Mówi się, że w zespołach rockowych demokracja się nie sprawdza. Czy Kult jest wyjątkiem potwierdzającym tę regułę?

W zespole Kult nie ma demokracji. Ona do niczego dobrego nie prowadzi. Grając kiedyś pod szyldem Kazik Na Żywo, praktykowaliśmy z kolegami model decydowania o losach kapeli głosami większości członków zespołu i na dłuższą metę to się nie sprawdziło. W zespole musi być szef, który ma ostatnie słowo. I w Kulcie w sprawach artystycznych mój głos jest decydujący. Dzięki temu ta maszyna muzyczna działa od kilkudziesięciu lat i się nie zacina.

Chcesz przez to powiedzieć, że w Kulcie panuje kult jednostki?

Istnieje monarchia oświecona.

Ale nadal jest to forma sprawowania władzy nad innymi.

Tak jest ten świat urządzony. Władza jest złem, bo stawia poddanych w sytuacji opresyjnej. Ale złem koniecznym, bo gdyby jej nie było, to w każdym wymiarze, także w społecznym, być może ziściłby się scenariusz serialu "The Walking Dead". Wyobraźmy sobie stan totalnej anarchii, kiedy instytucje państwowe przestają działać, a po ulicach chodzą zombi. Największym zagrożeniem są jednak pozostawieni na pastwę losu zwykli ludzie, którzy uciekają w hordach i wyrządzają sobie nawzajem krzywdę, aby tylko ocalić własne istnienie. Ta serialowa fikcja rodzi ponurą konkluzję, że człowiek jest najwidoczniej tak parszywą istotą, że trzeba go trzymać za twarz.