Nie jest łatwo oprzeć się singlowi promującemu najnowszy krążek Avril Lavigne. Na kim nie zrobi wrażenia wpadająca w ucho melodia piosenki "Girlfriend", w której gitary
pop-punkowo jazgoczą do dynamicznego, hip-hopowego rytmu, ten musi skapitulować przed faktem, że młodziutka piosenkarka nagrała jej refren w ośmiu wersjach językowych: po angielsku,
mandaryńsku, włosku, niemiecku, portugalsku, francusku, hiszpańsku i japońsku. Podobno też próbowała zaśpiewać go w hindi, ale bariera językowa okazała się nie do przejścia.
O polskiej wersji "Girlfriend" kręgi zbliżone do Avril milczą. Jest jednak tajemnicą Poliszynela, że spodziewać się jej wizyty nie powinniśmy, bo w odróżnieniu od Leonarda
Cohena z Polską, młodziutkiej Kanadyjce, nie jest po drodze. Koncert, który wokalistka dała dwa lata temu w Katowicach, zakończył się spektakularną frekwencyjną klapą. Spodek zionął
pustką, nawet mimo tego że pod płaszczykiem prezentu z okazji Dnia Dziecka przez tydzień organizator sprzedawał dwa bilety w cenie jednego. W takiej sytuacji trudno raczej od gwiazd oczekiwać
gestów szczególnej sympatii.
Avril Lavigne od początku swojej kariery cieszy się sławą dziewczyny, która wie, czego chce. Mocniejszej i bardziej błyskotliwej i bardziej brawurowej niż wszystkie pięć Spice Girls razem
wzięte. Długowłosa chłopczyca, co to i pokrzyczy, i pojeździ na deskorolce, powraca na scenę jako zupełnie nowa osoba. Avril bowiem jest już nie tylko rockową wokalistką, ale od ubiegłego
roku również modelką prestiżowej agencji Forda i aktorką, mającą na koncie dubbingową rolę oposa w amerykańskiej wersji "Skoku przez płot" i drugoplanową kreację
akademickiej aktywistki w "Fast Food Nation". Od tego tygodnia zaś Avril jest również bohaterką mangi "Make 5 Wishes", opowiadającej o przygodach
introwertycznej nastolatki Hana. Podpisanie umowy z wydawnictwem komiksowym to tylko jeden z gestów, jakie Avril przy okazji premiery najnowszej płyty zamierza uczynić w stronę swoich fanów.
Kolejnym będzie lipcowa premiera sygnowanego nazwiskiem Kanadyjki autorskiego modelu gitary Fender Telecaster.
Do czasu pojawienia się na scenie Avril, kanadyjski rock miał twarz Bryana Adamsa i był obiektem szyderstw bohaterów kreskówki "South Park". Nastolatka postanowiła nadać mu
buntowniczy wymiar. Swój image Avril oparła na negacji wizerunku Britney Spears. Śpiewa przy akompaniamencie hałaśliwej rockowej gitary i nosi się jak łobuzica z sąsiedztwa. Buntuje się,
więc jest. Na razie tylko etatową skandalistką rocka dla trzynastolatków, ale marzy o głównej roli w filmie biograficznym o Courtney Love. Wprawdzie twierdzi, że nie chce promować swojego
ciała, ale artystyczne talenty, ostatnio coraz chętnie oprócz środkowego palca pokazuje fotografom również biustonosz. Dwa razy starsza od niej Courtney publicznie przestrzegała ją przed
zażywaniem narkotyków i pochopnym ślubem. Ta jednak niewiele sobie robiąc z rad starszej koleżanki, w ubiegłym roku poślubiła Derycka Whibleya, lidera pop-punkowej grupy Sum 41 i bardzo sobie
chwali tę decyzję. Podobnie zresztą jak tę o wzięciu w ubiegłym roku urlopu od muzyki i skoncentrowaniu się na karierze aktorskiej.
Swoją debiutancką płytę wydała w wieku 17 lat. Album "Let Go" (2002) sprzedał się w nakładzie blisko 18 mln egzemplarzy i był nominowany do nagrody Grammy aż w 8
kategoriach. Kolejny, "Under My Skin" (2004), nagrany we współpracy z kanadyjską piosenkarką Chantal Kreviazuk, był - jak twierdziła artystka - bardziej dojrzały i bardziej
jej. Podczas niedawnego press touru po Europie Lavigne zarzekała się, że "jej poprzedni album był zdecydowanie zbyt osobisty. "The Best Damn Thing" nie ma takich
pretensji. Nie jest nawet płytą serio".
Dowodem jest nie tylko wesołkowaty "Girlfriend", przymierzana na drugi singel patetyczna ballada "Keep Holding On" z filmu "Eragon" czy
którakolwiek z pozostałych 10 piosenek, ale przede wszystkim zaplanowane na przyszły rok światowe tournée. Zgodnie z zapowiedziami wokalistki ma to być spektakularny show. Avril na
scenie towarzyszyć będzie większy zespół muzyczny i - po raz pierwszy w karierze - grupa tancerek. Czy Lavigne okaże się jak wino: im starsza, tym lepsza? Być może. Niepokoi tylko
wyrachowanie wokalistki, która wierzy, że z dodatkowymi "bąbelkami" jej piosenki powinny szybciej uderzać fanom do głowy.