Motywem powrotu do wspomnień sprzed 20 lat jest przygotowany właśnie film "From the sky down" w reżyserii Davisa Guggenheima. Dokumentuje on historię powstania płyty "Achtung baby", która – jak się podkreśla – uratowała zespół i sprawiła, że muzycy odstąpili od planów rozwiązania zespołu.

"Teraz nadszedł moment, by ujawnić publiczności ten nasz sekret" – powiedział Bono rzymskiej gazecie.

"Dzisiaj – wyjaśnił – znajdujemy się w takiej samej sytuacji, jak wtedy. Jesteśmy w miejscu, w którym powracamy do pytania: czy ludzie naprawdę potrzebują nowej płyty U2? My już ich tyle wydaliśmy. Jeśli nie ma uzasadnionego powodu, by znów pojawić się na rynku, lepiej dać sobie spokój" – stwierdził Bono.

Wspominając chwile, gdy zespół przystępował do pracy nad albumem "Achtung baby" w Berlinie, przyznał: "Byliśmy na ostatnich nogach(..) Totalna depresja. Kłótnie dobrze robią, pozwalają wyrazić siebie i argumentować. Cisza, taka cisza, jest groźniejsza".

"Między nami był chłód. Temperatura na zewnątrz była poniżej zera, ale w studiu nagraniowym było jeszcze zimniej – wspomina lider U2.


Bono wyjaśnił przyczyny kryzysu: "Poszukiwaliśmy muzyki, której nigdy nikt wcześniej nie słyszał – to był nasz narkotyk. Tak było zawsze i wciąż tak jest. Wiem, zrobiliśmy ważne rzeczy w świecie rocka, ale muzyka, którą graliśmy do tamtego momentu, była czymś, co mógł grać każdy, a w wielu przypadkach , jak w "Rattle and Hum", to było straszliwe deja vu. W tym momencie wybór był następujący: albo wymyślimy coś nowego albo wracamy do domu".

Zapytany o to, co uratowało wtedy grupę przed rozwiązaniem, odparł: "Powoli zaczęliśmy uświadamiać sobie, że mamy coś w ręku".

Za przełomowy moment uznał nagranie piosenki "One". "To ona wszystkich pogodziła" – wyznał. Opowiedział również o pobycie zespołu w Berlinie w chwili, gdy upadał tam Mur i gdy wszyscy poszli w nocy świętować to wydarzenie:

"Wokół nas byli wściekli ludzie, którzy wykrzykiwali niezrozumiałe slogany. Dopiero później zdaliśmy sobie sprawę z tego, że znaleźliśmy się w środku manifestacji neonazistów, którzy protestowali w obronie Muru" – opowiada.

Na pytanie, czy wciąż istnieje ryzyko, że U2 może się rozpaść, Bono odpowiedział : "Nie wiem, zobaczymy. Dla wielu ludzi, także Włochów, U2 stało się wiarą , a bycie misjonarzem to olbrzymia odpowiedzialność" – stwierdził.

"Stworzyliśmy wielką muzykę, graliśmy na ogromnych przestrzeniach. Teraz, jeśli chcemy przeżyć, musimy powrócić do małych miejsc, do małej muzyki" – ocenił Bono.