Słabiutki debiut drugiej Posh Spice
Komu potrzebna jest kolejna Victoria Beckham? Nam nie, ale Brytyjczycy zwariowali na punkcie żony Ashleya Cole'a. Śliczna Angielka, członkini formacji Girls Aloud, wydała solową płytę - "3 Words". Słabą.
- Posh: To koniec. Już nigdy nie zaśpiewam
- Pierwszy teledysk powracających Spice Girls
- Zwiewna Posh i brudny David
- Biust Victorii Beckham poddał się grawitacji
- Spice Girls wróciły na scenę
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-21

temp. min 6°C max. 30°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Cheryl Cole
"3 Words"
Wyd. Fascination 2010
Ocena 1/6
Czy Wyspiarze doczekali się wreszcie nowej Posh Spice? Gwiazda popularnego girlbandu Girls Aloud Cheryl Cole debiutująca solowym albumem „3 Words” ma wszelkie predyspozycje ku
temu. Jest żoną piłkarza Ashleya Cole’a, występuje w reklamach i programach telewizyjnych, pojawia się na okładkach kolorowych magazynów, uchodzi za ikonę stylu i najgorętszą
kobietę na Wyspach. No i do tego nie ma zupełnie pomysłu na siebie ani żadnych przebojów w zanadrzu.
Odpowiedzialny za tę poważną wpadkę jest w dużej mierze Will.i.am. Nie wiadomo do końca, dlaczego Cole zwróciła się o pomoc do członka Black Eyed Peas, zamiast skorzystać z pomocy ekipy producenckiej Xenomania, która stoi za sukcesami jej zespołu. Może liczyła na to, że wspólnie stworzą kolejny hit lata na miarę „Heartbreaker”? A może chciała sobie otworzyć drogę na rynek amerykański?
Cóż, na razie nie osiągnęła ani jednego, ani drugiego. W zamian dostała do zaśpiewania np. tytułowy utwór „3 Words”, brzmiący jak kiepska podróbka ostatnich dokonań Davida Guetty. Z kolei „Boy Like You” jak odpad z drugiej części „Shock Value” Timbalanda.
Do pomocy przy pozostałych utworach Cole zatrudniła sobie jeszcze drugoligowy zestaw producentów m.in. Frasera T. Smitha, Syience, Taio Cruza, holenderską ekipę Soulshock & Karlin – ale i oni zawiedli. „Rain On Me” czy „Parachute” mogłaby nagrać Natasha Bedingfield albo pierwsza lepsza amerykańska popowa wokalistka w modnym stylu r’n’b. Artystce nie tylko brakuje własnego, rozpoznawalnego stylu, ale przede wszystkim charyzmy. Nawet singlowy „Stand Up”, który z założenia ma być kawałkiem imprezowym, wywołuje raczej niekontrolowany efekt ziewania. Podobnie rzekomo autobiograficzne teksty nie budzą takich emocji, jak poświęcone Cole informacje zamieszczane w serwisach plotkarskich. W tym zestawie jedenastu piosenek zaledwie poprawnie wypada funkujące „Make Me Cry” i oczywiście przypominany na końcu przebój sprzed pół roku.
Swego czasu Victoria Beckham w jednym z wywiadów przyznała się do tego, że nagranie przez nią solowego albumu było niepotrzebne. Może Cheryl Cole też kiedyś dojdzie do tego wniosku?

















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!