Dziennik Gazeta Prawana logo

Carla Bruni: Moje serce należy do Francji

24 grudnia 2008, 08:25
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Jest piękna i utalentowana. Wzdychają do niej panowie na całym świecie, ale zatrzymał ją przy sobie tylko prezydent Francji. Przeczytaj, co Carla Bruni - znana modelka i piosenkarka - opowiada o swojej muzyce, związku z Nicolasem Sarkozym i swoim wieku.

Z nimi zawsze wiąże się moja muzyka. Na ostatnim albumie, który ukazał się już wtedy, gdy byłam panią Sarkozy, wszystkie uczucia splatają się w jedno. To coś między poszukiwaniem idealnego schronienia i chęcią ucieczki, a dążeniem do wolności. Może bycie wolną jest dla mnie azylem? A może w tamtym czasie była nim moja ostatnia płyta? Nagrywałam ją podczas naszego miesiąca miodowego, więc utwory, nad którymi wówczas pracowałam, są dla mnie wyjątkowe. Chciałam nimi dać wyraz mojej radości i spełnieniu oraz temu, że na tym albumie wreszcie mogę być w pełni sobą. Że mogę być taka, jaka jestem naprawdę, a nie jaką widzą mnie inni - zwłaszcza ci, którzy oceniają moje zachowanie w czasie, gdy podróżuję u boku męża. Nagrywanie płyty było cennym doświadczeniem, które przyniosło mi niewiarygodne uczucie ulgi i euforii.

Lubię być żoną. Miałam w życiu różnych partnerów. Ale nigdy nie denerwowałam się tym wszystkim tak, jak tym jednym dniem, spędzonym w białej sukni. Małżeństwo to w ogóle bardzo ważne wydarzenie w życiu kobiety, niezależnie od tego, kim jest jej mąż. To naprawdę coś. A małżeństwo, na które patrzy i które komentuje cały świat, niesie ze sobą dodatkowe obciążenie. Nie mam na myśli wcale tego, że wyszłam za mąż za prezydenta Francji - chodzi mi raczej o reakcję opinii publicznej na nasz związek. Trudno to udźwignąć, nawet jeśli na zewnątrz muszę mówić, że mam plotki i doniesienia prasowe za nic. Przeżywałam to bardzo i wciąż towarzyszyła mi chęć ucieczki. Ale dokąd?

No cóż, w grudniu zeszłego roku stuknęła mi "czterdziestka". Oczywiście łatwo o banalne stwierdzenie, że 40 to symbol, ale mimo wszystko uważam, że to nie to samo, co mieć 39 czy 42 lata. 40 lat to naprawdę symbol dorosłości, powinnam więc być poważna i dorosła, a nie jestem (śmiech). W pewnym momencie w życiu potrzebujemy dosłowności, a 40. urodziny są takim dosłownym napomnieniem: cyfra 4 a potem 0 kołaczą ci się w głowie non stop i są jak tykanie zegara. Są jak kubeł zimnej wody na głowę, który uświadamia nam, że nie będziemy już nigdy mieć 20 lat, i na pewno nie mamy 15. Mimo że czuję się wciąż młoda i młodo wyglądam, to 40 urodziny wytrąciły mnie z równowagi. "Teraz musisz być poważna" - powtarza głos w mojej głowie i sama nie wiem, czy mam go słuchać czy ignorować.

Najważniejsza osoba w moim życiu zawodowym. Wszystko, co z nim się wiązało, było najczystszą poezją - to, co mówił, jak chodził, jadł i jak pracował - bo był osobą do imentu poetycką. Takie też były sukienki, które szył, sposób, w jaki były skrojone, noszone, a nawet... zdejmowane. Kawałek materiału sygnowany "YSL" był jak ucieleśnienie najpiękniejszych strof literatury dzięki jednemu człowiekowi, który nauczył mnie, jak patrzeć i dotykać, jak doświadczać życia, obserwując najdrobniejsze szczegóły z nim związane. Był projektantem mody, ale w rzeczywistości funkcjonował poza światem mody, ponad nim, gdzieś obok, ponieważ nigdy nie podążał za tym, co modne. Gdy na wybiegu nosiłam jego sukienki, miałam świadomość, że wyszły spod ręki geniusza.

Otwiera wiele drzwi. Choć jest tak trudne do zdefiniowania. Ktoś kiedyś powiedział, że piękno daje ci 15 minut forów. Tyle masz czasu przed innymi, których ometkowano: "brzydki". Jednak nasze życie jest krótkie. Myślę, że ten kwadrans to na pewno coś bardzo miłego, lecz później czujesz kompletną pustkę. Mam spory problem z postrzeganiem piękna zgodnie ze współczesnymi kanonami. Dla mnie piękna może być kobieta wyjątkowa, inna, niekoniecznie wysportowana anemiczna blondynka z reklamy. Dziś pojęcie to wiąże się głównie z wizerunkiem młodej kobiety. A przecież nie ma piękna bez wdzięku, oryginalności i inteligencji. W wypadku ludzi wszystko zależy od ich wnętrza - jeśli jest piękne, wygląd nie ma znaczenia. Powiedziałabym, że to, co stanowi o sile piękna, to aura. Coś, co sprawia, że rzecz piękna pozostanie nią wiecznie, niezależnie od tego, czy będzie to obraz Botticellego, czy ostatnia kreacja filmowa Marlona Brando.

Kocham sport, uwielbiam narty i pływanie. Ale na co dzień musi mi wystarczyć kilka prostych ćwiczeń lub szybka runda joggingu, bo nie mam już czasu nawet na tenisa. Interesuję się też piłką nożną, choć nie lubię o niej mówić. To delikatna kwestia: przecież jestem Włoszką mieszkającą we Francji, żoną francuskiego prezydenta. Trudno jest mi to pogodzić np. podczas mundialu lub meczy narodowych. Tak więc, gdy obie drużyny grają ze sobą, ja zwykle kibicuję... obu.

*Carla Bruni (rocznik 1967) - francuska modelka i piosenkarka włoskiego pochodzenia, żona prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy'ego. Jako modelka pracowała m.in. dla Christiana Diora, Paco Rabanne i Karla Lagerfelda. Debiutancką płytę "Quelqu'un M'a Dit" wydała w 2002 roku. W lipcu tego roku, już jako żona Sarkozy'ego, nagrała trzecią płytę w karierze "Comme Si de Rien N'etait".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj