Minął rok od twojego solowego debiutu. Rok, który można podsumować parafrazując tytuł twojej płyty – "Mój rok". Czy przystępując do pracy nad krążkiem "Mój big-bit" spodziewałaś się tak dużego sukcesu?

Ania Rusowicz: Nigdy w życiu! To było wielkie zaskoczenie. Okazuje się, że ludzie tęsknili za big-bitem, chociaż sama nazwa odeszła w niepamięć.

Płytą uchroniłaś nie tylko gatunek big-bitu, ale i piosenki swojej mamy, Ady Rusowicz od odejścia w niepamięć. Sięgając po jej repertuar nie obawiałaś się krytyki ze strony jej wielbicieli?

Muszę przyznać, że bałam się różnych reakcji. Ludzie mogą wszystko skrytykować i chętnie to robią. A ja mogłam paść ofiarą krytyki, chociażby ze względu na to, że jestem dzieckiem znanych rodziców. Jednak nikt nikomu jeszcze nie wyrządził krzywdy piosenkami... (śmiech)

Czy autorskie utwory umieściłaś na płycie po to, by zwrócić uwagę krytyków także na własną twórczość?

Zależało mi na połączeniu nowoczesności i starego świata polskiej muzyki rozrywkowej. Wiele osób twierdziło, że mi się to nie uda, że moje piosenki będą odstawały od przebojów skomponowanych 50 lat temu. Okazało się jednak, że większość słuchaczy nie rozróżnia, który numer jest mojej mamy, a który numer to nowy, stworzony w XXI wieku! (śmiech)

Czy masz już przygotowany materiał na nową płytę? Jakich brzmień możemy się spodziewać?

Piosenki powstają każdego dnia. Będzie to płyta w pełni autorska, myślę, że trochę trudniejsza w odbiorze. To, co próbujemy stworzyć z Kubą Galińskim, to gatunek, którego jeszcze nie ma na świecie. Kierujemy się przede wszystkim sercem w tworzeniu nowych piosenek a nie koniecznie tym, czy piosenki wpadną w ucho układającym playlisty w rozgłośniach radiowych. Na razie jestem bardzo podekscytowana, bo wychodzą nam ciekawe, nietuzinkowe utwory.

Nie kuszą cię nowoczesne czarne rytmy w stylu Dezire, w którym niegdyś śpiewałaś? Możemy liczyć na ponowną współpracę z Mają Studzińską w przyszłości?

Nie widzę sensu takiego działania. Kuszą mnie oldschoolowe soulowe klimaty: Wilson Picket, Eddie Floyd, Aretha Franklin.

Czarne brzmienia z czarnych krążków? Słuchasz muzyki z winyli czy jednak preferujesz CD i mp3?

Winyle... Przede wszystkim winyle! (śmiech)

Jakiej muzyki słuchasz jesienią? Czy rozróżniasz dźwięki według pór roku?

Tak... Jesień nastraja nas do słuchania dźwięków bardziej refleksyjnych, nostalgicznych. Ja również się temu zjawisku poddaję i słucham bluesa!

Czy w najbliższym czasie wybierasz się na czyjś koncert?

Niestety, wszystkie koncerty, na które chciałabym się wybrać wypadają w dniu, w którym sama gram. Ale pochwalę się, że udało mi się ostatnio być na koncercie mojego ukochanego zespołu Rival Sons! (śmiech)

Ania Rusowicz jest córką Ady Rusowicz i Wojciecha Kordy. Zanim zajęła się muzyką, studiowała medycynę i psychologię. W 2005 r. nawiązała współpracę z zespołem Dezire, z którym nagrała płytę "Pięć smaków" oraz brała udział w krajowych eliminacjach do konkursu Eurowizji. Pierwszy solowy album Ani Rusowicz "Mój big-bit" ukazał się w październiku 2011 r., zdobywając uznanie krytyków i słuchaczy. Piosenkarkę i jej płytę wyróżniono czterema Fryderykami, nagrodami polskiej branży fonograficznej.