Wielka poezja, jazz, folk i pop Soyki
Ten album przybliża Soykę, jakiego pamiętamy z czasów płyt "Radioaktywny", "Acoustic" i "Neopositive". "Studio Wąchock", bo o tym krążku mowa, to zaskakująco dobra płyta Stanisława Soyki. Artysta udowadnia na niej, że świetnie się sprawdza w różnych konwencjach muzycznych.
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-16

temp. min 3°C max. 18°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Studio Wąchock"
Stanisław Soyka Sextet +
Wyd. Universal 2009
Sporo utworów z albumu powstało dość dawno, ale w nowej odsłonie słucha się ich nieźle. Prawie tak dobrze, jak wcześniejszej muzyki Soyki, która wgryzła się w polską kulturę lat 90., i
o niebo lepiej niż szekspirowskie "Sonety". To one sprawiły, że jego muzyka nabrała cech manierycznych.
Po tym jak rok temu do rąk słuchaczy trafił niemal pastiszowy "Solo Recital", można było przestać wierzyć, że artyście uda się dokonać krytycznego wyboru. Tymczasem płyta nagrana z kwintetem (Przemek Greger, Mario Matysek, Michał Zduniak, Kuba Sojka, Zbyszek Uhuru Brysiak) jest spójna i spora w tym zasługa zespołu. Trzech perkusistów daje nową przestrzeń
rytmiczną, ciekawie brzmią elektroniczne niuanse, wprowadzone przez Jakuba Sobaszka, i oryginalna gra Brysiaka. Głos Soyki nabiera cech spokoju i uładzenia, zróżnicowane kompozycje nie rażą
przestylizowaniem. Klasyczna "soykowa" melodyka ("Co dnia"), znana z dawnych, dobrych nagrań, takich jak "Cud (nie)pamięci" czy "Tak
jak w kinie", otrzymała powściągliwe aranżacje, dzięki czemu ma się wrażenie, że "Studio Wąchock" nie odbiega od tego, co w jego repertuarze najlepsze. Wciąż
jest wędrówka po harmonicznych pagórkach, synkopach, jest jazzowe frazowanie, soulowa swoboda, ale też popowa lekkość ("Każdy kochać się chce").












































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!