Dziennik Gazeta Prawana logo

Były muzyk Depeche Mode o występie w Polsce

19 kwietnia 2010, 10:23
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Plakat promujący występ Recoil
Plakat promujący występ Recoil/Inne
Zaledwie dwa miesiące po koncercie Depeche Mode z projektem Recoil przyjedzie do Łodzi Alan Wilder, który 15 lat temu, w czasach największej popularności DM, postanowił odejść od zespołu. „Kulturze” tłumaczy, jak będzie wyglądał jego koncert i jak czuł się, występując pierwszy raz od 15 lat u boku Depeche Mode.

Alan Wilder: Wraz z Paulem Kendallem (brytyjski producent i artysta multimedialny – przy. red.) przesłuchaliśmy wszystkie numery Recoil, także te przed ostatecznym masteringiem i remiksy. Stworzyliśmy set, który można nazwać ogromnym remiksem dokonań Recoil. Zależało nam przy tym na minimalizmie efektów. Bardzo duże znaczenie w projekcie ma obraz. Najpierw spędziłem trzy miesiące, wymieniając się z czterema reżyserami pomysłami na ilustrację do mojej muzyki. Wybrałem Paula, bo bardzo spodobało mi się jego niekonwencjonalne podejście i to, że tworzy nowatorskie efekty wizualne. Podczas występów używamy programu Ableton, na żywo tworząc do tego efekty muzyczne i wizualne.

Andy, Martin i Dave zaprosili mnie do wspólnego występu podczas koncertu charytatywnego w londyńskiej Royal Albert Hall. Ucieszyłem się na spotkanie z nimi po tylu latach. To był pierwszy raz, kiedy zobaczyłem DM po moim odejściu, i widząc rozentuzjazmowany tłum i sam zespół, w pełni zrozumiałem, na czym polega przyjemność grania na żywo. Dziwnie to zabrzmi, ale zajęło mi to jakieś 30 lat. Wcześniej nie miałem specjalnej ochoty oglądać zespołu, bardzo się jednak cieszę, że w końcu ich zobaczyłem i że publiczność nasz wspólny występ odebrała tak pozytywnie. Świetnie się bawiłem.

Na pewno polepszyła się muzyczna jakość Recoil. Po odejściu od Depeche Mode zacząłem swój projekt traktować bardziej poważnie. Chciałem udowodnić, że to coś więcej niż tylko instrumentalny produkt. Od czasu płyty „Unsound Methods” mogłem się wreszcie na tym skoncentrować.

Fletcher był wkurzony, Martin specjalnie się tym nie przejął, a Dave był wtedy niezdolny do jakiejkolwiek oceny.

Nie chodzi o to, że mnie nie polubił. Obawiał się o moją motywację. Byłem wykwalifikowanym muzykiem, a wtedy zespół niekoniecznie potrzebował w swoim gronie zawodowego muzyka. Danielowi spodobał się kto inny podczas przesłuchania, ktoś, kto też pisał piosenki, ale zespół zdecydował się na mnie. Z drugiej strony to właśnie Daniel przekonał mnie, żebym spróbował zarejestrować demo Recoil. Inaczej było w przypadku moich piosenek dla DM. Sam prosiłem zespół o to, byśmy je nagrali i zobaczyli, co z tego wyniknie.

Nie. Po prostu w latach 70. każdy chciał mieć punkowo brzmiący pseudonim. Akurat taki przyszedł mi do głowy.

Kiedy byłem młody, nie bardzo interesowałem się produkcją nagrań. Po prostu chciałem grać na instrumentach. Im stawałem się starszy i na stałe wstąpiłem do Depeche Mode, zacząłem angażować się w to, jak można manipulować dźwiękiem i tworzyć różne atmosfery w studiu. Stało się to dla mnie równie ekscytujące co sama gra.

Staram się nikogo nie reżyserować. Przekonuję tylko do nagrania kilku różnych wersji utworu. Myślę, że to pozwala dać z siebie o wiele więcej. Potem wolę zostać sam i poskładać nagrane rzeczy w finalną całość – bez presji wykonawców. Wtedy właśnie mam czas, żeby dać upust swojej perfekcji i bawić się detalami. Czasami to może zwrócić się przeciwko mnie, ale z drugiej strony zmusza do nieustannego doskonalenia.

Jedną z moich ulubionych produkcji jest „Berlin” Lou Reeda, za którą stoi legendarny Bob Ezrin. Fantastycznie są na niej nagłośnione i zaaranżowane instrumenty. Myślę, że w swoim czasie genialny był również George Martin, któremu The Beatles w dużej części zawdzięczają swój sukces. Szczególnie albumy „Sgt. Pepper”, „The White Album” i „Abbey Road” są producencką perełką. Brian Eno to kolejny znakomity producent.

Dawno nie zainteresował mnie poważnie żaden nowy zespół, może poza projektem Architect Niemca Daniela Meiera (będzie supportował Wildera w Łodzi – przyp. red.). Jeśli chodzi o sprzęt, to raczej nie należę do poszukiwaczy nowości. Nie znoszę przechodzenia przez etap nauki obsługi nowego sprzętu. Wolę pozostać przy sprawdzonych maszynach. Staram się, by w moim studiu królowała prostota.

„Enjoy the Silence” to najbardziej ekstremalny przykład, ale myślę, że po pierwotnych wersjach wielu, nawet tych najzagorzalszych fanów, miało by problemy z rozpoznaniem, m.in. „In Your Room”, „Rush”, „Clean”, „World in my Eyes”, „Walking in my shoes”.

Czy jakiś fragment z wizyty w Polsce pamięta pan szczególnie? Pamiętam pierwszy pobyt i nie najlepszy hotel w Warszawie, w którym spaliśmy. Występowała tam jakaś kiepska kapela. Po tym, jak odwiedziliśmy bar z nielegalnie podawaną whisky, wspomnienia się urywają...

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj