Od 1994 roku znają to nagranie wszyscy. To w Ameryce największy, bo najczęściej prezentowany świąteczny hit, częściej nawet, niż obecny z nami od lat czterdziestych klasyk „White Christmas”. Specjaliści od HRS wyliczyli, że piosenka zarobiła już 50 milionów dolarów. To naprawdę sporo, bo nawet największe hity od The Rolling Stones „wyceniane są” na dwa razy mniej.

Współtwórcą nagrania jest Walter Afanasieff, ceniony kompozytor i producent, swego czasu bardziej znany jako baby Face. On i Mariah zgłosili się do Sony mówiąc, że chcą przygotować płytę na święta. „Nic wielkiego” – miał powiedzieć Afanasieff.

Samo „All I want For Christmas Is You” zostało napisane w kwadrans. Baby Face i Mariah wzięli na warsztat podstawowe skojarzenia świąteczne i zrobili z nich nagranie. Jak mówią: nie spodziewali się, że będzie to aż tak wielki i tak cenny przebój. Można im wierzyć, bo piosenka była tworzona w sierpniu 1984 roku, na plaży w Kalifornii. I zrobiona niemal od niechcenia.

Co zabawne, ani cała świąteczna płyta Mariah Carey z 1994 roku, ani singiel „All I Want For Christmas Is You” nie zdobyły szczytu zestawiania. Żadnego zestawienia. Płyta uplasowała się za świątecznym snujem Kanny G, na liście najczęściej granych w radiu znalazła się na 12. miejscu, zaś na liście singli… w ogóle się nie znalazła, bo nie była w taki sposób wydana. Szaleństwo zaczęło się później. Nagranie wraca do co najmniej pierwszej dwudziestki najpopularniejszych piosenek od 1995 roku do dziś. Zawsze w okresie świątecznym, ze względu na popularność w sieci, jest wysoko w zestawieniach popularności cyfrowej. W 2005 roku był to numer jeden na digital chart.

Oczywiście do sukcesu przyczynił się też teledysk, kręcony w domu na taśmie 8mm. I jeśli chcecie zapytać: czy to prawda, że…? Tak potwierdzamy, w roli świętego Mikołaja wystąpił były mąż Mariaha, znany z grubego portfela i niezłego temperamentu, Tommy Mottola.