Dziennik Gazeta Prawana logo

Macy Gray zwierza się DZIENNIKOWI

6 września 2009, 15:33
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Macy Gray to jedna z najbardziej charyzmatycznych osobowości sceny muzycznej na świecie. Ma na koncie nagrodę Grammy w kategorii najlepsza wykonawczyni muzyki pop. 6 września artystka wystąpi w Warszawie w Sali Kongresowej z koncertem promującym piątą płytę "The Gray Album". DZIENNIKOWI zdradza kilka swoich tajemnic.

Trudno mi odpowiedzieć na pytanie, czy mam ulubione miejsca na ziemi. Z racji swojej pracy dużo podróżuję. Nie chcę się podlizywać, ale do Polski mam szczególną słabość. Niewiele pamiętam, jeśli chodzi o zabytki Warszawy, ale ogromne wrażenie zrobiły na mnie plakaty reklamujące moje koncerty. Byłam naprawdę pod wrażeniem. W żadnym innym mieście tak wielkie podobizny mnie samej nie zerkały z każdego rogu ulicy. Lubię też bardzo klimat Hiszpanii. Barcelona, Madryt – te miasta naprawdę się wyróżniają na tle całej Europy. Choć najwyżej czasu w życiu przyszło mi w życiu spędzić w Londynie, zrozumiałe więc, że do tej stolicy mam wyjątkowy sentyment. Gdy podróżuję, lubię zapoznać się ze sceną lokalnej twórczości: interesuje mnie nie tylko muzyka czy rękodzieło, ale też np. kuchnia i regionalne przysmaki.

Wielu artystów po godzinach pracy nie chce mieć za wiele wspólnego z dziedziną, którą na co dzień się zajmują. Ja jestem bardzo zainteresowana tym, co inni muzycy porabiają w studiu, pasjonuje mnie wszystko, co choćby pośrednio wiąże się z muzyką współczesną. Nowe wschodzące gwiazdy, świetni producenci – muszę wiedzieć, kto jest kim i co w trawie piszczy. Gdy słyszę gdzieś jakiś nowy kawałek, który wpadnie mi w ucho, staję na głowie, by dowiedzieć się, kto jest jego autorem. To chyba skrzywienie zawodowe. Z dzisiejszych śpiewających gwiazd mam wiele uznania dla Adele, szczególnie kocham jej piosenkę „Make you feel love”. Ale kręci mnie też hip-hop i np. Statutory Ray, ale też drapieżna Amy Winehouse. Jednak ktoś, kto zechciałby mi ukraść iPoda, bardzo by się przeraził, bo mam tam niezły śmietnik. Ściągam dosłownie wszystko i dopiero potem robię selekcję. Ostatnio bardzo eksploatuję Santogold i najnowszy album Jaya-Z.

To spora część mojego życia. Może nie jestem typem maniaka kinowego, który w każdej chwili jest gotów wymknąć się na seans, zapominając o bożym świecie. Ale filmy dostarczają mi sporo rozrywki, szczególnie cenię Tony’ego Scotta, bardzo podobał mi się jego film „Deja vu” z Denzelem Washingtonem. W związku z tym, że mam trójkę dzieci, z równie dużym zaangażowaniem co ambitniejsze kino przerabiam też „Transformersów”.

Dziś jednak chodzę do kina znacznie rzadziej niż jeszcze kilka lat temu. Zanim zdążę się zorientować, że film, na który czekam, powinien właśnie mieć premierę, okazuję się, że on już dawno wyszedł na DVD. Więc siłą rzeczy więcej oglądam na domowym ekranie. Na wieczór filmowy chętnie wybieram dramaty oraz kino gangsterskie. Często pytano mnie np. czy filmy bywają dla mnie inspiracją do powstania jakichś utworów muzycznych. Bez przesady, gdy oglądam film, to pochłania mnie to bez reszty i angażuję się w seans w 100 proc. Potrafię jednak docenić fajny soundtrack. Do swoich ulubionych filmów na pewno zaliczyłabym „Człowieka z blizną” i „Chłopców z ferajny”.

czytanie Lektura książek niespecjalnie mnie pochłania. Znacznie częściej sięgam po prasę codzienną i magazyny. Uwielbiam newsy, świeże wiadomości, mam poczucie, że zawsze trzeba być na bieżąco. Szczególną słabość mam do kolorowych gazet, ploteczki o gwiazdach absolutnie mnie fascynują, dlatego regularnie kupuję lub prenumeruję tytuły typu „People” czy „In Touch”, „Us Weekly”.

Lubię też prasę branżową, dlatego zawsze z zainteresowaniem sięgam po muzycznego „Rolling Stone’a”, ale też wciągają mnie sesje zdjęciowe w magazynach „Complex” czy „Paper”. Do leniwego sobotniego śniadania zawsze przeglądam prasę lokalną: „LA Weekly”, bo lubię trzymać rękę na pulsie. Gdy wstaję rano zawsze włączam CNN, a „Time” i „Newsweek” są w moim domu nietykalne.

Popieram zaangażowanie gwiazd w politykę, bo dzięki rozgłosowi tych osób można przyciągnąć uwagę ogółu i zainteresować opinię publiczną ważnymi kwestiami. Tak to po prostu działa, jeśli ktoś znany ma wyrazistą opinię na jakiś temat, ludzie też chcą zabrać głos w takiej debacie. Zawsze istnieje ryzyko, że ktoś będzie głosował na daną partię tylko dlatego, że gwiazda ich ulubionego serialu pójdzie do urny z takim a nie innym pomysłem.

Gdy sama aktywnie wspierałam Baracka Obamę, zanim oficjalnie wystartował w wyścigu o prezydenturę oraz angażowałam się w pomoc ofiarom huraganu Katrina, miałam poczucie misji.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj