Szkoda, bo to również muzyk, który jest oryginałem na polskiej scenie niezależnej. Starsi słuchacze pamiętają jeszcze jego rockową przeszłość, kiedy był klawiszowcem trójmiejskiej
Ścianki. Młodsi kojarzą go z supergrupą Lenny Valentino oraz ze środowiskiem Sissy Records. Ale tak naprawdę po ponad dziesięciu latach kariery wciąż trudno jest go przypisać jednej scenie
czy gatunkowi - szczególnie, że w jego solowej dyskografii ostatnio pojawił się nawet w pełni ambientowy album "Runo". Dlatego też po "Pigs Joys and Organs"
warto sięgnąć bez uprzedzeń i potraktować go jako kolejny zbiór autorskich piosenek Lachowicza.
Artysta nie chodzi prostymi ścieżkami - utwory często zaskakują pod względem kompozycji, podejścia do aranżacji oraz produkcji. Lachowiczowi jak zwykle bliska jest figlarność Becka w singlowym "Like a Pig", ale też eksperymenty z elektroniką w stylu Radiohead pod koniec "Grind My Soul" czy The Notwist w "Pax", a nawet chyba po raz pierwszy nowofalowe klimaty Joy Division w "Joy". Szczególnie pierwsza część albumu wydaje się dużo gęstsza, momentami wręcz ciężka, a przede wszystkim różnorodna. Lachowicz przełamuje schematy zwrotka - refren i odchodzi od rockowej formuły, dodaje zapętlone rytmy, partie klawiszy, melotronu oraz instrumentów dętych i smyczkowych. Pomagają mu w tym w studiu m.in. cenieni instrumentaliści z pogranicza jazzu i muzyki współczesnej: Michał Górczyński, Michał Gos i Andrzej Izdebski. Właściwie nie ma tutaj dwóch podobnych do siebie piosenek - również dzięki temu, że Lachowicz stara się sam sprawdzać w różnych konwencjach wokalnych. Na koniec niezapomniane wrażenie pozostawiają urzekająca prostota "Organs" oraz nieco klasycyzujący romantyzm "All the People".
Może brakuje tu dynamiki, melodyjności i polskich tekstów - Lachowicz najwyraźniej nie patrzy na swój dawny dorobek. To sprzyja kreatywności i nie pozwala jednoznacznie zaszufladkować
artysty. Ci, którzy zostaną entuzjastami twórczości Lachowicza po "Pigs Joys and Organs", powinni go zobaczyć w akcji podczas środowego koncertu w Centralnym Basenie
Artystycznym w Warszawie, a potem w Toruniu i w Katowicach.