzo mocno fascynuje mnie amerykańska kultura - oczywiście mówią tutaj tylko o niektórych jej aspektach. Część muzyki popularnej wydaje mi się wyjątkowo nieszczera i płaska, natomiast w pełni przemawia do mnie cała tradycja folkowa. Uwielbiałam od dziecka piosenki Dolly Parton i podobnie jak wszyscy zupełnie oszalałam na punkcie ostatnich albumów Johnny’ego Casha, które nagrał z Rickiem Rubinem niedługo przed śmiercią. Jest w nich coś bardzo prostego, szczerego i bezpretensjonalnego - dostrzegam w nich też coś z naszej szkockiej tradycji ludowej. Natomiast to, że tak jak większość z nas wychowałam się w kulturze amerykańskiej, na filmach, muzyce, literaturze, sprawia, że ta stylizacja, o której mówisz, jest mniej lub bardziej świadoma. Ostatnio zaczynam ją coraz bardziej dostrzegać, ponieważ mam dużo przyjaciół w Stanach, często tam jeżdżę i odpowiada mi ten klimat.


Trudno powiedzieć - w moim przypadku to raczej próba otworzenia się na nową kulturę i nowe wpływy. Muszę przyznać, że jako nastolatka byłam totalnie antyamerykańska. Nie nawidziłam tej ich całej popkultury, za to miałam obsesję na punkcie szlachetnej kultury francuskiej. Masowo oglądałam filmy Francois Truffaut, Jean-Luc Godarda, całej Nowej Fali, a do tego kochałam piosenki Serge Gainbourga i podziwiałam jego divy Jane Birkin, Brigitte Bardot. Byłam do tego stopnia zapatrzona w tę bardzo stylową i szczególną estetykę, że nawet podobnie do nich się ubierałam i zachowywałam. Nie mówiąc już o podobnej wrażliwości i nastroju, który był obecny w moich tekstach i muzyce.


(śmiech) To prawda, kiedy po raz pierwszy spotkałam Marka, byłam tak nim zauroczona, że natychmiast poleciałam do kolegów z Belle & Sebastian i obwieściłam im z uśmiechem na twarzy: "Słuchajcie poznałam właśnie mojego Serge Gainsbourga"! Dziś już wiem, że się nie myliłam.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj