Dziennik Gazeta Prawana logo

Vanessa Paradis w taksówce do raju

1 grudnia 2007, 10:06
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Vanessa Paradis w taksówce do raju
Default
Czy komuś, kto nazywa się Raj, może się źle ułożyć w życiu? Vannessa Paradis, która na południu Francji, u boku Johnny’ego Deppa znalazła swój prywatny raj, a jako aktorka i piosenkarka, z dala od hollywoodzkiego blichtru, realizuje artystyczne projekty, jest żywym dowodem, że mieć dobre nazwisko to jak urodzić się pod szczęśliwą gwiazdą. Na początek wystarczy.

Maj 1980 roku. Przy wielkim mikrofonie staje maleńka Vanessa. Ubrana jak harcerka: ciemna spódniczka, biała bluzka i czerwona chustka zawiązana na ramionach. Na widowni siedzą rodzice ośmiolatki i jej wujek Didier Pain, producent muzyczny. To on umożliwił małej występ w obleganym show "L’École des Fans" (zbliżonym formułą do naszego "Od przedszkola do Opola"), którego gospodarzem jest Jacques Martin. Paradis śpiewa piosenkę "Chanson d’Emilie jolie et du Grand Oiseau" z musicalu "Emilie Jolie" Phillippe’a Chatela. Utwór z repertuaru Martina właśnie. Jej rozczulający, mały głosik rozbraja widzów przed telewizorami i publiczność.

Ów słodki i niewinny głosik to do dziś znak rozpoznawczy Vanessy. Dzięki niemu nawet w wieku 35 lat piosenkarka w oczach widzów pozostaje dzieckiem. Ten wizerunek utrwalony został dzięki "Joe Le Taxi" - wielkiemu hitowi 1986 roku, który z miejsca wdarł się na pierwsze miejsca francuskich list przebojów i okupował je przez 14 tygodni. Do Wielkiej Brytanii dotarł później, na początku 1988 roku, ale długo gościł w zestawieniach muzycznych bestsellerów jako nr 3. Podobne triumfy Vanessa i jej taksówka święciły w 15 innych krajach.

Z wydaniem płyty długogrającej panna Paradis poczekała jednak do swych 15. urodzin. Album "M&J" (pierwsze litery imion Marilyn i John), na którym poza "Joe Le Taxi" znalazły się takie hity, jak "Manolo Manolette" i "Maxou", stał się także początkiem niezwykłej współpracy młodej gwiazdki z kompozytorem Franckiem Langolffem, który opiekował się nią nieprzerwanie przez 20 lat, aż do śmierci w 2006 roku.

Debiut Francuzki krytycy okrzyknęli strzałem w dziesiątkę - "Joe Le Taxi" i śpiewająca go Vanessa zapoczątkował erę filigranowych lolitek lat 80. i 90., które zawojowały popowe sceny i zyskały rzeszę naśladowczyń. A w dodatku, niczym lalki Barbie, cieszyły się karierą i popularnością dorosłych piosenkarek. Z tą różnicą, że Vanessa udowodniła potem, że z Barbie niewiele ją łączy. Dziś nie lubi wspominać tamtych czasów. Jeśli już, to raczej w wywiadach wyśmiewa infantylne, głupawe piosneczki, które wtedy śpiewała, a już na pewno nie godzi się na ich wykonywanie.

Jako pierwszy aktorkę zobaczył w niej Jean-Claude Brisseau i powierzył rolę w "Nocach Blanche". Nie pomylił się. Za kreację efemerycznej, zakochanej w swoim o wiele starszym nauczycielu nimfetki 17-letnia Vanessa zgarnęła pierwszą filmową nagrodę, Cezara w kategorii najlepiej zapowiadająca się aktorka i... wróciła do śpiewania. Ledwie rok później z pomocą słynnego piosenkarza Serge’a Gainsbourga szybko nagrała drugą płytę, "Variations sur le meme t’aime". Na trzecią także nie trzeba było czekać długo - w 1992 roku wyjechała do Nowego Jorku, by tam, pod opieką ukochanego Lenny’ego Kravitzawydać, tym razem po angielsku, album "Vanessa Paradis". Związek z Kravitzem nie trwał długo. Przez chwilę muzyk (i oficjalnie wciąż mąż Lisy Bonet) prowadził ją za rękę, objaśniając wielki świat rock’n’rolla, wina i śpiewu.

Ale obojgu szybko się znudziło. 19-letnia piosenkarka postanowiła spróbować dorosłego życia w Stanach na własny rachunek. Podpisała opiewający na 3 mln franków kontrakt z Chanel i została nową twarzą perfum Coco Chanel, a reklamujący je plakat z Vanessą jako czarnopiórym ptakiem zamkniętym w złotej klatce, obiegł świat. W ciągu ostatnich kilkunastu lat koncern jeszcze dwa razy sięgał po swą wypróbowaną modelkę, z sukcesem promując dwie nowe linie torebek i perfumy. Tę popularność Vanessa wykorzystała, wracając w ramiona X muzy.

W 1995 roku na ekrany wszedł film z nią w roli głównej, "Elisa", w którym szukała zemsty na własnym ojcu. Partnerował jej Gérard Depardieu i wielokrotnie potem podkreślał, że Paradis ma zadatki na świetną aktorkę: "Stale zaskakiwała mnie wewnętrzną siłą i determinacją, z jaką przystępowała do prób. Ma wszystko, co potrzebne, by zostać wielką aktorką" - mówił, a krytycy mu wtórowali. To był wstęp do współpracy ze znakomitym Patrice’em Leconte’em. Najważniejszej w filmowej karierze Vannesy Paradis.

W sumie zagrała w trzech obrazach, które reżyserował, lub do których pisał scenariusz: "Dziewczyna dla dwóch" z Alainem Delonem iJeanem-Paulem Belmondo, "Dziewczyna na moście" (która przyniosła Vanessie nominację do Cezara wkategorii najlepsza aktorka) oraz "Billy i Colette". A recenzenci? Mieli kolejną okazję do narzekań, że... utalentowana aktorka zbyt rzadko pokazuje się na ekranie.

10 lat temu gwiazda aktorki nieco przygasła, ale nie bez powodu. W 1998 roku Vanessa Paradis spotkała miłość swego życia - piekielnie utalentowanego i zabójczo przystojnego Johnny’ego Deppa. Wpadła mu w oko w lobby paryskiego hotelu, gdy Depp kręcił sceny do filmu Romana Polańskiego "Dziewiąte wrota". Od tej pory są nierozłączni, choć żyją bez ślubu. "Papier nie zaświadczy o naszej miłości" - tłumaczą zgodnie.

Funkcjonują jako jedna z najbardziej zjawiskowych par Hollywoodu. Zawsze stylowi, zawsze oryginalni, zawsze po parysku barwni. Szyk ten kilka tygodni temu doceniła słynna hollywoodzka stylistka Andrea Lieberman (zatrudniały ją m.in. Gwen Stefani i Jennifer Lopez), dopisując Vanessę Paradis do listy najlepiej ubranych kobiet w show-biznesie, opublikowanej w amerykańskiej edycji listopadowego "Elle".

To miłe, ale dla 35-letniej aktorki i piosenkarki nie najważniejsze. Bo najważniejsza jest rodzina. Państwo Depp mają dwa domy, rezydencję w Hollywood i farmę w południowej Francji, a także kilka apartamentów - w Paryżu, na Manhattanie i na jednej z wysp Bahama.

Ale przede wszystkim dwoje ślicznych dzieci: córkę Lily-Rose Melody Depp i synka Christophera "Jacka" Deppa III oraz wielką potrzebę stabilizacji. "Nasze dzieci są już w tym wieku, że same potrzebują zakotwiczenia. Mają swoich przyjaciół, życie towarzyskie i jest im trudno zrozumieć, dlaczego wciąż muszą zmieniać otoczenie" - mówi Vanessa, ale jednocześnie przyznaje, że za skarby świata nie zamieniłaby się z nikim na los. "Spotykam wciąż nowych ludzi, artystów, oglądam ciągle inne, nowe miejsca, zmieniam się. Nawet moje dzieci są dzięki takiemu życiu są dojrzalsze. Gdy idą z nami na koncert Dylana, starają się wspiąć na scenę, by móc lepiej widzieć i chłonąć wszystko, co się dzieje z bliska. Kocham to!

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj