W tym roku The Rolling Stones obchodzą jubileusz 50-lecia istnienia. Nie ustają spekulacje co do rocznicowej trasy koncertowej grupy oraz czy – o ile do niej dojdzie – będzie to trasa pożegnalna. Związek Micka Jaggera i Keitha Richardsa gitarzysta określa z jednej strony jako "stare małżeństwo", z drugiej jako "toksyczny".

Z powodu kłótni związanej z publikacją głośnej autobiografii Richardsa "Życie", w której gitarzysta wyśmiewa się m.in. z genitaliów wokalisty, widmo przedwczesnego rozpadu zawisło nad zasłużonym zespołem. Rozpad byłby przedwczesny, ponieważ odbyłby się przed jubileuszową trasą. Ta wydaje się fanom Stonesów oczywistością i obowiązkiem muzyków.

Wczoraj zespół ogłosił daty trzech koncertów. Pierwszych od 2005 roku. The Rolling Stones zagrają 25 i 29 listopada w Londynie a także 13 i 15 grudnia w Newark. 13 listopada będzie miała miejsce również światowa premiera najnowszego wydawnictwa Stonesów – kompilacji "GRRR! Greatest Hits", zawierającej najsłynniejsze przeboje zespołu i dwie nowe kompozycje.

Keith Richards i Mick Jagger poznali się w dworcu kolejowym w miasteczku Dartford w 1960 roku. Uwagę nastoletniego Richardsa zwróciły płyty rockandrollowe i bluesowe, które Jagger trzymał pod pachą. W przedziale pociągowym nawiązała się rozmowa, która skutkowała założeniem jednego z najważniejszych zespołów rockowych.

W oczach fanów Richards jest niezłomnym bohaterem. Nigdy nie dostosowywał się do oczekiwań branży muzycznej. Za młodu wdawał się w bijatyki z publicznością. Wychowany w ubogiej rodzinie i zafascynowany amerykańskim bluesem, Richards uznał, że muzyka jest jedyną drogą ucieczki od bolesnej przeciętności. Szybko stał się jednym z idoli brytyjskich nastolatków, bawiących się na koncertach Rolling Stonesów. Po latach artystycznego rozkwitu, Richards stoczył się w narkotykową matnię. Gdy się z niej wydobył, były już późne lata 70. a zespołem dowodził Mick Jagger.

Wokalista traktował grupę przede wszystkim jak korporację biznesową zatrudniającą setki osób i posiadającą zobowiązania do wypełnienia. Podczas gdy Richards zapadał coraz głębiej w heroinowe i alkoholowe uzależnienie, Jagger usiłował dowodzić rozbitym zespołem. Zaprowadził zmiany stylistyczne. The Rolling Stones odeszli od, ukochanego przez Richardsa, rock and rolla i bluesa na rzecz popularniejszej muzyki dance, której wokalista słuchał bawiąc się w modnych, nowojorskich klubach. Gdy Jagger prowadzał się z Andym Warholem po najmodniejszych lokalach, Richards zamieszkał na Jamajce – z dala od zgiełku show-biznesu. Dawni przyjaciele porozumiewali się jedynie przez osoby trzecie.

Gdy w 1985 Jagger rozpoczął karierę solową, powodując tym samym największy kryzys w historii zespołu, Richards oczywiście wyszydził nagranie kolegi. W ciągu ostatniej trasy koncertowej prawie się do siebie nie odzywali. Mieszkali w osobnych przyczepach, widywali się jedynie na scenie. – Czasem tęsknię za przyjacielem. Zastanawiam się: gdzie on się podział? – wyznał gitarzysta w swojej książce.

Fani uważają Richardsa za niezłomnego, prawdziwego rockandrollowca. Jaggerowi zarzucają słabość do sławy i tytułów. Gdy w 2003 roku otrzymał brytyjski tytuł szlachecki, Richards jak zwykle go wyśmiał. Jednak być może to właśnie wokalista poświęcił więcej na rzecz zespołu. Podczas gdy gitarzysta oddawał się swoim nałogom i kultywowaniu buntowniczej postawy, Jagger robił wszystko, by The Rolling Stones nadal funkcjonowali, nawet za cenę młodzieńczych ideałów. Udało mu się.

Chętniej na temat koncertowania wypowiadał się Richards, który zaprosił nawet do udziału dawnych członków zespołu – basistę Billa Wymana i gitarzystę Micka Taylora. Dla Richardsa – ucieleśnienia blasków i cieni rockandrollowego trybu życia, trasa maluje się jako obowiązek wobec fanów.

Aby mogło do niej dojść, musiał jednak wpierw przeprosić Jaggera za zniewagi, jakimi obrzucił go w swojej książce. Richards opisał nie tylko trudny charakter lidera, jego fanaberie i dbanie głównie o własny wizerunek. Nazwał go "primadonną". Przeprosił, starzy przyjaciele podali sobie ręce a fani znów w gorączce snuli plany kolejnej światowej trasy. Być może ostatniej okazji, by posłuchać Stonesów na żywo.