"Studio Wąchock"

Stanisław Soyka Sextet +

Wyd. Universal 2009


Sporo utworów z albumu powstało dość dawno, ale w nowej odsłonie słucha się ich nieźle. Prawie tak dobrze, jak wcześniejszej muzyki Soyki, która wgryzła się w polską kulturę lat 90., i o niebo lepiej niż szekspirowskie "Sonety". To one sprawiły, że jego muzyka nabrała cech manierycznych.

Po tym jak rok temu do rąk słuchaczy trafił niemal pastiszowy "Solo Recital", można było przestać wierzyć, że artyście uda się dokonać krytycznego wyboru. Tymczasem płyta nagrana z kwintetem (Przemek Greger, Mario Matysek, Michał Zduniak, Kuba Sojka, Zbyszek Uhuru Brysiak) jest spójna i spora w tym zasługa zespołu. Trzech perkusistów daje nową przestrzeń rytmiczną, ciekawie brzmią elektroniczne niuanse, wprowadzone przez Jakuba Sobaszka, i oryginalna gra Brysiaka. Głos Soyki nabiera cech spokoju i uładzenia, zróżnicowane kompozycje nie rażą przestylizowaniem. Klasyczna "soykowa" melodyka ("Co dnia"), znana z dawnych, dobrych nagrań, takich jak "Cud (nie)pamięci" czy "Tak jak w kinie", otrzymała powściągliwe aranżacje, dzięki czemu ma się wrażenie, że "Studio Wąchock" nie odbiega od tego, co w jego repertuarze najlepsze. Wciąż jest wędrówka po harmonicznych pagórkach, synkopach, jest jazzowe frazowanie, soulowa swoboda, ale też popowa lekkość ("Każdy kochać się chce").


Soyka przybiera pozę filozofa (eksperymentalne "Stary człowiek ogląda TV" z tekstem Miłosza) i folkowego barda (ukraińsko-białoruska ballada "Tiemna noczka"). Od wygrzebanej sprzed 25 lat soulowej "Anybody" przez jazzowo-bluesowe hołdy ("Pay Attention" z trąbką Antoniego Gralaka) po kameralne utwory klasyków literatury i kompozytorów (zaśpiewana z akompaniamentem fortepianu "Czułość" Grzegorza Turnaua do słów Herberta) Soyka wreszcie brzmi szczerze. Kontemplacja tekstów nabiera sensu, a korzenne cytaty z muzyki amerykańskiej trafiają na dobry grunt: artystę wspomagają siostry Przybysz, których głosy jeszcze nie brzmiały tak plemiennie, jak w "Anybody" i "Pay Attention".

Jest tu też świetny "Monolog Pajaca". Po 20 latach brzmi zaskakująco świeżo. Minimalistyczny motyw klawiszy, z zawieszoną w nim psychodeliczną solówką trąbki, i transowa kulminacja składają się na targającą spokój konsumenta popu całość, która przypomina o znakomitej niegdyś formie autora.

Takiego Soyki dziś już nie ma. Wydał ponad 30 płyt i ta spuścizna wciąż ma charakter niestarannie przebranej, momentami niepotrzebnej. Soyka mówi, że najważniejsze dla niego to dawać ludziom radość. I taka jest ta płyta: lekka i melodyjna, kiedy indziej metaforyczna i brzmieniowo pogłębiona.