Kamil Downarowicz: Projekt Silent Witness tworzysz Ty – muzyk znany m.in. z Miloopy i organizator wrocławskiego Eklektik Session oraz Mieko Miyazaki i Loup Barrow. Jak doszło do Waszego spotkania i kiedy dokładnie wpadliście na pomysł, że może warto coś wspólnie nagrać?

Radek „Bond” Bednarz: Nad projektem Silent Witness pracuję od kilku lat. Odpowiadam za koncepcję, kompozycje, produkcję albumu. Pod nickiem SW zwykłem publikować zdjęcia i filmy z podróży. Między innymi te doświadczenia służyły mi jako inspiracja przy opracowywaniu projektu. W trakcie tworzenia muzyki zapraszałem wybranych artystów do dogrania partii w poszczególnych utworach. Z Mieko poznaliśmy się przy okazji festiwalu Eklektik Session. Zaprosiłem ją do Wrocławia w 2015 roku, wystąpiła w ducie z Chińczykiem Guo Ganem. Dołączyła także do koncertu finałowego Eklektik Orchestry. Podobnie było z Loupem. Nasze spotkanie także wiąże się z jego udziałem w Eklektik Session, rok później.

Mieszkacie w różnych miejscach, więc o częstych wspólnych próbach i codziennych wymianach pomysłów nie mogło być mowy. Jak wyglądał zatem proces nagrywania płyty?

Mieko odezwała się do mnie przy okazji kolejnej wizyty w Polsce. To była końcówka 2017 roku. Akurat pracowałem nad albumem. Zapytałem, czy nie chciałaby nagrać partii koto. Spotkaliśmy się ponownie we Wrocławiu i w ciągu dwóch dni zrealizowaliśmy nagrania do pomysłów które dla niej przygotowałem. Po skończeniu sesji Mieko zaproponowała dalszą współpracę – nie chciała sprowadzić swojej roli jedynie do muzyka sesyjnego. Jej propozycja dodała mi skrzydeł; pozwoliła rozwijać koncepcję na zespół. Ponieważ większość materiału była składana z partii realizowanych w wielu miejscach na świecie, nie mieliśmy okazji zagrać na tzw. setkę. Cristal baschet Loupa nagraliśmy w Paryżu i w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu. Nad miksem pracowałem z Rolim Mosimannem w studiu Recpublika w Lubrzy.

Jest to projekt jednorazowy? Czy może myślicie już powoli o kolejnych wydawnictwach?

Silent Witness to projekt otwarty, myślę już nad artystami, których będę chciał zaprosić na kolejny album. Mam wiele pomysłów i kontakty z ciekawymi muzykami z całego świata. Ale nie wyobrażam sobie Silent Witness bez udziału Mieko. Doskonale się rozumiemy.

Na razie gracie pojedyncze koncerty. Wystąpiliście w Warszawie czy w Salzburgu. Planujecie większą trasę koncertową? Będzie można Was zobaczyć na letnich festiwalach?

Pierwsze koncerty premierowe w ramach festiwalu Jazz & The City w Salzburgu i Jazz Jamboree w Warszawie wypadły świetnie. Spotkały się z doskonałym odbiorem. Mieliśmy okazję sprawdzić materiał na żywo. Niestety Loup nie mógł z nami wystąpić, dołączył za to Igor Pietraszewski na japońskim flecie shakuhachi. Jako zespół poczuliśmy fantastyczne emocje. I co ważne, przyszło to bardzo naturalnie. Pracujemy teraz nad koncertami w Europie w przyszłym roku. Mam nadzieję, że będzie ich sporo.

Oboje muzycy, którzy grają z Tobą, posługują się dość nietypowymi instrumentami. Loup to wirtuoz cristal baschet – ostatniego polifonicznego instrumentu wynalezionego w XX wieku w Paryżu, z kolei Mieko należy do światowej czołówki artystów grających na tradycyjnym japońskim instrumencie – koto. Jesteś fascynatem tego typu niestandardowych instrumentów? Jeżeli tak, to skąd Ci się to wzięło?

Lubię różne barwy, odcienie, tradycyjne oraz nietypowe instrumenty. Sam mam ich sporą liczbę. Pochodzą z różnych części świata, obok wielu gitar basowych czy syntezatorów analogowych. Muzyka tradycyjna, czy tzw. muzyka świata, jak np. z Japonii czy Afryki, jest mi bardzo bliska. Gram trochę na japońskim shamisenie. Na albumie Silent Witness słychać m.in. zachodnio-afrykańskie ngoni. Połączenie brzmień tradycyjnych instrumentów z basem, elektroniką, we współczesnym kontekście, z improwizacją, nadaje wyjątkowego charakteru.

Wszyscy troje pochodzicie z różnych kręgów kulturowych. Myślisz, że gdybyście wszyscy zamieszkiwali jeden kraj i posługiwali się jednym rodzimym językiem, to album „Silent Witness” brzmiałby inaczej?

Bez wątpienia. To ciekawe zderzenie kultur, nietypowego instrumentarium. Takie połączenia jak koto i gitara basowa czy cristal baschet, kontrabas i perkusja (jak w utworze „Flying Whales”) moim zdaniem dały świetny rezultat.

Zwróciła moja uwagę okładka płyty. Widzimy na niej starca, prawdopodobnie żebraka wyciągającego przed siebie miskę. Możesz opowiedzieć coś więcej o tej fotografii, której autorem jest Lukas Hämmerle?

To zdjęcie wykonane w Shanghaju podczas trasy koncertowej Hang Em High, mojego tria z Alfredem Voglem i Lucien Dubuis. Lukas był z nami Chinach, dokumentował. Pamiętam doskonale tego człowieka, to miejsce. Jego obecność była zagadkowa. Stał w bezruchu, sprawiał wrażenie posągu. Był cichym, niezauważonym świadkiem wydarzeń. Lukas przysłał mi propozycję tej fotografii na okładkę Silent Witness. Nie widać twarzy tego człowieka, dlatego też zdecydowałem się je wykorzystać. Ta fotografia ma mocny przekaz – symbolizuje kondycję i niewygodny dualizm świata, w którym żyjemy. Takie miejsca jak Shanghai raczej kojarzą się z przepychem i luksusem. A prawdziwe życie wygląda zupełnie inaczej.

Waszej debiutanckiej płyty nie mogłem znaleźć w serwisach streamingowych. Czy pojawi się ona na Spotify czy Tidalu? Jeżeli nie, to dlaczego?

Jeszcze nie wiem, czy i kiedy pojawi się na platformach streamingowych. To na pewno dobry sposób na dotarcie do szerszej publiczności, ale może trochę kosztem utraty tożsamości. Trudno mi powiedzieć. Sam na co dzień nie korzystam z tych platform. Lubię fizyczne nośniki. Album Silent Witness, wydałem, jak zresztą Miloopę czy Hang Em High, pod własnym szyldem Gig Ant. Większość robię sam, step-by-step. W pierwszej kolejności zdecydowałem się na publikację na https://silentwitness.bandcamp.com, gdzie można album odsłuchać, zamówić CD, winyl, lub mp3. To dobry serwis. W dalszej kolejności chcę ulokować album fizycznie w zaprzyjaźnionych sklepach płytowych w Polsce oraz międzynarodowej dystrybucji.