Dolores O’Riordan
Kartelmusic
Ocena: 1/6
_____________________________________________________________________________
Odpowiedzi, dlaczego wypalił się najciekawszy zespół irlandzki zeszłej dekady, należy szukać w przeszłości. The Przed nimi dokonali tego tylko . Dziś jednak muzyka potrzebuje bardziej skomplikowanych inspiracji niż polityka i kwestie nierówności, które piętnaście lat temu poruszały samą Dolores i fanów The Cranberries.
A na pewno potrzebuje autentyczności. I pewnie dlatego "Żurawinom" po ich ostatniej, bardzo nudnej płycie nie udało się skomponować albumu zaspokajającego pragnienia zarówno krytyków, jak i fanów, mniej więcej tak, jak zaspokaja je tegoroczne . Albo co najmniej tak przebojowego jak , którym grupa umiejętnie powróciła do światowego popu w 1999 roku. Z tych samych względów . Na swoim pierwszym albumie wokalistka starała się bezskutecznie nadążyć za najaktualniejszymi tendencjami w pop-rocku: stała się mroczną księżniczką emo.
Jednak tak jak image gotyckiej diwy nie przysporzył jej fanów za pierwszym podejściem, tak za drugim zawiódł pomysł, by przywrócić Dolores tam, skąd przyszła – czyli do melodyjnych piosenek z morałem. , czego dowodzi także tytuł albumu ("Bez bagażu"). Jednak w całości wypełniają go bezbarwne popowe ballady w stylu i mało wyraziste piosenki rażące naśladownictwem pierwszych przebojów The Cranberries (jak , w którym linia melodyczna początku przypomina ).
Niestety, brak tu rockowego hałasu , piekielnej melancholii "Zombie", piękna melodii i prostoty . Brakuje jednego popowego hiciora na miarę choćby czy z płyty The Cranberries "Bury The Hatchet". A może Dolores po prostu nie wsparł w odpowiedniej chwili geniusz na miarę , którego Irlandczycy zaprosili do współpracy nad czwartą, przedostatnią płytą grupy?
W przypadku drugiego i, jak należy mniemać, ostatniego albumu Dolores, jak na dłoni widać, że . O kryzysie, z którego już raczej nie będzie dla niej powrotu, świadczą też słabe teksty na "No Baggage".
Wprawdzie Dolores pragnęła, by odzwierciedlały one głębię jej przeżyć i perspektywę artystycznej dojrzałości, ale powiedzmy szczerze – to w głównej mierze . Na próbuje zawrzeć dwa punkty widzenia, ortodoksyjnego katolika i ateisty, a także zmierzyć się z egzystencjalnymi problemami ludzi niewierzących. Na także apeluje o inne spojrzenie na stereotypy, ale są to wersy tak pozbawione natchnienia i autentyczności, że w oprawie miałkiego pop-rocka raczej nikogo nie obejdą.
Inspiracją dla 38-letniej wokalistki mógłby być zawód miłosny albo fundamentalna konwersja religijna: płyty będącej efektem takich doświadczeń chętnie posłuchamy. Dlatego gdy zapytacie, dlaczego w ogóle Dolores nagrała ten album, odpowiadamy – nie wiemy.