Dziennik Gazeta Prawana logo

Figlarne eksperymenty eksmuzyka Ścianki

1 grudnia 2009, 09:43
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Figlarne eksperymenty eksmuzyka Ścianki
Inne
W cieniu sukcesów nowych odkryć wytwórni Mystic - Czesław Śpiewa, Gaby Kulki i Dick 4 Dick, bez echa przechodzi płyta związanego z nią od lat Jacka Lachowicza. Niesłusznie. Znakomitą płytą "Pigs Joys and Organs" były klawiszowiec grupy Ścianka udowadnia, że bardzo dobrze sobie radzi bez dawnych kolegów.




Szkoda, bo to również muzyk, który jest oryginałem na polskiej scenie niezależnej. Starsi słuchacze pamiętają jeszcze jego rockową przeszłość, kiedy był klawiszowcem trójmiejskiej Ścianki. Młodsi kojarzą go z supergrupą Lenny Valentino oraz ze środowiskiem Sissy Records. Ale tak naprawdę po ponad dziesięciu latach kariery wciąż trudno jest go przypisać jednej scenie czy gatunkowi - szczególnie, że w jego solowej dyskografii ostatnio pojawił się nawet w pełni ambientowy album "Runo". Dlatego też po "Pigs Joys and Organs" warto sięgnąć bez uprzedzeń i potraktować go jako kolejny zbiór autorskich piosenek Lachowicza.

Artysta nie chodzi prostymi ścieżkami - utwory często zaskakują pod względem kompozycji, podejścia do aranżacji oraz produkcji. Lachowiczowi jak zwykle bliska jest figlarność Becka w singlowym "Like a Pig", ale też eksperymenty z elektroniką w stylu Radiohead pod koniec "Grind My Soul" czy The Notwist w "Pax", a nawet chyba po raz pierwszy nowofalowe klimaty Joy Division w "Joy". Szczególnie pierwsza część albumu wydaje się dużo gęstsza, momentami wręcz ciężka, a przede wszystkim różnorodna. Lachowicz przełamuje schematy zwrotka - refren i odchodzi od rockowej formuły, dodaje zapętlone rytmy, partie klawiszy, melotronu oraz instrumentów dętych i smyczkowych. Pomagają mu w tym w studiu m.in. cenieni instrumentaliści z pogranicza jazzu i muzyki współczesnej: Michał Górczyński, Michał Gos i Andrzej Izdebski. Właściwie nie ma tutaj dwóch podobnych do siebie piosenek - również dzięki temu, że Lachowicz stara się sam sprawdzać w różnych konwencjach wokalnych. Na koniec niezapomniane wrażenie pozostawiają urzekająca prostota "Organs" oraz nieco klasycyzujący romantyzm "All the People".

Może brakuje tu dynamiki, melodyjności i polskich tekstów - Lachowicz najwyraźniej nie patrzy na swój dawny dorobek. To sprzyja kreatywności i nie pozwala jednoznacznie zaszufladkować artysty. Ci, którzy zostaną entuzjastami twórczości Lachowicza po "Pigs Joys and Organs", powinni go zobaczyć w akcji podczas środowego koncertu w Centralnym Basenie Artystycznym w Warszawie, a potem w Toruniu i w Katowicach.






Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj