W utworze francuskiego kompozytora opartym na motywach XVIII-wiecznej powieści "" Abbé Prévosta Ruciński wciela się w Lescauta, kuzyna tytułowej bohaterki. Manon (sopran Lisette Oropesa) jest kilkunastoletnią pięknością, która zakochuje się w młodym niezbyt majętnym kawalerze des Grieux (tenor Michael Fabiano). Nie potrafi się jednak wyrzec luksusowego stylu życia. Wiąże się ze starszymi panami z wysokich sfer.
Autorzy libretta Henri Meilhac i Philippe Gille snują historię niszczycielskiej miłości wiodącej kobietę od dziecięcej niewinności do degradacji. Ilustruje to także muzyka Julesa Masseneta.
„” – mówił Ruciński.
Polski baryton zwrócił uwagę, że na pierwszy rzut oka najbardziej wyeksponowane są w "Manon" przede wszystkim partie tytułowa i des Grieux.
"" - wyjaśnił.
Śpiewak opisuje Lescauta jako lekkoducha, żołnierza, którego pragnieniem jest tak naprawdę, żeby zabawić się w kasynie, wydawać z kolegami pieniądze na kobiety i alkohol. Wykorzystał fakt, że kuzynka znalazła drogę do wyższych sfer...
Ruciński ceni sobie współpracę z realizatorami nowojorskiej inscenizacji. Przypomniał, że z dyrygentem Maurizio Beninim pracował dwukrotnie. Pod jego batutą śpiewał w "Luizie Miller" w Monte Carlo oraz w "Trubadurze" w Madrycie. Z Lisette Oropesa poznał się podczas spektakli "" w Madrycie, a z Fabiano podczas wspólnego koncertu w Berlinie.
Śpiewak zebrał po występie pochwały od dyrektora generalnego Met Petera Gelba. "" - podkreślił Gelb.
Recenzent "" David Salazar uznał, że jeśli ktoś zasługuje w nowojorskiej inscenizacji na specjalną wzmiankę, to właśnie Ruciński. "" – wskazał Salazar.
Także wykonawczyni tytułowej roli komplementowała Polaka. "” – zapewniła Oropesa. Wyznała, że ponieważ po raz pierwszy śpiewa partię Manon, dlatego jej bohaterka wciąż ewoluuje.
"" – tłumaczyła śpiewaczka.
"" – przekonywała sopranistka.
Śpiewaczkę komplementował m.in. recenzent "New York Timesa" - „” w przekonująco zaprezentowanej roli kokietki – kameleona.
W roli jej służącej wystąpiła Edyta Kulczak – mezzosopran.
"Manon" miała premierę w Paryżu w roku 1884. Oryginalnie akcja rozgrywała się na początku XVIII wieku. W produkcji Laurenta Pelly w Met przeniesiona została na koniec XIX wieku.
Większość postaci w nowojorskiej inscenizacji nosi czarne lub białe stroje. Poruszają się na kilku poziomach. Pochyłe podesty, schody, ukośnie wzbijające się w górę kolumny budują nastrój niepewności, niepokoju i napięcia. Uproszczone dekoracje przypominają ekspresjonizm w filmach niemieckich z lat 20. poprzedniego wieku. Iluzję kina przywołuje też końcowa odsłona, której tło stanowi jakby ogromny ekran obramowany na czarno.
Dzięki satelitarnemu przekazowi 26 października "Manon" będą mogli oglądać w kinach miłośnicy opery m.in. w Polsce. Każdy z transmitowanych na żywo spektakli Met ogląda ok. 350 tys. ludzi w 70 krajach.