Dziennik Gazeta Prawana logo

Fryderyki jeszcze nie błyszczą, ale...

13 października 2007, 14:21
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Fryderyki próbują odzyskiwać blask. Do splendoru pamiętego z pierwszych dwóch, trzech uroczystości jeszcze bardzo daleko. Coś się jednak zmienia na lepsze i to przede wszystkim w świadmości branży fonograficznej, która Fryderyki zaczyna znów szanować.

Nie w eleganckim teatrze lub Sali Kongresowej Pałacu Kultury, ale w udającej swojską, a przez to eiltarno-snobistycznej, położonej na warszawskiej Pradze Fabryce Trzciny, odbyła się gala wręczenia nagród Akademii Fonograficznej za rok 2006. Nie obyło się bez gaf, pomyłek i skandalicznego, bo ponad dwudziestominutowego, spóźnienia. Goście, którzy za bilety zapłacili aż 280 złotych stali na dworzu pod telebimem, z którego raz coś było słychać, a raz nie. Mimo to na przyszłość Fryderyków należy spojrzeć z optymizmem.

W kategoriach związanych z muzyką rozrywkową wygrali artyści, którzy wygrać musieli. Ania Dąbrowska na polskim rynku rywalek nie ma. Jej płyta sprzedała się w ponad 46 tysiącach egzemplarzy, co jak na czasy mp3, młodzieży w Londynie oraz zdominowania przez supermerkety handlu płytami należy uznać za sukces kolosalny. Dąbrowska zaproponowała płytę refleksyjną, poza dwoma, trzema przebojami, nie najłatwiejszą w odbiorze, i - co najważniejsze - bardzo starannie wyprodukowaną. Do tej pory takie podejście do albumów kończyło się w Polsce komercyjnym fiaskiem.

Trzy nagrody dla Andrzeja Smolika uznać można za małą niespodziankę. Zdziwienie ulatuje, jeśli jednak spojrzy się na to, z jakimi nazwiskami kompozytor roku stawał w szranki. Pokonał między innymi Waglewskiego i Rubika.

Dwa Fryderyki dla łódzkiej Comy są z kolei docenieniem ogromnego fenomenu zespołu. Coma jest obecnie najbardziej popularną koncertową grupą w kraju, przyciągającą na płatne, biletowane koncerty prawdziwe tłumy.

Gala, która powróci do telewizji (TVP1 planuje na środowy wieczór retransmisję) pokazuje ogromne paradoksy, z jakimi mierzy się polska branża muzyczna. Z jednej strony wciąż musi zmagać się ze szturmem dinozaurów, którzy wykorzystają każdą chwilę do, jakże popularnego, lansu, z drugiej zaś pełno w niej pasjonatów, ludzi, którzy dla muzyki są w stanie zrobić wiele.

Fryderyki znów zaczną być w cenie. Ich siła nie przełoży się jednak - jak niegdyś - na platynowe nakłady płyt. Teraz cenniki artystów-laureatów pójdą w górę. W większości przypadków to dobrze, bo pieniądze zarobione za udział w programach telewizyjnych i granie koncertów zwycięzcy Fryderyków zainwestują w jeszcze lepszą produkcję muzyki.

A na tym zyskamy wszyscy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj