Koronawirus mocno uderzył w świat muzyki. Odwołane lub przełożone na niewiadomą przyszłość koncerty już nadwątliły wpływy organizatorów tras, artystów, klubów i hal. Okazuje się, że to dopiero początek problemów.

Reklama

Sprzedaż fizycznych płyt od czasu rozpoczęcia epidemii koronawirusa i kwarantanny spadła w Stanach Zjednoczonych nawet o 27,6 procenta. Kiedy wydawało się, że wydawcy odbiorą to sobie z nawiązką poprzez wersje cyfrowe, okazało się, że tu też zanotowano spadki o około 10-12 procent.

Co jednak najciekawsze, spada zainteresowanie serwisami streamingowymi, takimi jak Spotify czy Tidal. Korzysta z nich o 7,6 procenta mniej użytkowników niż przed rozpoczęciem epidemii koronawirusa.

W ostatnich latach serwisy streamingowe przeżywały rozkwit i notowały dwucyfrowe wzrosty nawet z kwartału na kwartał. Teraz okazuje się, że działo się tak dlatego, że muzyka była idealnym towarzyszem przemieszczania się. W momencie, w którym ludzie zostali uwięzieni w domu, zainteresowanie nią spadło.