Choć George Michael przez dekady ignorował to, jak wielką popularność zyskało „”, od tego nagrania uciec się nie da - każdy mieszkaniec Ziemi co roku w okresie przedświątecznym nagranie to słyszy tysiące razy. Piosenki świąteczne na Zachodzie śpiewa niemal każdy, a bycie numerem jeden na koniec grudnia to powód do chwały i jeden z najjaśniejszych punktów kariery. Co roku nowych piosenek o świętach, Mikołaju, gwiazdce pojawia się co najmniej setka. Jednak przez lata zebrało się tylko kilka, które możemy nazwać klasykami, a nagranie Wham! Należy do dwóch-trzech najbardziej znanych.
To wielkie nagranie.
Nieszczęsne „” przez długie lata nie będzie już brzmieć tak samo, będzie się nam kojarzyć z tym, co stało się w 2016 roku.
Wham!, dzięki któremu wspomniany utwór pamiętamy, na początku nie był traktowany poważnie. Dwóch ładnie wyglądających kolesi śpiewało o klubie Tropikana albo nagrywało niezniszczalne dla każdej rozgłośni radiowej o poranku „”. Media i prasa kolorowa ich kochały, ale muzyczny szacunek pojawił się dopiero w momencie wydania na singlu „”, z charakterystyczną, niezapomnianą partią saksofonu. Już wtedy, a było to w 1984 roku, mówiło się o potencjalnym rozpadzie grupy, który nastąpił dwa lata później.
Kiedy wszyscy zadawali sobie pytanie, w którą stronę pójdzie kariera muzyków, George miał już przygotowany kolejny ruch. W 1987 pojawił się album „” – jego zawartość przyćmiona była przez skandal wokół nagrania ”” - tego, czy można było go emitować w radiu wcześniej, czy później. Dużo mówiło się o bardzo ostrym, wyrazistym image artysty. A na płycie były też nagrania takie jak „”, zwiastujące kierunek, w który Michael miał pójść później.
Artysta zagrał gigantyczną trasę koncertową, był symbolem seksu. Jego fryzura i sposób ubierania się były powszechnie kopiowane. Sam George coraz mniej był z tego zadowolony – chciał, by zwracano uwagę na jego muzykę, mniej na niego.
Kolejny zwrot w karierze nastąpił w 1990 roku. Płytę „” zwiastowało nagranie z teledyskiem, który na ów czas był szokiem.
Zamiast atrakcyjnego, nieogolonego mężczyzny zobaczyliśmy pojawiające się na ekranie słowa. Jeszcze mocniej wyglądał teledysk do nagrania „” – pojawiły się tu dziesiątki wspaniałych modelek i modeli, ale fani zwrócili uwagę na symbole: kurtka, gitara i szafa grająca, kojarzone z poprzednim wizerunkiem artysty, zostały zniszczone, a sam wokalista skutecznie odmawiał pokazywania się gdziekolwiek.
Ważne dla życia zarówno artystycznego, jak i prywatnego były kolejne lata – George Michael zagrał na koncercie poświęconym pamięci lidera Queen - Freddie'ego Mercury'ego. O seksualności artysty zaczęto mówić coraz więcej, on sam bardzo starannie skrywał tajemnice życia prywatnego, choć był już związany z Anselmo Feleppą, brazylijskim projektantem mody. Miłość życia (jak określał go muzyk) zmarł w 1993 roku na udar mózgu.
Dowodem absolutnej wielkości artysty była wydana w 1996 roku płyta „”. W trakcie rozmowy z Oprah Winfrey muzyk przyznał, że to hołd złożony jego partnerowi.
Krytycy muzyczni byli zachwyceni – paradoksalnie nie singlowym „”, ale nagraniami takimi jak „” czy tytułowe „”. O Mchaelu mówiłoby się tylko jako o muzyku, gdyby nie skandal związany z uwodzeniem policjanta w toalecie w Los Angeles. George Michael przestał ukrywać swoją seksualność, a historię podsumował nagraniem „”.
W lipcu 2007 roku zagrał koncert w Warszawie, złożony z jego największych przebojów – usłyszeliśmy „”, „”, „”, „Faith”. Kiedy pod koniec występu artysta pytał publiczność, co jeszcze ma zagrać, część fanów w środku lata krzyczała „”, inni prosili o „”, które pojawiło się tuż przed wykonanym na finał „Freedom”
Od dłuższego czasu docierały do nas informacje o tym, że artysta mimo złego stanu zdrowia pracował nad nowym materiałem – ostatnia jego płyta „Patience” ukazała się 15 marca 2014 roku.
25 grudnia 2016 roku odszedł od nas artysta, który niejednokrotnie otwierał nam oczy na nowe, szokował, ale i zachwycał. Sprzedał ponad sto milionów płyt, został ikoną, nagrał dziesiątki przebojów, które na zawsze pozostaną w pamięci.
W 2016 roku takie słowa słyszeliśmy niejednokrotnie, ale nie bójmy się ich powtarzać. O kim mówić jako o wielkim artyście, jak nie o George'u Michaelu.