13 lat czekaliśmy na twoją nową solową płytę. Z Eurythmics potrafiłbyś nagrać w tym czasie osiem albumów. Specjalnie zwolniłeś tempo?

Dave Stewart: Nie zwolniłem, nigdy wcześniej nie byłem tak zajęty. Pisałem piosenki dla innych muzyków, produkowałem, komponowałem do filmów, musicali. W tym wszystkim po prostu zapomniałem nagrać solowy materiał. Udało się, bo w zeszłym roku uwięził mnie w Londynie wybuch wulkanu na Islandii. Nie latały samoloty, więc spędziłem kilka dni w hotelu. Włócząc się po ulicach, zaszedłem na moją ulubioną Denmark Street. Trafiłem tam do sklepu z gitarami i poprosiłem właściciela o pokazanie najciekawszej z nich. Dał mi do ręki oryginalną gitarę słynnego, nieżyjącego już gitarzysty country, Red River Dave’a. Kiedy zacząłem na niej grać, poczułem, że wracam do źródeł mojego muzykowania, kiedy uczyłem się grania, słuchając amerykańskich płyt. Wtedy zdecydowałem, że muszę nagrać album osadzony w moich korzeniach.

Najlepszym miejscem do tego było Nashville?

Kiedy trafiłem do studia Martiny i Johna McBride, wiedziałem, że wydarzy się tam coś niezwykłego.

Czym to miejsce różni się od innych?

Wygląda jak stary dom. Są tam wysłużone meble, zabytkowe lampy, sprzęt studyjny z poprzednich epok: mikrofony z lat 40., zabytkowe gitary. Czułem się trochę jak w Abbey Road w latach 60. Rano chodziłem do pobliskiego baru z naleśnikami, pisałem muzykę oraz słowa na laptopie. Po południu wchodziliśmy do studia i nagrywaliśmy. W pięć dni przygotowaliśmy 15 piosenek. Większość z nich nagraliśmy na żywo, razem siedząc w studiu. Wiele zostało zarejestrowanych za pierwszym razem. Po nagraniach piliśmy wódkę do późnej nocy.

Co jest w Nashville takiego specyficznego, że nagrałeś tam "The Blackbird Diaries" w tydzień? Wszędzie byś tak mógł?

Muzycy są tam wyjątkowi, podobnie jak w innym muzycznym mieście, Kingston na Jamajce. W Nashville przesiąknięci są country bluesem, bo tam powstawał i rządzi od lat. Nie musiałem im nic wyjaśniać. Grałem swoje, a oni dołączali do mnie. Rozumieliśmy się bez słów. Doborowe towarzystwo. Na perkusji zagrał świetny Chad Cromwell, który współpracował m.in. z Neilem Youngiem. Na basie Michael Rhodes, który występował z największymi gwiazdami country. Na gitarach Dan Dugmore oraz Tom Bukovac, a na klawiszach Mike Rojas.


W Stanach album ukazał się najpierw na winylu. To efekt twojej niechęci do nowych technologii, mp3?

Jeśli ściągasz kawałki z sieci i słuchasz ich na głośnikach laptopa, nie wyczujesz wielu smaczków. Nie dosłyszysz pracy wykonanej w studiu. Mam nadzieję, że winyl spowodował, że wiele osób miało okazję posłuchać w pełni magii, jaka wydarzyła się w Nashville.

Jak się nagrywało ze Stevie Nicks, Martiną McBride, Colbie Caillat i The Secret Sisters?

To pierwszy album, na którym czułem się tak komfortowo na wokalu, naturalnie. Śpiewam dosyć nisko, co udało się zbalansować głosami tych znakomitych wokalistek.

W 1991 roku zrealizowałeś film o Delta bluesie "Deep Blues: A Musical Pilgrimage to the Crossroads". Teraz w Nashville nagrałeś "The Blackbird Diaries". Kiedy zacząłeś się fascynować muzyką amerykańską?

Miałem jakieś 15 lat, mój kuzyn mieszkał wtedy w Memphis. Przysyłał mi stamtąd bluesowe i countrowe albumy. Na przykład Patsy Cline. Słuchając ich, uczyłem się grać na gitarze. Tym filmem, podobnie jak płytą, oddałem hołd tym, których kiedyś naśladowałem.

Właśnie ukazał się pierwszy singiel projektu Super Heavy, który tworzysz z Mickiem Jaggerem, Joss Stone, Damianem Marleyem oraz A. R. Rahmanem. Pracowałeś już z liderem Rolling Stones przy jego albumie "Primitive Cool" w 1987 roku. Kiedy zaczęliście rozmawiać o stałej współpracy?

Jakieś trzy lata temu po raz pierwszy pomyśleliśmy o wspólnym muzycznym eksperymencie, jakiego jeszcze nie było. Z muzyką rockową połączyliśmy klimaty jamajskie i indiańskie – całość z udziałem czterech wokalistów. Przez kilka miesięcy jammowaliśmy, a później zaczęliśmy porządkować strukturę wymyślonych numerów. Wyszło nam 18. Właśnie skończyliśmy nagrywać teledysk do singla "Miracle Worker". Płyta powinna ukazać się we wrześniu. Będziemy ją promować na koncertach. W lipcu wybieram się też z powrotem do Nashville, by nagrać nowe piosenki. Chcę kontynuować "The Blackbird Diaries".

Jaka jest twoja najdziwniejsza gitara?

Mam zabytkowy model gitary hawajskiej, tzw. lap steel. Dostałem ją od The Edga z U2. Mam też instrument, który jest pojemnikiem na cygara.

DAVE STEWART | The Blackbird Diaries | Dream Music