Wojcieszów: Tam się tylko urodziłem. Przyjeżdżałem potem na wakacje. Najpiękniejsze miejsce na ziemi. Z dzieciństwa pamiętam naprawdę zieloną trawę i naprawdę wspaniałego tatę, który mieszkał w Wojcieszowie. Od mojej mamy słyszałem o nim tylko złe rzeczy. Niedawno odwiedziłem Wojcieszów i trawa nie była już zielona.

Więzienie: Trafiłem tam, kiedy miałem 19 lat. Odmówiłem pójścia do wojska - twarzą w twarz. Dlaczego? Bo wszyscy tam idą, a ja postanowiłem powiedzieć: Nie! To było moje pierwsze duże NIE w życiu. Od tamtego czasu ciągle mówię NIE! I nie ma to nic wspólnego z Urbanem i SLD (śmiech). W więzieniu pracowałem na gigantycznych maszynach, które w każdej chwili mogły urwać mi rękę. W zakładzie poznałem gościa skazanego za alimenty. Za ich niepłacenie dostał dwa lata. Takie były czasy. Grypsował i dzięki temu z nim rozmawiałem. Okazało się, że jest klezmerem. Grał na statkach, w knajpach. Nazwisko Dave Brubeck nie było mu obce. Nie siedzieliśmy w jednej celi. Spotykaliśmy się tylko w pracy. Uświadomił mi, że człowiek może siedzieć za wszystko, bo w każdej chwili może powinąć mu się noga. I tylko od ciebie zależy, czy będąc w miejscu, w którym każdy staje się psem, pozostaniesz człowiekiem. Jego opowieści o graniu na statkach, w spelunach nie były wesołe. Ale mnie się to diabelnie spodobało. Stwierdziłem, że to chcę robić. I że jestem głupi, bo do 20. roku życia nie nauczyłem się grać na żadnym instrumencie. Ale przecież to nie znaczyło, że nie mogę grać w punkowej kapeli. Zacząłem od gitary...

Ulica: Dała mi tysiąc pierwszych występów i zrozumienie sytuacji. Każda piosenka potrzebuje komentarza, zwłaszcza piosenka, która jest osadzona w rzeczywistości. Gdybym śpiewał tak, jak mówił Józef Kania, to więcej niż 50 procent tych durniów pomyślałoby, że to wymyśliłem. Nawet prawdziwy poeta nie jest w stanie wszystkiego wymyślić, chociaż... Ale ja nie jestem tego typu poetą. Moje poezje pisze życie... Postanowiłem, że właśnie to będę ludziom tłumaczył i przy okazji przepraszał - za to, że czasami jestem wulgarny, brutalny. Takie jest życie, a ja tylko próbuję to ująć w słowa.

Literatura: Wychowałem się na literaturze rosyjskiej: Bułhakow, Dostojewski, Zoszczenko, Babel. Nie chcę nikogo pominąć, mogliby mnie nękać zza grobu (śmiech). Wychowałem się na wszystkich, którzy budowali Biełomorkanał. Z polskiej literatury lubię to, co jest dobrze napisane, w tym niestety również Stachura. Mówię niestety, bo później okazało się, że kradł pomysły Jerofiejewowi. To niewiarygodne, ale bardzo cenię Prusa i jego "Faraona". Świetnie napisane. Problem z obcą literaturą tkwi w tym, że obcujemy z tłumaczami. Czytałem np. "Sto lata samotności" Márqueza i jednocześnie nie czytałem Márqueza, tylko tłumacza. Dlatego w tej chwili najwyższą wartością dla mnie jest czytanie pisarzy w oryginale. Z tego powodu uwielbiam Stanisława Lema. Jak ktoś coś wie na jego temat, jestem gotów oddać ostatnią kroplę krwi. Mistrz.

Muzyka: Słuchałem Led Zeppelin, Black Sabbath, Johna Coltrane’a, Rolanda Kirka i całe mnóstwo wolnej muzyki z wolnego świata. Dziś sięgam po Jana Kaczmarka, w głowie mam jego słowa: "A społeczeństwo śpi i mleko mu się śni, co w półlitrówkach tkwi cicho na progu. Dzieci i starsza brać wszyscy chcą mleko chlać, przerażająca jest siła nałogu". Szkoda, że nie żyje. Spotkałem go kilka lat przed śmiercią, miał straszliwego Parkinsona. Kiedy słucham jego tekstów, w którym nie ma gramatycznych rymów, myślę sobie, że to był geniusz, któremu życie zgotowało piekielny los. Pewnie ze mną też tak będzie...

Teatr: W 2004 roku, w chorzowskim Teatrze Rozrywki zagrałem Wolanda w przedstawieniu "Bal u Wolanda" na podstawie "Mistrza i Małgorzaty". Kolejne wyzwanie, którego podjąłem się... dla pieniędzy. Po tym doświadczeniu stwierdziłem, że teatr kompletnie mnie nie kręci. Nie wyobrażam sobie kwoty, która miałaby mnie przekonać, żebym znów pojawił się na deskach sceny. Uważam aktorstwo za najniższy poziom sztuki, niżej jest tylko manekin. Do "Balu..." stworzyłem songi i one były najbardziej wartościowe (śmiech).

Idol: Był mi potrzebny tak jak Dodzie taniec z łyżwami. Jeszcze jeden job, który można wziąć lub nie. Znów potrzebowałem kasy. Trochę śmiechu, cynizmu i stałem się rozpoznawalny. Dzięki temu programowi poznałem Monikę Brodkę - wielki talent. Mógłbym się nawet w niej zakochać. Rzadko się zdarza, żeby ktoś wzbudzał we mnie jakieś uczucia. Tym razem tak się stało. Myślałem sobie wtedy, że ona nie pozwoli się ukąsić przez skorpiona show-biznesu. Szkoda, że jednak ją ukąsił.

Pudelsi: Bardzo wiele siebie włożyłem w ten zespół. Do tej pory nie mogę się z tego otrząsnąć. Przykro mi, że tak się stało. Powiem alegorycznie: można oszukiwać pewną grupę ludzi przez jakiś czas, ale nie wszystkich. 20 lat śpiewałem w Pudelsach, 20 cholernych lat. I poprosiłem o zwolnienie, jak żołnierz po latach służby. Ćpałem, chlałam, pisałem i grałem najwięcej z nich. Byłem na pierwszej linii frontu. Wciąż żyję i to ich porażka. Chłopaki, nie udało wam się mnie zabić! Już się zmęczyłem i poprosiłem o emeryturę.

Homo Twist: Mój zespół jest dla mnie najważniejszy. Tak, ciągle zmieniamy skład. Ale chyba nie dlatego, że jestem trudny. Nie jestem aż tak trudny, żeby bez przerwy wyrzucać ludzi. Oni sami się zmieniają. W pewnym momencie ktoś z nas osiąga taki poziom, na który ktoś inny (z zespołu) już nie da rady wejść. Zamiast tego krzyczy: Chcę buty, spodnie! Forsę. Przecież forsa przychodzi, ale ktoś chce wcześniej. Więc wyjmuję ją z kieszeni. Szczyt poniżenia...

Matematyk: To nasza ostatnia, szósta płyta. Mocna muza, mocne teksty. Skąd tytuł? Niestety, żyjemy w czasach, w których dwa razy dwa przestało równać się cztery. Zresztą w wyższej matematyce też nie równa się cztery. Jak ktoś sięgnie po płytę, to się o tym przekona. Myślenie to rodzaj matematyki. Ono ma przyszłość... Album nagraliśmy w składzie: ja, Olaf Deriglasoff, Tomasz Dominik i Piotr Lala Lewicki. Jednym z gości jest Janek Borysewicz. Gra na gitarze. Jest dla mnie rockandrollowym wzorem: jak można pokazać przyrodzenie pierwszym rzędom i nadal być na topie (śmiech). Mam nadzieję, że Janek się nie obrazi. Z tego, co wiem, nikt nigdy nie zapraszał go do roli sidemana, bo każdy się boi, że odmówi. Ale przecież mnie się nie odmawia.