Żywotność ludowej tradycji kolędowania to paradoksalnie zasługa "przemysłu wigilijnego", dzięki któremu "Lulajże Jezuniu" towarzyszy nam przez cały ostatni miesiąc każdego roku - od telefonów komórkowych po supermarkety. Niestety tylko muzykolodzy i etnografowie pamiętają, że przez całe stulecia poszczycić mogliśmy się równie bogatym repertuarem pieśni wielkopostnych.

Reklama

Na szczęście nawałnicy króliczków, kurczaków i pisanek nie poddały się arcydzieła sztuki pasyjnej - monumentalne oratoria Bacha. Wielu wybitnych wykonawców poświęciło im spory kawałek życia. Holender Ton Koopman nie tylko stworzył epokowe interpretacje Pasji Mateuszowej oraz Janowej, lecz także podjął trud rekonstrukcji zachowanego we fragmentach oratorium do tekstu Ewangelii św. Marka. Z kolei "papież" wykonawstwa muzyki dawnej Nikolaus Harnoncourt mierzył się z Pasją Mateuszową aż trzy razy: w roku 1971, 1985 oraz 1994. Ostatnie nagranie, właśnie wznowione, wydaje się najdojrzalsze. Mistrz uniknął tym razem mielizn historycznego dogmatyzmu na rzecz ekspresyjnej oraz dramaturgicznej intensywności.

Ale pasyjne arcydzieła barokowego geniusza inspirują nie tylko wykonawców, także wielu współczesnych kompozytorów podejmuje wyzwanie zmierzenia się z Bachem. Na różne sposoby. Na przykład Pasja według św. Marka (Hänssler Classics) Osvaldo Golijova przypaść może do gustu zarówno wielbicielom sławnego kantora, jak i miłośnikom… Buena Vista Social Club. Osadzone w tradycji afrokubańskiej oratorium tego ekscentrycznego południowoamerykańskiego kompozytora wystawianie jest przy wtórze ekstatycznych tańców, przywodzących na myśl capoeirę. Dzieło fascynuje zmysłową intensywnością, tak odległej od europejskich standardów, latynoamerykańskiej wrażliwości religijnej. I chyba o to chodziło Międzynarodowej Akademii Bachowskiej w Stuttgarcie, która w ramach projektu Passion 2000 zapragnęła skonfrontować spuściznę lipskiego kantora z kulturą globalnej wioski. Tak powstały cztery pasje zamówione właśnie u Golijova, a także u Niemca Wolfganga Rihma, Tatarki Sofii Gubajduliny oraz Chińczyka Tan Duna.

"Wodna Pasja" (Sony Classical) tego ostatniego więcej ma przy tym wspólnego z hipnotycznymi buddyjskimi rytuałami niż dramatycznymi barokowymi oratoriami. Tan Dun połączył w subtelny sposób symbolikę Wschodu i Zachodu, za punkt wspólny obierając właśnie wodę - metaforę życia, wieczności i oczyszczenia. Dlatego jego dźwiękowa opowieść rozpoczyna się od sceny chrztu w Jordanie. Ale woda pojawia się tu też całkiem dosłownie jako jeden z instrumentów, współtworząc oniryczno-medytacyjną aurę całości. Takie introwertyczne przeżycie męki pańskiej jest jednak równie głęboko zakorzenione w tradycji europejskiej, o czym przekonuje XX-wieczne arcydzieło gatunku, Pasja Janowa Arvo Pärta. Popularny estoński kompozytor nawiązał w niej do ascetycznego i pozbawionego dramatycznych fajerwerków ducha polifonii gotyckiej. Klasyczne nagranie Hilliard Ensemble (ECM) pokazuje jednak, że pod minimalistyczną powierzchownością kryje się mistyczna głębia.

Komu od Pärtowskiej kontemplacyjności bliższa jest dramatyczna dosadność filmowej "Pasji" Mela Gibsona, powinien sięgnąć po przełomowe dzieło Krzysztofa Pendereckiego sprzed czterech dekad. Polski kompozytor zaskoczył wówczas nowatorskim połączeniem wpływów renesansowej polifonii wokalnej z drapieżnymi eksperymentami, znakomicie ilustrującymi interwencje mocy piekielnych. Najnowsze nagranie Pasji Łukaszowej pod dyrekcją Antoniego Wita dostępne jest w katalogu Naxos. Pärt i Penderecki pragnąc uniknąć porównań z Bachem poszukiwali inspiracji w średniowieczu i renesansie. Arcydzieła lipskiego kantora pozostają jednak nieodzownym punktem odniesienia dla wszelkiej współczesnej sztuki pasyjnej, co wyśmienicie sparodiował argentyński prowokator Maurizio Kagel w swojej Pasji według… św. Bacha (Motaigne).

J.S. Bach: Matthäus Passion

Nikolaus Harnoncourt, Arnold Schönberg Chor, Wiener Sängerknaben, Concentus Musicus Wien