Pański najnowszy album "Razem" to dwa krążki. Na jednym śpiewa pan swoje największe przeboje przy akompaniamencie orkiestry symfonicznej, a na drugim pański zespół z programu "Bitwa na głosy" wykonuje utwory z tego muzycznego show. Jaka jest tajemnica tego tytułu?

Ryszard Rynkowski: Chór z "Bitwy na głosy", orkiestra symfoniczna i ja pochodzimy z Elbląga. To jest nasz wspólny świąteczny dar dla fundacji z naszego miasta. Po przegranej w finale "Bitwy na głosy" czuliśmy niedosyt. Dlatego postanowiliśmy udokumentować nasz wysiłek i przedstawić wszystkie 13 piosenek, które tam śpiewaliśmy. Zrezygnowaliśmy ze wszystkich tantiem wykonawczych na rzecz Fundacji Elbląg.

Jak teraz, po czasie, ocenia pan tych młodych uczestników?

To są na pewno entuzjaści muzyki, ludzie, którzy chcą żyć w symbiozie z muzyką, jednak mimo wszystko nie utrzymują się na razie ze śpiewania. To była grupa, którą muzyka połączyła i która stworzyła atmosferę wielkiej pracy i entuzjazmu. Obiecałem im tylko przygodę i więcej obiecać nie mogę. Ta płyta będzie udokumentowaniem tej przygody. Mamy za sobą też kilka wspaniałych koncertów. Jednym z najpiękniejszych był ten podczas EURO, kiedy śpiewaliśmy na skarpie nad Wisłą, gdzie zebrało się około 100 tys. osób. Przyszli do nas ze strefy kibica. Przy takiej widowni sam chyba jeszcze nie śpiewałem.

Czym dla pana była ta przygoda?

Gdy patrzę wstecz, wydaje mi się, że najprawdziwsza, czysta, krystaliczna pasja kierowała mną przede wszystkim w liceum, gdy działałem w zespole słowno-muzycznym. Teraz, gdy patrzyłem na tych młodych ludzi, przypomniałem sobie czasy szkolne, pełne entuzjazmu, woli zatracenia się w tym, co się robi. W "Bitwie na głosy" nie walczyliśmy o własne kariery, a o pokazywanie siebie samego. Nie było rywalizacji. Wszyscy dbali o to, żeby każdy mógł się spełnić w tym programie. To było piękne.

Zbliżył się pan na nowo do swojego rodzinnego Elbląga?

Owszem, ale mimo tego, że od wielu lat nie mieszkam w Elblągu, cały czas jestem z nim związany. Zalazłem się nawet na liście honorowych obywateli, a to naprawdę zobowiązuje. Myślę, że solidnie zapracowaliśmy w tym programie na promocję naszego miasta.

Na kolejnej płycie w albumie "Razem" znajdują się pańskie największe przeboje z udziałem orkiestry symfonicznej. Dlaczego postanowił pan zgromadzić tych 10 utworów na jednej płycie?

Mój serdeczny kolega, Bogdan Jarmołowicz, który od lat jest dyrektorem orkiestry Symfonia Baltica w Słupsku, kiedyś zinstrumentował moje piosenki. Zagraliśmy wspólnie kilkadziesiąt koncertów. Szkoda było mi tego materiału tym bardziej, że w Elblągu już szósty rok pracuje Elbląska Orkiestra Kameralna, która przepięknie brzmi. Wielu wybitnych dyrygentów na czele z profesorem Pendereckim występowało z tą orkiestrą. Zaproponowałem jej i mojemu miastu, aby zrobić tę elbląską wizytówkę. Z jednej strony jestem ja z orkiestrą, a z drugiej moi młodzi przyjaciele z Elbląga.

Zbliża się czas świąteczno-sylwestrowy. Planuje pan specjalne koncerty w tym okresie?

Zostałem zaproszony do koncertu, który organizuje Radio Zet, Radio Plus i muzyczna Jedynka "Cała Polska śpiewa kolędy". Koncert odbędzie się 22 grudnia na Długim Targu w Gdańsku. Zaśpiewam dwie polskie kolędy, a później już poświęcę czas rodzinie. Do pracy wracam po Nowym Roku.

Boże Narodzenie będzie obchodził pan w Elblągu?

Z Elblągiem łączą mnie już przede wszystkim sentymenty i wspomnienia. Przeniosłem rodzinę do Brodnicy i tam będę wypoczywał. Odwiedzę też córkę w Warszawie i pojedziemy do rodziny mojej żony na Śląsk do Tychów. W świąteczny czas trzeba odwiedzić całą rodzinę.

Śpiewa pan kolędy w domu?

Owszem, ale nie mogę powiedzieć, żeby moja rodzina była rozśpiewana. Raczej jest to nasza symboliczna tradycja. Śpiewamy jedną lub dwie kolędy. Często wspomagamy się świątecznymi programami w telewizji, gdzie zawsze wspaniali artyści pięknie śpiewają kolędy.

Ma pan swojego ulubionego wykonawcę kolędowego repertuaru?

Kolędy śpiewają już niemal wszyscy. Sam nawet zgodziłem się nagrać kolędy, choć uważam, że mój chropowaty głos nie za bardzo pasuje. Proszę zwolnić mnie od wymieniania nazwisk. Natomiast powiem pani, że najbardziej lubię wykonania ciepłe, matczyne, kominkowe. Tak mi się te święta kojarzą. Z rodziną, ciepłem, z choinką, która zawsze powinna być żywa a nie plastikowa, która daje zapach. To jest piękny magiczny czas, gdy ludzie są blisko siebie.

A czas sylwestrowy?

Spędzę go w domu. Od ponad 10 lat w sylwestra nie pracuję. Uważam, że każdy powinien spędzać ten czas tak, jak lubi. Należę do tych ludzi, którzy zbudowali dom, który jest wypełniony i tam szukam spokoju i ciszy. To jest tak, że ci, którzy pracują w jednym mieście chcą wyjeżdżać, a ci, którzy jeżdżą cały czas po Polsce, chcą odpoczywać w domu. To jest naturalne. Należę do tych osób, które w domu szukają ukojenia