Na swojej nowej płycie "Przebudzenie" Ania Rusowicz wraca do muzyki popularnej w latach 60. i 70., do której odwoływała się już na pierwszej płycie "Mój Big-Bit" z 2011 r.

"Zawsze marzyłam o tym, żeby zobaczyć Nowy Orlean. Są takie miejsca, gdzie czuję, że muszę pojechać, bo tam pasuję, takie, które współgrają ze mną osobowościowo. To bardzo muzyczne miasta. Najpierw odwiedziłam San Francisco, potem wybór padł na Nowy Orlean. Czułam się w nim znakomicie, to przecież kolebka muzyk bluesowej, oldskulowej, której jestem wielką fanką. Tam muzyka jest wszędzie na pierwszym planie, w każdym barze, na rogu każdej ulicy. Jest naturalna jak oscypki w Zakopanem" – powiedziała artystka.

"Wyjazd do Nowego Orleanu pozwolił mi odzyskać wenę. Po urodzeniu dziecka nastąpił u mnie twórczy zastój, brakowało mi pasji" - wyjaśniła.

"Ciekawe, że z jednej strony Nowy Orlean wpłynął na mnie twórczo, ale z drugiej strony dwie piosenki z +Przebudzenia+ napisałam już 15 lat temu i jedna z nich - +Małżeństwo+ - jest skrajnie nowoorleańska. Widocznie już wtedy narodziła się ta płyta, jeszcze przed moim debiutem, kiedy nie miałam pojęcia, że będę wokalistką bigbitową, że będę tworzyła taką muzykę" – dodała.

Rusowicz sama wyprodukowała "Przebudzenie". Płyta została nagrana na tzw. setkę, czyli w obecności wszystkich muzyków w studio. "Zależało mi na nagraniu jej na setkę, zresztą nie pierwszy raz w mojej karierze. Taki sposób jest mi bliski, bo wtedy muzyka żyje, jest w pewien sposób pozbawiona doskonałości, bardziej prawdziwa. Nie jestem zwolenniczką robienia z muzyki produktu, stwarzania z niej idealnie przygotowanej przestrzeni. Moja muzyka nigdy nie miała być komercyjna" – powiedziała Rusowicz.

"Wiele razy słyszałam rady dotyczące napisania czegoś tak, by się lepiej sprzedało. To byłby ruch przeciwko mnie. Podobnie jak zdradzanie szczegółów prywatnego życia. Mam granice, których nie przekroczę. Niestety wielu nie ma problemu z dzieleniem się swoją prywatnością, chociażby w social mediach. Ja nie jestem dla wszystkich, nie wpuszczam przypadkowych ludzi do siebie. To płyty są moją największą spowiedzią" – dodała.

Na "Przebudzeniu" Rusowicz śpiewa m.in. o potrzebie dbania o naszą planetę, o zmianach klimatu, ale też o "sprzedawaniu" szczegółów prywatnego życia w mediach społecznościowych.

Dwa teksty napisały dla niej Paulina Przybysz (piosenka "Voodoo") oraz Natalia Grosiak z zespołu Mikromusic ("Baba"). Obok gitar na płycie słychać m.in. saksofon, organy Hammonda, kontrabas i trąbkę.

"Wiem, że muzyka, którą tworzę została już wymyślona, że skala bluesowa jest ograniczona ilością dźwięków w gamie, ale staram się robić coś swojego" – powiedziała Rusowicz. "Zdaję sobie sprawę, że jestem postrzegana jako stara hippiska, która słucha winyli sprzed kilku dekad, ubiera się w retro ciuchy" - dodała.

"Faktycznie w klimacie lat 60. i 70. czuję się cudownie. Bardzo często powracam na przykład do płyty +Pearl+ Janis Joplin, ale słucham też dużo nowej muzyki, a do swojej twórczości staram się wprowadzać nowoczesne rozwiązania. Dlatego też stworzyłam projekt niXes, w którym daję upust pasji nowymi brzmieniami. Bardzo możliwe, że nagram z niXes kolejną płytę, jeśli tylko życie pokieruje mnie w tę stronę" - wyjaśniła.

Rusowicz wydała wypełniony elektroniką album "niXes" w 2017 r.

Córka Ady Rusowicz i Wojciecha Kordy nie wyklucza jednak, że jej kolejna płyta może być jeszcze bardziej rockowa."Kolejne miastem na liście tych, które chcę odwiedzić, jest Seattle. Jestem ciekawa, czy wizyta w nim przełoży się na przykład na to, że na mojej kolejnej płycie pojawią się ślady muzyki mojej młodości, grunge’u" – powiedziała Rusowicz.

24 listopada Ania Rusowicz zaprezentuje materiał z "Przebudzenia" na koncercie we Wrocławiu. Natomiast 3 listopada w Lublinie i 28 w Warszawie, u boku m.in. Alicji Majewskiej i Włodzimierza Korcza, wystąpi w ramach trasy poświęconej Zbigniewowi Wodeckiemu - "Wodecki Twist: Chwytaj Dzień".

autor: Wojciech Przylipiak/PAP