Nie ma nikogo w Polsce, kto by nie znał tego głosu. Zbigniew Wodecki, autor dziesiątków niezapomnianych przebojów nie żyje.
Jak podano, 5 maja Zbigniew Wodecki przeszedł w Warszawie operację wszczepienia bypass-ów. Niespodziewanie 8 maja nad ranem doznał rozległego udaru mózgu.
- napisano w informacji na stronie artysty.
Wodecki był jedną z najważniejszych postaci polskiego świata muzycznego. Był znany m.in. z takich przebojów jak: "Opowiadaj mi tak”, „Pszczółka Maja”, „Zacznij od Bacha”, „Izolda”, „Chałupy”.
- powiedział PAP Piotr Metz, dziennikarz muzyczny.
Wodecki był bowiem nie tylko popularnym piosenkarzem, głosem, ale także skrzypkiem, trębaczem i kompozytorem, a w opinii Magdy Umer, "jednym z najpoważniejszych artystów, jakich poznałam. Był też +królem życia+ i takim zostanie".
Jak powiedział aktor Andrzej Grabowski, Wodecki nigdy nie potrzebował konferansjera na koncertach, ponieważ sam z powodzeniem pełnił tę funkcję.
Wodecki był nie tylko wokalistą i instrumentalistą, dał się poznać również jako kompozytor i aranżer. Samego siebie określał mianem "śpiewającego muzyka".
Mówił, że nigdy nie przywiązywał szczególnej wagi do słów, muzyka była ważniejsza.- wyznawał w rozmowie z portalem Dwutygodnik.pl.
Naukę gry na skrzypcach rozpoczął jako pięciolatek. W Państwowej Szkole Muzycznej II stopnia im. W. Żeleńskiego w Krakowie uczył się w klasie Juliusza Webera. Pod koniec lat 60. "wciągnął" go artystyczny Kraków i Piwnica Pod Baranami. Występował też z zespołami Anawa (na skrzypcach), Czarna Perła (na trąbce). Grał m.in. z Ewą Demarczyk, Markiem Grechutą. Był skrzypkiem Orkiestry Symfonicznej PRiTV oraz Krakowskiej Orkiestry Kameralnej pod dyrekcją Kazimierza Korda.
- wspominał w wywiadach.
Jako wokalista zadebiutował w 1972 r. na X festiwalu piosenki polskiej w Opolu utworem "Tak to ty". W tym samym roku zrealizował swój pierwszy recital telewizyjny pt. "Wieczór bez gwiazd". Wkrótce potem jego kompozycje i piosenki zaczęli doceniać jurorzy festiwali w całej Polsce.
Łącznie nagrał siedem albumów m.in. "Dusze kobiet", "Obok siebie" czy "Platynowa". Ostatnia praca – "1976: A Space Odyssey" – ukazała się dwa lata temu i zyskała status złotej płyty, dzięki współpracy Wodeckiego z zespołem Mitch and Mitch.
Album, wydany w 1976 r., nie podbił polskich list przebojów. W końcu, jak przyznawał, o płycie "Zbigniew Wodecki" zapomniał nawet jej autor. O pracy przypomnieli muzykowi członkowie formacji Mitch and Mitch, którzy zaprezentowali materiał z lat 70. w jego uwspółcześnionej formie podczas OFF Festivalu. Młoda publiczność nie tylko zaakceptowała wokalistę z "epoki rodziców", ale jego koncert i album stały się jednymi z najważniejszych wydarzeń muzycznych roku.
"Typowy brak wiary we własne siły" - oceniał Wodecki po latach. - mówił artysta, który w momencie nagrywania płyty miał 26 lat. - dodał.
Jak podkreślił Metz, Wodecki- ocenił.
Umer wspomniała natomiast zdziwienie artysty, gdy - podkreśliła.
Jak sam mówił, "to, że udało mi się przez tyle lat utrzymać na powierzchni mętnej wody naszego show-biznesu, to na pewno pochodna tego, że łaziłem po kuchni, po pokojach, po salach szkolnych i ćwiczyłem gamy, tercje, oktawy, utwory Bacha czy Beethovena". – podkreślił Wodecki, który sam marzył, by promować młodych zdolnych ludzi.
Nie zdążył wystąpić na koncertach „Mój jubileusz”, które planował jesienią 2017 r.