Dziennik Gazeta Prawana logo

Pjus: Nowotwór mnie nie załamał, a płyta "Słowowtóry" przywróciła mnie muzyce

14 listopada 2017, 21:31
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Pjus
Pjus/Media
Kiedy nowotwór odebrał mu słuch, wydawało się niemożliwym, by jeszcze nagrywał i tworzył. Po operacji wszczepienia implantów znów słyszał i... powrócił do muzyki. - Po albumie "Life After Deaf" doszedłem do twórczo-zdrowotnej ściany. Pal sześć mój sztuczny słuch, akurat on działa nieźle, ale głos niestety zaczął niedomagać - mówił Pjus. Mimo tego  pisał, a efekty jego pracy wykonali inni.  "Słowowtóry" nazywane są dlatego albumem ghostwriterskim. - Ta płyta przywróciła mnie muzyce – mówi nam sam artysta, który jest jedną z najciekawszych postaci w polskiej kulturze. Oto Karol "Pjus" Nowakowski i jego spojrzenie na świat.

MARCIN CICHOŃSKI: Dużo masz jeszcze postanowień noworocznych do zrealizowania?

PJUS: Na tę chwilę, z tych które podjąłem jeszcze w Sylwestra 2015/16, zrealizowałem praktycznie wszystkie. Wśród nich była też ta płyta. Chyba jestem na czysto z marzeniami. Mogę zacząć mieć nowe.

Bałem się, że album będzie tak gęsty od emocji, które towarzyszą twemu życiu, że osobie emocjonalnej, empatycznej ciężko będzie bezboleśnie przez nią przejść.

A nie jest? () Poprzedni krążek " był taki, ale jednocześnie mimo wszystko bardziej płaski, bo wynikał z traumy. Jeśli chodzi o możliwości twórcze, to byłem wtedy mocno ograniczony – zwykłe ludzkie sprawności jak chodzenie, a co dopiero tworzenie, były naprawdę trudne. Wtedy płyta była częścią mojego powrotu do „” świata. Był walką o możliwość robienia tego, co dawniej. Nowa płyta, pomysł na nią i realizacja też niby wynika z moich problemów zdrowotnych – nie mogę normalnie słyszeć, normalnie rapować. Ale na bazie tego co wciąż mogę, czego się nauczyłem i zdobyłem, chciałem tworzyć coś nowego, nową jakość.

"Słowowtóry – już patrząc na tytuł widać, że byłeś zafascynowany poezją awangardową.

Może nie wprost, ale jej wpływem na kulturę i innych twórców owszem. Zresztą od lat jestem zafascynowany słowem i jego możliwościami. Nawet pracuję jako copywriter i uwielbiam poznawać wszystko, co daje nam język, a patrząc na słowa, zdania zaczynam je przestawiać i zamieniać. Nie inspiruje się tylko jedną rzeczą – na pewno wiele ich miało na mnie wpływ. Od Tuwima, Białoszewskiego czy Barańczaka po Kazika, Świetlickiego, Budzyńskiego czy Dariusza „Brzózkę” Brzózkiewicza.

Długo musiałeś namawiać poszczególnych artystów, by wzięli udział w twoim projekcie?

Jak sami wykonawcy – było różnorodne. O każdego inaczej się starałem, nie było jednej drogi. Każdy z artystów ma przecież swoją płytę, swoje koncerty, swój dom, zajęcia i marzenia, więc musiałem stanąć za nimi w kolejce (). Część z osób mówiła, że chce to po prostu przegryźć i zrozumieć. Niektórzy z zaproszonych niestety się nie pojawili, więc trzeba było poszukać kolejnych , a czasem też nauczyć się, że nie każdy wie, co ja chcę zrobić. Mój pomysł był nieco szalony, więc czekałem , by mieć parę pierwszych utworów nagranych i móc je pokazywać, a nie tylko opowiadać o nich.

Zgodzisz się, że twoja płyta jest wyjściem poza świat rapu, hip-hopu?

Tak i to na różnych płaszczyznach. Wykracza poza tabu rapowania nie swoich tekstów. Wykracza też poza homogeniczność zaproszonych gości i stawianie mojego „ja” w centrum płyty. To nie jest album o mnie. Tam oczywiście pojawia się moje spojrzenie na świat, moje obserwacje, ale to nie jest tu najważniejsze. Wyłamuje się z opcji dokumentalnej, bardziej daję obrazy. Zwykle rapowy utwór rapowy utwór sprawia, że masz w głowie wszystko, gotowe rozwiązania. Ja zaś daję tylko część perspektywy, impresję, a reszta „wyświetla” się w twojej głowie podczas słuchania. Są tu zabawy słowami, są tu odniesienia do tekstów innych artystów czy symboli kultury, które opowiadają o miłości, o aspiracjach, politykach, stosunku do świata czy o Bogu, ale nie podane na tacy.

Jak dużą wolność artystyczną miałeś od wytwórni – Alkopoligamii?

Koncept całej płyty wymyślił parę lat temu Łukasz Stasiak (jeden z założycieli Alkopoligamii, członek zespołu 2cztery7 – przyp. red.), ale do momentu rozpoczęcia nagrań minęło sporo czasu. Wydawcy wiedzieli, że ja to realizuję powoli – krok po kroku i pomagali mi na różnych poziomach: miałem wolną rękę. Nikt mi nic nie nakazywał. Nie było deadline’u. Dla twórcy komfort, choć zmierzający do słodkiego nicnierobienia. Ale ja się zawziąłem i to zrobiłem.

Czym dla ciebie teraz jest tworzenie i muzyka? Dodatkowym zajęciem, sposobem na życie?

W kontekście tego, że na co dzień pracuję, to muzyka jest dodatkowym zajęciem. By zrobić płytę, musiałem znaleźć w sobie siły. Dodatkowe siły, by spełnić swe postanowienie noworoczne. . Gdybym to długo odkładał, to nigdy bym tego nie zrobił. Mam też nadzieję, że płyta, to że wszystko tu zagrało i się podoba, otworzy mi nowe możliwości. Nie wiem, czy będę robił podobny album, czy coś nowego, ale ta płyta przywróciła mnie muzyce. W porównaniu do czasów poprzedniego, osobistego „” wiem i umiem więcej. Słuchowo mogę też bardziej bawić się dźwiękami. Trzeba to wykorzystać.

Na profilu Alkopoligamii zobaczyłem ostatnio twe zdjęcie sprzed 15 lat – zbuntowany, ze środkowym palcem do przodu wyciągniętym. Co czujesz patrząc na siebie z tamtego czasu.

Byłem gówniarzem, gdy dowiedziałem się w 2004 roku podczas nagrywania pierwszego albumu 2cztery7, o mojej chorobie. Nie załamała mnie, ale sprawiła, że chciałem zostać niebieskim ptakiem – wiesz, carpe diem i inne małolackie głupoty. Niestety za mało jeszcze wtedy wiedziałem o życiu, o tym co jest w nim najważniejsze. Paradoksalnie ta sama choroba sprawiała, że inaczej patrzę dziś na wiele spraw. Zyskałem więcej czasu na przemyślenia, więcej dystansu. I przestałem twierdzić że moje potrzeby są najważniejsze.. Oczywiście bez głodnego ego żaden artysta nie wyjdzie nawet przed ludzi i nie zacznie pokazywać swoich umiejętności, ale ono już nie stoi na pierwszym miejscu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj