Dziennik Gazeta Prawana logo

Bunt nie umarł. "W Polsce coś wisi w powietrzu"

27 grudnia 2016, 15:33
Ten tekst przeczytasz w 14 minut
Sex Pistols podczas koncertu 15 grudnia 1977 roku
Sex Pistols podczas koncertu 15 grudnia 1977 roku /PAP/EPA
Chrzanić to, mamy dość, oto prawda – zdanie wypowiedziane w dokumencie o Sex Pistols "Wściekłość i brud", w pewnym sensie definiujące punkową rebelię lat 70. nie straciło dziś na wartości. Muzyka wciąż ma buntowniczy charakter, a artystom nie ubyło powodów do gniewu.

Liderzy punkowej rebelii – The Clash, Sex Pistols czy The Damned – nie byli jedynymi, którzy muzycznie sprzeciwili się zastanym konwenansom, nie bali się mówić dość, negować i rozwalać rzeczywistość. Nigeryjski artysta Fela Kuti w latach 70. stworzył własną Republikę Kalakuta, zamkniętą komunę, która ogłosiła niepodległość i w której nagrywał rewolucyjne płyty i nawoływał do wyzwolenia Afryki spod imperialistycznych wpływów bogatych krajów. Jerry Lee Lewis nie tylko zrewolucjonizował grę na fortepianie (uważał, że granie na nim wyłącznie dłońmi jest nudne), ale też za nic miał społeczne obyczaje, żeniąc się z 13-latką. Kultowy japoński artysta Yamantaka Eye wraz ze swoją formacją Hanatarash był jednym z liderów muzycznego ekstremizmu, który wstrząsnął Japonią w latach 80. Eye potrafił wjechać na scenę buldożerem, rozwalając przy tym kawałek sali. Mimo licznych szykan i katowania przez policję urodzony w Kingston rastafarianin Peter Tosh nie bał się przez lata w swoich piosenkach i ze sceny głosić hasła piętnujące niesprawiedliwość i nierówność wobec prawa, będąc dużo bardziej radykalnym w osądach niż jego kolega z The Wailers Bob Marley. Swoją cegiełkę do rozłupywania nieakceptowalnej rzeczywistości włożyli też chociażby The Doors, The Stooges, MC5, Joni Mitchell, Bob Dylan, Chuck Berry, czechosłowacki The Plastic People of the Universe czy malijski Tinariwen. Na naszym podwórku swój bunt organizowali Kryzys, Dezerter czy TZN Xenna. Po upadku muru berlińskiego mniejszych lub większych buntowników też nie brakowało, by wymienić Nirvanę, Rage Against the Machine czy Marilyna Mansona. Dzisiaj buntowniczy charakter muzyki wcale nie umilkł. Przeszedł tylko małą metamorfozę.

Nie ignorować mainstreamowych buntów

Muzycy Radiohead mówili: "". Björk nie bała się wykrzywiać ze sceny podczas koncertów w Chinach "". Na Wyspach Jaz Coleman wraz ze swoim Killing Joke czy Justin Sullivan z New Model Army jak zaczęli działać na własnych zasadach i głosić odważne opinie o otaczającym nas świecie w latach 80., tak robią to nadal, ciągle nagrywając znakomite płyty. W Stanach artyści otwarcie krytykują urzędujących prezydentów (Bush) czy kandydatów na prezydenta (Trump). Buntują się także przeciwko serwisom streamingowym, które przynoszą im kuriozalnie małe dochody. W tym roku petycję do amerykańskiego Kongresu o zmianę zapisów dotyczących praw autorskich w internecie podpisało prawie 200 twórców, w tym tacy artyści jak Paul McCartney, Taylor Swift, U2, Jack White czy Lady Gaga.

Gdy porównamy aktualną sytuację w krajach, w których tworzą wymienieni wyżej artyści, a w wielu państwach afrykańskich czy arabskich, w których karą za jakikolwiek bunt może być śmierć czy więzienie, niektóre protesty czy formy muzycznego buntu zachodnich artystów mogą budzić politowanie. Ługi, wokalista warszawskiego zespołu punkowego Skowyt (o którym więcej niżej), przestrzega jednak przed generalizowaniem w przypadku buntowniczych postaw: "". Zgodnie z tymi słowami muzyczny bunt rodzi się w różnych częściach świata. Warto poznać kilka jego przykładów.

Ucieczka z domu

Sonita Alizadeh i Paradise Sorouri musiały opuścić rodzinny Afganistan z wielu powodów. Pierwsza została dwukrotnie sprzedana przez swoich rodziców obcemu mężczyźnie, za którego miała wyjść. Pierwszą transakcję udaremniła ucieczka rodziny do Iranu przed afgańskimi talibami. Drugą transakcję powstrzymała sama Sonita, uciekając do USA. Zyskała rozgłos, kiedy nagrała o tym piosenkę "", w której śpiewa, czy raczej rapuje, o problemie dziecięcych małżeństw. Dziś jest uznaną aktywistką, która poprzez swoją muzykę, lecz także podczas konferencji czy spotkań, na które jest zapraszana, mówi o dramacie dzieci zmuszanych do pracy czy uchodźcach. Irańska reżyserka Rokhsareh Ghaem Maghami nakręciła o niej dokument "".

Paradise Sorouri mieszka dziś w Berlinie. Wraz ze swoim partnerem Diverse tworzy zespół 143Band. Projekt zrodził się w 2008 roku w mieście Herat na zachodzie Afganistanu. Po sukcesach na miejscowej scenie, m.in. nagrodzie od miejscowej telewizji, artystka zaczęła otrzymywać coraz więcej pogróżek. Wielu nie odpowiadało to, że nie dość, że rapowała o prawach człowieka, to jeszcze chodziła w czapeczce bejsbolowej. "" – mówi "Kulturze" Paradise. Rapuje o tym w kompozycji "" . "" – dodaje. Po śmiertelnych groźbach i szykanowaniu Paradise wyjechała z kraju. Pisze nowe piosenki, jako aktywistka bierze udział w konferencjach poświęconych problemom kobiet.

Jeśli chodzi o kobiecy bunt przeciwko niesprawiedliwej rzeczywistości, to trzeba też wspomnieć o Pussy Riot. Członkinie rosyjskiej grupy wypuściły niedawno mocny klip wyśmiewający kandydaturę Donalda Trumpa na prezydenta. W "" kobiety są piętnowane, aresztowane, a nawet zabijane przez samego Trumpa i jego zwolenników.

Uchodźcy mają głos

Syria to dziś jedno z najbardziej zapalnych miejsc na świecie, a największe miasto Aleppo jest zrujnowane przez trwający już ponad cztery lata konflikt zbrojny. Jedną z muzycznych "ofiar" tego konfliktu jest Khebez Dawle, syryjski zespół prowadzony przez Anasa Maghrebiego (jak informują na swoim facebookowym profilu, obecnie na jakiś czas zawiesili działalność). Członkowie zespołu znaleźli się w licznej grupie uchodźców, którzy uciekli z Syrii do Niemiec. Maghrebi grał w zespole jeszcze podczas studiów w Damaszku. Jednak ze swoją muzyką nie mogli wyjść poza piwnicę, w której urządzili salę prób. Jego kolega z kapeli zginął podczas protestów w mieście. Kiedy Anas wraz z innymi opuścił Syrię, jeszcze w Libanie zaczął grać z przyjaciółmi w Khebez Dawle. "" – mówił Anas i z tym hasłem zagrali koncerty w różnych częściach świata. Podobna historia stoi za wieloma syryjskimi artystami, grupą Tanjaret Daghet, projektem Hello Psychaleppo czy hiphopowym LaTlateh.

Artystów walczących z cenzurą, ustrojem, sprzeciwiających się łamaniu prawa można spotkać także w Senegalu (przez lata silna scena hiphopowa z raperami i aktywistami Kilifeu i Keur Gui na czele) czy Mali. Stąd pochodzą członkowie Songhoy Blues, którzy przeżyli wojnę domową z lat 2012–2014, uciekając z zajętej przez islamskich radykałów północy do stolicy kraju Bamako. Tam zostali odkryci przez organizację Africa Express (udziela się w niej Damon Albarn) i wyruszyli w trasę na Zachód. Trafili m.in. do Polski. Takie przykłady można by mnożyć.

Bunt nad Wisłą

Na naszym podwórku także nie brakuje buntowników. Można ich znaleźć na scenie punkrockowej. Do grupy wieloletnich antysystemowców należą chociażby działający już ponad 20 lat The Analogs czy częstochowski Regres z kilkunastoletnim stażem. Wśród haseł, które im przyświecają, można znaleźć te związane z wegetarianizmem, prawami zwierząt, antyrasizmem i zasadą DIY (Do It Yourself). Jednym z najciekawszych młodych zespołów punkowych na naszej scenie jest Skowyt, który potrafi w mocnych słowach mówić o współczesnej Polsce i potrzebie rewolucji. Wymowne są już same tytuły ich piosenek: "", "" czy "". O rodzeniu się potrzeby buntu i wyrażaniu go przez muzykę wokalista grupy Ługi mówi: "". Ługi zauważa szybkie zmiany na przestrzeni ostatnich lat i narastanie buntu, to, że zaczyna werbalizować się sprzeciw. ".

Na naszej scenie hiphopowej też nie brakuje buntowniczych elementów. W zeszłym roku mogliśmy słuchać płyty Pono "" z garścią antysystemowych wersów w piosenkach "", "", "" czy "". Pewnego rodzaju buntowniczą postawą można nazwać umieszczanie przez najpopularniejszego chyba dzisiaj w Polsce rapera, nominowanego właśnie do Paszportów "Polityki" Taco Hemingwaya, płyt na jego stronie za darmo, w formie plików do pobrania. Zaskakuje fanów, nie zapowiadając wcześniej nowego materiału.

Dzisiaj a kiedyś

Zapytany o współczesny bunt Ten Typ Mes, czyli Piotr Szmidt, jeden z najciekawszych raperów ostatnich lat, autor wydanej półtora miesiąca temu doskonałej płyty "", zauważa: "". Jednocześnie sam nie uważa się za buntownika, a jedynie obserwatora, który stara się pokazać alternatywę. "".

9579145-.jpg
Ten Typ Mes; fot. Tomasz Karwiński

Różnice w muzycznym buncie przed laty a tym dzisiejszym widzi także general manager na Polskę i Europę Wschodnią jednej z najważniejszych niezależnych wytwórni muzycznych PIAS (Play It Again Sam), w której wydają m.in. legendy alternatywy z Pixies, a ostatnio kontrakt podpisała Monika Brodka, Tony Duckworth: ". Podobnie jak Ługi ze Skowytu, Duckworth widzi też jednak tlące się w powietrzu zalążki buntu. Mówi: "". Czy doczekamy muzycznej rebelii, która przejdzie do historii, jak punkrockowy zryw w latach 70.?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj