Dziennik Gazeta Prawana logo

DJ Vadim: Lady GaGa to objawienie

10 stycznia 2010, 11:12
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
DJ Vadim: Lady GaGa to objawienie
Inne
DJ Vadim (Vadim Peare) - pochodzący z Rosji, wychowany w Londynie, obecnie mieszka w Nowym Jorku - to jeden z najlepszych didżejow ostatnich lat. W połowie stycznia zagra w Polsce trzy koncerty. Nam opowiedział o swoim hobby, podróżach i oczywiście muzyce.





Gdy zaczynałem karierę i związane z nią częste przemieszczanie się po całym świecie, byłem oszołomiony. Każde miasto wydawało mi się inne, piękne, tajemnicze.

Dziś większość z nich już znam i nie czuję takiego podniecenia. Gdy odwiedzam Barcelonę, Paryż, Rzym czy Nowy Jork - zawsze tam znajdę coś nowego do odkrycia. Ale gdy o miejscu, do którego ruszam, wiem, że jest brzydkie - skupiam się wyłącznie na ludziach, którzy niezależnie od wszystkiego świadczą o jego bogactwie. Bo nie każde miasto ma coś poza tym do zaoferowania.

Gdybym wpuścił kogoś do swojej sypialni - miałby problem, bo na stoliku nocnym nie znalazłby zbyt wielu książek. Nie czytam aż tak dużo. Ale ostatnio totalnie pochłonęły mnie eseje Noama Chomsky'ego - o sprawach nie tylko filozoficznych i lingwistycznych, ale i społecznych, ustrojach, gospodarce, terroryzmie, konspiracji. Poruszające. Chomsky znany jest też ze swoich krytycznych analiz mediów w USA oraz krytyki polityki wewnętrznej i zagranicznej USA .

Literacko imponuje mi George Orwell. Jego „Folwark zwierzęcy” oraz „Rok 1984” to dla mnie klasyczne przykłady niezwykle wizjonerskiej wyobraźni. „Rok 1984” i wizja alternatywnej przyszłości w antyutopijnej wersji komunistycznego państwa totalitarnego sprawującego kontrolę nad wszystkim ma po dziś dzień ogromną siłę rażenia.

„Folwark zwierzęcy” z kolei jako przypowieść o mechanizmach przewrotu społecznego też nie traci na aktualności.

Ostatnio zaczytuję się też w prozie bitnika Jacka Kerouaca. Jego najsłynniejsza książka „W drodze” to niezwykła autobiografia - podróż po Stanach Zjednoczonych i Meksyku będąca najgłośniejszą ekspresją istoty Beat Generation - narkotycznej, jazzującej, niepokornej. Bardzo mnie to kręci.

Czasami jest tak, że nie marzę o niczym innym poza ciszą - chcę się odprężyć i przewietrzyć sobie głowę. Pewnie krytycy filmowi albo pisarze mają podobnie - czytanie i oglądanie w wolnym czasie jest ostatnią rzeczą, której pragną. Mam jednak to szczęście, że muzyka jest moją prawdziwą pasją, więc nie czuję się specjalnie udręczony graniem, nawet w przypadku dużego zmęczenia. Bo to nie ma nic wspólnego z nudną biurową robotą od 9 do 5.

Na iPodzie mam jednak totalny miks - house, hip hop czy soul nie są mi obce. Dlatego Frankie Wilson występuje tu obok Gregory'ego Isaacsa, Prince obok Kraftwerk, Carlos Santan obok didżeja Asparagusa.

Ostatnio jestem pod wielkim wrażeniem Lady Gagi - może jej muzyka nie poraża mnie doszczętnie, ale już teledyski - jak najbardziej tak. Ona jest jakby ucieleśnieniem współczesnej Grace Jones, niezwykła wizualnie, jej każde pojawienie się jest jak najlepszy performance - to powinno być biletowane!

Sztuka video to dla mnie niezwykłe doświadczenie - wiem, jak to jest tworzyć muzykę, ale niezmiennie zaskakują mnie jej wizualne interpretacje - wideoklipy są jak małe formy filmowe. Katarzyna Kijek i Przemysław Adamski - to polscy reżyserowie klipów, którzy pracowali np. przy moim kawałku „Black as the night” z albumu Soundcatcher. Słyszalem też o Kindze Burzy robiącej klipy dla La Roux czy Marina and the Diamonds - chyba macie w tym temacie sporo do powiedzenia.

Fascynacja sztukami wizualnymi przenosi się u mnie na kino. Udziela mi się powszechna histeria na punkcie „Avatara” - koniecznie chcę zobaczyć ten film Camerona w IMAKSIE. W oglądaniu filmów mam jednak ostatnio sporo zaległości - dopiero w czasie świątecznego lenistwa obejrzałem np. film o Coco Chanel z Audrey Tautou w roli głównej. Ale największe wrażenie zrobił na mnie film „Bigga than Ben” - rosyjski dramat o moskiewskich emigrantach próbujących raczej nielegalnie radzić sobie w londyńskiej rzeczywistości.


Chyba nie mogę nazwać siebie serialowym nałogowcem, choć wielu moich znajomych kwalifikuje się do tej kategorii. Ale zdecydowanie blisko mi do dobrej rozrywki, raczej brytyjskiej niż amerykańskiej. Uwielbiam sitcom „Mała Brytania” czy angielską niesamowitą komedię „Coupling”.Ale serialem, który pochłaniałem namiętnie są „Herosi” - przemawia do mnie taka formula science-fiction, sam, podobnie jak bohaterowie, chciałbym odkryć w sobie niesamowite zdolności, takie jak telepatia, umiejętność podróżowania w czasie czy latania.



Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj