Jeśli ktoś kręcił jeszcze nosem z powodu najwyższych not przyznawanych przez magazyny muzyczne na całym świecie ich zeszłorocznej płycie "Merriweather Post Pavilion",
powinien pozbyć się wszelkich wątpliwości. "Fall Be Kind" to płytka krótka, wypełnia ją 5 utworów, ale wrażenie robi niezwykłe. W porównaniu z albumem sprzed roku jest
to muzyka trochę ciemniejsza w brzmieniu. Krążek wypełniają odrzuty z wcześniejszych nagrań, nawet jeszcze sprzed "Merriweather Post Pavilion".
Słychać tu naczelne cechy Animali, jak harmoniczne wokale a la Beach Boys, folkowe bębny i rytmikę (np. w kończącym płytkę "I Think I Can") czy loopy i elektroniczne
eksperymenty, ale konstrukcyjnie i dźwiękowo utwory z EP-ki raczej nie pasowałyby do pulsującej rytmem płyty z wiosny. Świadczy o tym już choćby otwierający "Fall Be Kind"
utwór "Graze", który jest podniosłą suitą na smyczki i głosy, rozbitą w zakończeniu przez absurdalną lecz uroczą fletową codę. W melodyjnym "What Would I Want?
Sky" pojawiają się skomplikowane sample z "Un-broken Chain" legendy amerykańskiego rocka Grateful Dead. Najbardziej skomplikowana produkcja ma miejsce w kończącym
album "I Think I Can", gdzie pojawiają się repetytywne motywy fortepianowe, przełamane rytmicznym tłem syntezatorów, tamburynów i bębenków. Afrykańska motywika słabnie na
tej płycie, ale nie do końca, bo na zamykającym album "I Think I Can" wyczuwalny jest folkowy puls - zapętlona fraza w gospelowym wokalu przechodzi w mantrę.
"Fall Be Kind" wytrzymuje porównanie z "Merriweather Post Pavilion". To tylko kilka utworów, ale są po brzegi wypełnione genialnymi pomysłami, z których każdy pokazuje, że Animal Collective jest dziś najciekawszą grupą na świecie.