White Lies "To Lose Myself"
Wyd. Universal

p

Zaledwie miesiąc temu BBC okrzyknęło ich drugim obiecującym zespołem 2009 roku – uznając za ich główny atut brzmienie Joy Division i klimat Echo & The Bunnymen. I rzeczywiście – White Lies albumem „To Lose My Lige” trafili od razu na szczyt UK Chart i zostali okrzyknięci obecnie najmodniejszym brytyjskim zespołem. Jednak czy poza wpisaniem się w panującą od kilku lat modę ma on coś jeszcze do zaoferowania?!

Od otwierającego single „Death” słychać, że piętno odbił tutaj producent Max Dingel, który współpracował z The Killers i Glasvegas. Wyeksponowana linia basu, miarowo wybijany rytm, gitary na reverbie i klawisze w tle – nie ma tutaj żadnego nowego dźwięku, oryginalnej aranżacji ani wpadającej w ucho melodii. Wokalista Harry McVeigha stara się naśladować cierpiącego Toma Smitha, a muzycy bez żenady podkradają pomysły The Editors („A Place To Hide”), The Bravery („E.S.T.”) czy Franz Ferdinand („To Lose My Life”). A jedyny pomysł, na jaki mogą się zdobyć, to zatrudnienie orkiestry w tragicznym „From the Stars”.

Czy ktoś będzie jeszcze pamiętał nazwę White Lies pod koniec roku?