Prosto z sesji zdjęciowej na wywiad... Promocja płyty – czysty obowiązek czy jednak swego rodzaju przyjemność?
Kazik Staszewski: Obowiązek, choć zacząłem dostrzegać w tym pewną przyjemność. Tak, jak całe życie powtarzałem, że nie znoszę tego robić, tak przy tej nowej płycie "Prosto" zauważyłem, że to jest dosyć twórcze zajęcie. Zdecydowanie lepiej jest wyjść z domu, spotkać się, porozmawiać, niż siedzieć w kapciach i oglądać filmy.

Jakie filmy ostatnio najchętniej oglądasz?
– Postawiłem sobie za cel obejrzeć wszystkie Bondy, od początku do końca. W dzieciństwie byłem wielkim fanem serii. Teraz okazuje się, że to straszna... chała! (śmiech)

Muzyka z tych filmów też?
– Zależy, które piosenki. Sam temat bondowski jest bardzo dobry. Mam wrażenie, że w ogóle bardzo jest podobny do tego ze "Stawki większej niż życie". W 1973 roku odziedziczyłem po ojcu kilkadziesiąt płyt. Znalazły się tam m.in. orkiestracje do filmów z Jamesem Bondem. Co ciekawe, była tam już muzyka do tych Bondów, których jeszcze wtedy... nie było. Twórcy filmów ewidentnie mieli wszystko posegregowane i zaplanowane z góry. Jest tam np. muzyka, która pojawiła się w filmie "Moonraker", a on na pewno był robiony po 1973 roku.

Klimat filmowy najwyraźniej ci służy, bo do studia z Kultem też wróciłeś przy okazji piosenek do filmu...
– Tak, wszystko zaczęło się od zlecenia napisania piosenek do "Układu zamkniętego". Pracowaliśmy z Adamem Toczką, człowiekiem z zewnątrz. Okazało się, że to wszystko fajnie brzmi i to był impuls, żeby zrobić razem całą płytę.

Czy to pomysł Adama, by sekcja dęta na płycie "Prosto" wyszła na pierwszy plan?
– Przed nagraniem płyty obiecałem, że się nie będę wtrącał i słowa dotrzymałem. Głos zabrałem tylko w jednej kwestii: poprosiłem, by nie robić z Kultu rockowej kapeli. Nie jestem admiratorem gitar. Dla mnie to instrument całkowicie poboczny. Najważniejsza jest perkusja i bas. Dalej są dęciaki i dopiero na szarym końcu gitary. Adaś to wyczuł.

Dosyć zaskakujące, zważywszy na fakt, że Kult jest jednak utożsamiany ze sceną rockową.
– Dla mnie muzyka rockowa nie musi mieć gitar. Na nas ogromny wpływ wywarła kapela Spear Of Destiny – mocna sekcja dęta, perkusja i gitara daleko w tle, właściwie bez wyrazu. Oczywiście lokujemy Kult w okolicach muzyki nazywanej umownie rockową, ale bez tej mocy gitar.

Gracie ze sobą już przeszło trzy dekady. Na koncertach widać wiekowy przekrój słuchaczy?
– Na koncertach pod sceną przewalają się tłumy ludzi, którzy mogliby być moimi dziećmi. Powiedziałbym, że wnukami, ale to chyba jeszcze za wcześnie (śmiech). Dalej za nimi stoją dorośli z wnukami, czyli dziećmi dzieci, które szaleją pod sceną!

To dla nich jest piosenka "Dobrze być dziadkiem"?
– To piosenka dla wszystkich! To afirmacja tej radości, która przytrafiła mi się już dwukrotnie. Wszem i wobec obwieszczam, że naprawdę dobrze być dziadkiem!

Ponoć planujesz wytatuować sobie portret swoich wnuczek...
– Mój brat cioteczny przekonał mnie, żebym jednak tego nie robił. Uzmysłowił mi, że tatuaż to sprawa nieodwracalna, że zawsze może mi się coś odwidzieć, a nie będę mógł tego zmyć (śmiech). Po prostu boję się, że mogłoby coś nie wyjść.

Z piosenkami kiedykolwiek coś ci nie wyszło?
– No jasne! Pierwsza płyta Kultu jest źle zrobiona. Czwarta, koncertowa także. Piąta jest niezbyt dobra, szósta w sumie też... Wszystkie można by poprawić i zrobić lepiej! (śmiech)

Istnieje zatem możliwość, że spotkamy się za rok i to samo powiesz o płycie "Prosto"?
– Jest to możliwe. Teraz nie mam do tej płyty dystansu. To nasze najnowsze dziecko, nasz niemowlaczek ukochany i najpiękniejszy. Tak jest przy każdej nowej płycie. Każdej, z wyjątkiem naszej pierwszej – ta od początku była jakaś trefna (śmiech). Przy każdej następnej był zawsze początkowy zachwyt. Dopiero po jakimś czasie okazuje się, że te nasze wyrośnięte dzieci mają jakieś wady. (śmiech)

Mówi się, że wyłapywanie wad jest głównym zadaniem krytyków muzycznych. Czytujesz recenzje płyt Kultu?
– Mam taki zwyczaj, że gdy nowa płyta się ukazuje, to ja wyjeżdżam i wyłączam się na przynajmniej tydzień z informacji jakichkolwiek na jej temat – jak jest odbierana, jak się sprzedaje. Dziś dopiero miałem okazję zapoznać się z kilkoma opiniami o nowej płycie. Ktoś "uczynny" wysłał mi link do recenzji, w której nie najlepiej napisano o tej płycie. Na szczęście ktoś inny mnie pocieszył, że nie wszystkie są takie i płyta jest ogólnie dobrze odbierana.

Uwagę na płycie "Prosto" zwraca liczba piosenek. Jest ich aż szesnaście...
– Płyta miała być treściwa – dwanaście piosenek. Stwierdziłem jednak, że będzie więcej, a jak się komuś coś nie spodoba, to będzie mógł przewinąć jak film. Zresztą te wspomniane wcześniej Bondy, które oglądam też przewijam. Gdy są tam jakieś gonitwy czy strzelaniny, to od razu pilot w ruch! (śmiech)

Obchodziłeś niedawno, podobnie jak filmowy Bond 50. urodziny. Czy w tym wieku człowiek przestaje się już bać życia i staje się nieustraszony, niczym ekranowy superbohater?
– Ja się ciągle czegoś obawiam, zarówno w skali mikro, że coś się przydarzy mnie czy moim bliskim, jak i makro – tego, co się dzieje w Polsce, w którą stronę zmierza Europa. To są fobie, które atakują od rana.

Jest na to jakaś recepta?
– Kolega, który jest psychoterapeutą, powiedział, że najlepiej jest mieć przy łóżku lustro, by móc wstać rano, spojrzeć na swoje odbicie, powiedzieć sobie, że jest fajnie i że w ogóle samemu jest się fajnym i wtedy zupełnie inaczej zaczyna się dzień. Mądra rada – polecam.

Nową płytę Kultu też polecasz? Jest fajna?
– Niech każdy sam oceni, ale dla mnie tak! (śmiech)