Kalifornijska ekipa od 23 lat przewodzi rozwojowi ciężkiej muzyki gitarowej, przełamuje granice między metalem, hardcore’em, elektroniką, folkiem. Jeśli komuś wydaje się, że ostatnie albumy Metalliki i Iron Maiden proponują coś nowego, albo, o zgrozo, cała fala zespołów nu metalowych stanowi zjawisko oryginalne, to grubo się myli. Lepiej niech sięgnie po przełomowy krążek Neurosis „Souls at Zero” z 1992 roku. Wtedy zrozumie, że muzyka metalowa ma wiele odcieni i wcale nie musi charakteryzować się prostymi utworami według schematu zwrotka –refren, solowymi popisami gitarzystów i galopadami rytmów. Amerykanie idąc z duchem czasów i manifestując znudzenie dotychczasową formułą metalu i hardcore’u obrali nowy kierunek, a ich muzyką zainteresowali się rockmani, jazzmani czy artyści laptopowi.

Reklama

Na określenie stylu Neurosis krytycy często używają określenia postmetal. Idąc tym tropem, grupę można porównać do chicagowskiego Tortoise, który również na początku lat 90. powiedział „dość!” standardowemu rockowemu graniu. Obydwa zespoły wyszły poza ramy swojego gatunku, poszerzyły instrumentarium oraz wachlarz nawiązań stylistycznych. Sięgając do lat 70. po pionierskie dokonania Pink Floyd i Black Sabbath, wykreowali własny styl epoki „post”, ale też odświeżyli mroczny i powolny styl swans, charakterystyczny ciężar Earth.

Albumami „Enemy of the Sun” (1994), „Through Silver in Blood” (1996) oraz licznymi pobocznymi projektami wydawanymi nakładem Neurot Recordings pokazali bezkompromisowość i chęć eksperymentowania. Ich poczynania nie pozostały bez echa w światku muzycznym, wpływ Neurosis ujawniał się dwutorowo. Po pierwsze pojawiła się fala zespołów, które próbowały lepiej lub gorzej kopiować jej styl – jak m.in. Cult of Luna, Minsk, Rosetta czy Pelican. Po drugie niektórzy starali się kreować nowe odmiany ciężkiego, apokaliptycznego metalu jak np. sludge. Szczególnie wyróżniły się Isis i Mastodon, pierwsza w pompatycznych kompozycjach zbliżyła się w rejony Godspeed You Black Emperor!, a jej nagrania remiksował Fennesz. Natomiast druga koncertowała z Toolem i Queens of The Stone Age oraz zyskała uznanie krytyków cenionego „Rolling Stone”, którzy jej ostatni album uznali za jeden z najlepszych w 2006 roku!

Podobnych wpływów można poszukać też na naszej scenie w przypadku zarówno jednego z najbardziej oryginalnych polskich projektów lat 90. Kobong, jak i cenionych za granicą Blindead i Nyia. O wiele większą zasługą Neurosis było jednak uzmysłowienie wielu słuchaczom i artystom, że muzyka metalowa nie musi mieć ograniczeń gatunkowych i tkwić w getcie długowłosych wirtuozów gitar. Dzięki temu dziś swoich inspiracji ciężkim gitarowym graniem nie wstydzą się czołowi laptopowcy jak Austriak Pita czy twórca połamanych brakecore’owych rytmów Drumcorps. Natomiast popularne serwisy internetowe specjalizujące się dotychczas w indie-rocku przygotowują zestawienia płyt Slayera, Napalm Death czy Cannibal Corpse.

W końcu za sprawą nieortodoksyjnego podejścia Neurosis muzyka metalowa i wszelkie jej odłamy doczekały się zasłużonej rehabilitacji i uznania w szerszych kręgach.